Siostrzeństwo ponad różnicami

Różne doświadczenia nauczyły mnie czegoś bardzo ważnego, że istnieje język porozumienia między słowami. Porozumienie pomimo różnic. To coś co mogę nazwać “język życia”. Gościnny wpis Patrycji Art w ramach cyklu Uczymy się jak pomagać.

W 2017 roku podjęłam pracę w Fundacji Dom Pokoju we Wrocławiu, w projekcie ROMA z Romami i Romni Rumuńskimi. Nie wiedziałam wtedy, jakie będzie to doświadczenie, co z moich umiejętności przyda mi się najbardziej w tym przedsięwzięciu. Mimo tego postanowiłam kierować się tym co zawsze sprawdza się najbardziej w moim życiu – intuicją. 

Uniwersalny język

Wchodząc do projektu ROMA miałam za sobą kontakt z różnymi narodowościami, kulturami, wierzeniami, m.in. z Pierwszymi Narodami w rezerwatach w rejonie Ontario w Kanadzie i z tradycyjnymi rodzinami hinduskimi w Pune w zachodniej części Indii. Ponadto od 2004 roku brałam udział w Kręgach Kobiet, gdzie poznałam i nadal poznaję wyjątkowe porozumienie jakie my kobiety możemy stworzyć między sobą – siostrzeństwo. Właśnie te doświadczenia nauczyły mnie czegoś bardzo ważnego, że istnieje język porozumienia między słowami… Porozumienie pomimo różnic. To coś co mogę nazwać “język życia”. Składa się on przede wszystkim z podobieństwa w tym, czego doświadczamy – narodziny, przemiany związane z wiekiem, relacjami, radzenie sobie z trudnościami, budowanie swojej tożsamości. Mimo różnic w obyczajach czy tradycjach istnieje uniwersalne podobieństwo w tym czego doświadczamy. Często różni nas tylko sposób wyrażania tego oraz zakres wolności osobistej.

Miało to ogromny wpływ na moją pracę z Romni – kobietami społeczności Romów. Pierwsze miesiące były czasem jak koszmar – w ciągu kilku godzin emocje w naszym kontakcie mogły zmienić się od przyjaznych po ekstremalnie wrogie i agresywne. Długie miesiące trwało nim zbudowała się między mną a nimi nić zaufania. Podstawą było porozumienie w potrzebach – jak każda kobieta i one chciały być szczęśliwe, mieć coś ładnego do ubrania, czasem zjeść coś specjalnego, aby ich dzieci miały zaspokojone swoje potrzeby. Z czasem zaczęły się przede mną otwierać. Widziały, że rozumiem ich potrzeby i pomagam im je zaspokoić. Ze mną można było coś załatwić.  Innym ważnym elementem, który robił na nich duże wrażenie był mój brak strachu wobec ich często przemocowych i dominujących partnerów. W kontakcie z nimi, którego też musiałam się nauczyć, byłam z tymi mężczyznami na równi i też dyktowałam warunki. Widziałam, że na niektórych kobietach robiło to ogromne wrażenie. One często nie miały możliwości wyboru – partnera, wieku kiedy rodzą pierwsze dziecko, czy decyzji czy chcą zajść w ciążę czy nie. Ja mogłam podejmować te decyzje całkowicie bez presji i sama decydować o tym z kim i jaką relację mam. Nie bałam się konfrontacji z mężczyznami i stawiania im granic. Widziałam po niektórych z nich, że im to imponuje, mimo, że często mówiły, że nie rozumieją jak mogę “tak żyć”.

Jesteś moją siostrą

Jedna z kobiet – M.  odkryła we mnie powierniczkę swoich życiowych doświadczeń. Jako mama wielodzietnej rodziny wiele godzin spędzała sama na opiece nad dużą i aktywną gromadką potomstwa. Z czasem nasze rozmowy i jej wyjście “na fajkę” na balkon ze mną były tym oddechem w ciągu dnia, gdzie miała trochę odrębnej przestrzeni dla siebie. Nasze rozmowy stawały się coraz bardziej szczere, głębokie. Ona pytała mnie często o bardzo prywatne rzeczy.  Kiedy odpowiadałam szczerze, ona dzieliła się swoimi przeżyciami. Starałam się wplatać zadania związane z pracę w te bardzo intymne rozmowy i pokazywałam im, że rozwiązania jakie proponuję – współpraca z Fundacją czy edukacja dzieci może mieć dla niej korzyści.  W ramach naszej relacji i tej “miękkiej komunikacji” starałam się wypracować też efekty w pracy asystentki. Po ponad roku M. powiedziała, że jestem jej siostrą. Już wiedziała, że kiedy nie ma jej męża, bo jedzie zarabiać, to właśnie ja pomogę jej przynieść jedzenie do domu. Postanowiłam, że będę wprowadzać M. w nasz świat przyjemności: poszłyśmy kiedyś na kawę, ona zaprosiła mnie na “kebab”, poszłyśmy też kiedyś oglądać ubrania w markowym sklepie w jednej z galerii. Podziwiałam M., kiedy bez żadnego kompleksu zapytała ile kosztuje spódnica i na cenę 120 zł powiedziała: drogo! – i wyszłyśmy.  Często robiła plany, co i jak zrobimy kiedy przyjdą pieniądze. Rzadko nam to się udawało, ale zawsze była to jakaś mentalna odskocznia. M. w społeczności romskiej nie miała bliskich koleżanek, nikt nie wspierał jej w opiece nad dziećmi. Byłam dla niej bezpieczną i zaufaną osobą, bo nie roznosiłam plotek po społeczności i ona o tym wiedziała.

E. była jak na Romni elegancką i wycofaną kobietą. Pamiętam, jak spojrzała na mnie znacząco, kiedy powiedziałam jej  “jeśli masz problem, możesz mi powiedzieć”. Z czasem zaczęła się otwierać i okazało, że jest nieszczęśliwa w małżeństwie z agresywnym mężem, a jej prawdziwą miłością jest ktoś inny. Pokazywałam jej rozwiązania jakie oferuje nasz system – rozwód, alimenty. E. powiedziała, że u nich jest tak, że kobieta musi “uciec od męża” na 7 dni wtedy jest to oficjalne rozstanie. Ten proces trwał wiele miesięcy aż E. rzeczywiście uciekła i przez jakiś czas była spełniona z miłością życia. Do momentu kiedy mąż postanowił ją “odbić”. E. podobnie jak M. nie miała powierniczek w społeczności. Przez niektóre była krytykowana, że kocha innego. Ja jej nie oceniałam, mówiłam, że “u nas” kobieta może być z kim chce i też bez ślubu. E. jako jedna z nielicznych nosiła spodnie, ubierała się bardziej jak my niż jak Romni. Często mówiła, że jej się podoba nasze życie. Mam przeczucie, że miała na myśli swobodę wyboru…

Prawo do decyzji, prawo do przyjemności

Jednym z ciekawych tematów w pracy z Romni była antykoncepcja. U nich macierzyństwo jest jednym z najważniejszych priorytetów w życiu kobiet. Dla większości z nich było to bardzo dziwne, że nie mam własnych dzieci i kiedy pytały czemu, mówiłam wprost, że stosuję antykoncepcję. Tłumaczyłam im, że tak jak i ja mogą decydować o swoim macierzyństwie. Wiem, że nie zawsze mogły swobodnie się na to zdecydować, ze względu na presję rodziny. Popularne były wśród nich spirale,  o których wiedziały od osób ze stowarzyszenia Nomada. Nomada też miała dostęp do darmowych spiral, z czego niektóre z Romni korzystały. 

To były dla mnie bardzo poruszające doświadczenia. Wykraczały poza ramy mojego stanowiska pracy, dlatego, że wydarzały się na mniej oficjalnej stopie, przy kawie, fajce. Dla tych osób bardziej zrozumiałe było, kiedy pokazywałam siebie od strony prywatnej bardziej niż oficjalnej. Dla mnie z czasem jasne stało się, że właśnie w tej sposób możemy wspólnie coś wypracować, nie zachowując chłodny dystans, ale otwierając się na kobiety jak na “Siostry”, które jak i ja przechodzą przez podobne doświadczenia. Widziałam często, że jestem o wiele bardziej od nich społecznie uprzywilejowana…  Zależało mi zawsze aby i one mogły wiedzieć, że jak i ja mają prawo do korzystania z różnych przywilejów, przyjemności, dóbr. Właśnie na takiej bazie mogłam też przekazać im ważne informacje jak poruszać się w naszym systemie, nie musząc łamać czy naginać prawa. 

Po zakończeniu pracy w projekcie nadal miałam kontakt z tymi kobietami. Z czasem się urwał. Myślę jednak, że kiedyś znów się spotkamy na kawie. To są właśnie cenne chwile kiedy osoby społecznie wykluczane i niewidziane mają okazję być wysłuchane, zobaczone. Dostać szczerą uwagę i okazać to samo na swój unikalny sposób.

______________________________________

Patrycja Art – z wykształcenia socjolożka, wieloletnia weganka i aktywistka. Od 2004 roku uczestniczy w Kręgach Kobiet, prowadziła też Kręgi Kobiet i Czerwony Namiot dla kobiet w Szkocji i w Polsce. Fascynuje ją pradawny świat kultur boginicznych – kiedy Natura i kobiecość były w centrum życia społecznego.

Uczymy się jak pomagać mądrze

W połowie marca ulice Wrocławia opustoszały. Szkoły, instytucje kościelne i świeckie, organizacje – po chwili dezorientacji zamarły aby przearanżować swoją działalność. Niektóre (kościoły, parafie) niemal zupełnie ją ograniczyły, inne – przeniosły do sieci. Kto został? Poza osobami, których praca wymagała realnej obecności, została również duża grupa osób bezdomnych lub utrzymujących się z pomocy doraźnej (datki zbierane na ulicy – żebranie, zakupy robione przez ludzi dobrej woli, paczki żywnościowe z Banku Żywności, korzystający z kuchni charytatywnych czy lodówek społecznych). Ich sytuacja dramatycznie się zmieniła.

W pojedynkę nie damy rady

To truizm, ale jednorazowa akcja charytatywna nie rozwiąże złożonych problemów społecznych. Podobnie jak nie dokona tego jedna organizacja społeczna, jeden filantrop, nawet ten o najbardziej zamożnym portfelu. Potrzebna jest współpraca: tych, którzy mają czym się dzielić, z tymi, którzy dysponują konkretnymi rozwiązaniami – organizacjami społecznymi. Współpraca mądra, efektywna, oparta na wzajemnym szacunku i zrozumieniu.

Ale od czegoś trzeba zacząć. Odruch serca jest punktem wyjściowym.
Anna Korzeniewska, Forbes

Jednak droga serca wiedzie częściej ku litości i pomocy interwencyjnej. Działanie ad hoc chwilowo może rozwiązać trudności, ale najczęściej nie wpłynie na zmianę położenia danej osoby. Jedynie pomoc nastawiona na długofalowy proces jest gwarantem transformacji. Stwarza szansę do działań efektywnych, a nie tylko efektownych. Do zmiany długofalowej, ukierunkowanej na określony efekt potrzebna jest ścieżka rozumu. Tylko ona powiedzie nas do świadomej, pięknej filantropii, stając się przy tym drabiną zmian w życiu osoby korzystającej ze wsparcia.

Mądre pomaganie, czyli systemowo i bez stygmatu

Potoczne, stereotypowe myślenie stygmatyzuje. I determinuje nasz sposób myślenia o niesionej pomocy. Ogłosiliśmy kiedyś, że organizujemy wsparcie dla dzieci z domu dziecka. Zgłosiło się mnóstwo ludzi dobrej woli z zabawkami, pluszakami, słodyczami. A tymczasem potrzeba było: majtek, skarpetek, pasty i szczoteczek do zębów, gier edukacyjnych, piłek, skakanek. Dlaczego dom dziecka kojarzy nam się głównie z potrzebą pluszowego misia?

Jak zatem działać, żeby pomoc nie stygmatyzowała i nie zatrzymywała w miejscu osoby czy grupy, którą wspieramy? Jaką drogę wybrać aby pomoc nie uzależniała, ale aby stanowiła realne wsparcie zmiany życiowej i odpowiadała na potrzeby? Jak myśleć systemowo, by nie podtrzymywać wyuczonej bezradności? 

Oczywiście każdy odruch serca jest ważny i nawet najmniejsza pomoc się liczy. Warto jednak zachować balans – niezamierzonym efektem doraźnej pomocy może być uzależnienie – czekanie na datek, celowy zasiłek, paczkę żywnościową może ograniczyć inne działania danej osoby. Pamiętajmy, że wykluczenie społeczne często skutkuje lękiem przed opuszczeniem strefy komfortu, niskim poczuciem własnej wartości. Do tego dochodzi stereotypizacja czy racjonalizowanie sobie sytuacji, która dla nas jest trudna w odbiorze – żebrze, bo nie umiał/a pracować. 

Można by tu przytoczyć mnóstwo historii naszych własnych i zasłyszanych – jedne o tym, jak fryzjer czesze modnie osoby bezdomne, aby miały większe szanse na rynku pracy. Inne, jak historia mojej koleżanki, o tym, że ofiarowana osobie nocującej na korytarzu w bloku, kanapka, została przyklejona starannie do drzwi ofiarodawczyni. Nigdy nie wiemy, czy nasz odruch serca ratuje komuś życie czy jest wsparciem w tym momencie niepotrzebnym i niechcianym. 

Praca z niewidzialną grupą społeczną

Od 2016 roku Fundacja Dom Pokoju realizuje projekt społeczny, skierowany do wielokulturowej społeczności, która przez lata była wykluczona, a nawet niewidzialna społecznie.

Niewidzialność społeczna sprawia, że wypadamy z sytemu. Nie korzystamy zatem z opieki zdrowotnej czy edukacji. W praktyce nie wiemy więc co zrobić, gdy nas boli ząb, zwichniemy nogę – co najwyższej zwracamy się ku działaniom interwencyjnym. Nasze dzieci nie uczą się czytać i pisać, albo kończą edukację na poziomie podstawowym, choć mogłyby więcej.

Kiedy widzimy żebrzące dziecko, łamie nam się serce. Mamy natychmiast odruch pomocy, kupienia mu czegoś dobrego. W ilu z nas budzi się refleksja, że właśnie łamane są jego podstawowe prawa? Gdzie są jego rodzice, czy to dziecko chodzi do szkoły? Dlaczego teraz nie jest na lekcjach? Żyjemy w państwie, w którym od kilku lat funkcjonuje system świadczeń 500+. Na każde dziecko. Zdania na temat tego wsparcia są podzielone, ale jedno jest pewne – żebrzące dziecko nie powinno być na ulicy, powinno być w szkole. Jeśli jeszcze macie wątpliwości, pomyślcie – jaki los czeka dziecko, które nie chodzi do szkoły?

Więcej na ten temat w rozmowie z Janiną Ochojską.

Pracujemy ze społecznością wielokulturową, która ze względu na pochodzenie etniczne, jest mocno stereotypizowana. Niewidzialność społeczna i stereotypy stanowią podwójny klosz, bardzo ciężki do przebicia. Jednak lata pracy, opartej głównie na relacji, nauczyły nas, że jest to społeczność bardzo refleksyjna i szybko ucząca się. Pamiętam konstatację jednej z asystentek: “pochodzę z biednej rodziny. Moi rodzice musieli bardzo oszczędzać i mnie tego uczyli. Pracuję ze społecznością, która pokoleniowo wychowywała się w skrajnie złych warunkach, poza systemem. Uczę ich, jak moi rodzice uczyli mnie”. 

Zdjęcie lotnicze koczowiska, ul. Kamieńskiego we Wrocławiu
Zdjęcie lotnicze koczowiska, ul. Kamieńskiego we Wrocławiu

Mówiąc o mądrym pomaganiu warto posłużyć się piramidą potrzeb Maslowa. Aby mówić o edukacji, zapisaniu do przychodni rejonowej, szukaniu i utrzymaniu pracy, należy zaspokoić potrzeby podstawowe: dach nad głową i jedzenie. Potem poczucie bezpieczeństwa. Decydując się na pracę z niewidzialną społecznością wielokulturową musieliśmy stworzyć długofalową strategię, znaleźć środki i zacząć rozmawiać z osobami o zmianach, które ich dotyczą. Jednak aby rozpocząć procesy integracyjne i na powrót uczynić tę społeczność widzialną, najpierw należało zapewnić im godziwe warunki życia. Ciepło, dostęp do bieżącej wody, prądu, toalety – to, co dla nas jest naturalne, dla nich było nieosiągalne. Rozważyliśmy mnóstwo możliwości, analizując rozwiązania zastosowane w innych krajach: tymczasowe domki, nowa osada, różne rodzaje budownictwa społecznego, dedykowany ośrodek. Kierując się potrzebami społeczności, presją czasową oraz możliwościami Gminy Wrocław zdecydowaliśmy się na metodę housing first w połączeniu z rapid housing. W praktyce oznacza to, że rodziny zostały przeniesione do mieszkań, które mają status lokali treningowych, dzięki czemu ich warunki bytowe znacznie się poprawiły. Widzialność dla systemu oraz status mieszkańców Wrocławia zaowocowały możliwością ubiegania się o lokale socjalne, na równi z innymi mieszkańcami miasta. Przeczytajcie więcej o projekcie.

Działania nawykowe

Dlaczego osoby wychodzące z wykluczenia, kiedy mają gorszy okres ekonomiczny, wychodzą żebrać? Lub zbierać puszki, złom? Bo to są bezpieczne mechanizmy, które znają. Nasze doświadczenie pokazało, że największym blokerem aktywizacji zawodowej nie jest brak kompetencji, ale bardzo niska samoocena. Sytuacja społeczno – epidemiologiczna pokazała w całej jaskrawości, jak bardzo niektóre osoby i grupy społeczne uzależnione są od pomocy doraźnej.

Pomoc to niezwykle złożony temat, niniejszym tekstem rozpoczynamy cykl “Jak pomagać mądrze” – w kolejnych przeczytacie między innymi o ośmiu filarach asystentury, które realizujemy w naszym projekcie, a także o emancypacji kobiet z tej społeczności. W mądrym pomaganiu, przenikają się i uzupełniają ścieżka serca i rozumu. Na pytanie Czy pomagać?, zawsze odpowiemy twierdząco. W kilku kolejnych wpisach, poszukamy odpowiedzi na pytanie Jak pomagać?

______________

Dorota Whitten wiceprezeska Fundacji, socjolożka i mediatorka, zajmują się transformacją konfliktu w przestrzeni społecznej.

Swoje działania zawodowe prowadzi na styku socjologii i mediacji – dziedzin, które uzupełniając się tworzą podwaliny pod budowanie dialogu wielopoziomowego w społecznościach lokalnych. Wspólnym mianownikiem jej wielokierunkowej i wielowymiarowej działalności pozostaje współczynnik humanistyczny.

Jak budować relacje, zamiast stawać do walki?

Maja Zabokrzycka

W teorii dialogu więcej jest o słuchaniu niż prezentacji własnego stanowiska. Często wymaga wyjścia z wygodnego i bezpiecznego miejsca, które umościliśmy sobie wśród ludzi o takich samych poglądach. 

Mniej niż miesiąc temu przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Przeprowadzka odbywała się z covidem w tle, więc nie brakowało napięć i stresów. Gdy już zadomowiliśmy się w nowym lokum, okazało się, że sąsiad pod nami lubi mocne basy. Głośno i do 6:00 rano. Pierwszej nocy, gdy zaprezentował nam swój gust muzyczny, obudziłam się o 2:00 przerażona. Mój zaspany mózg wygenerował wizję bandy dresów na dopalaczach. Jak trusia siedziałam pod kołdrą, nie zmrużywszy oka do świtu, nadając sąsiadowi kolejne mało sympatyczne epitety i wizualizując jak aresztuje go policja. 

Przy kolejnej imprezie, nieco po północy, postanowiłam przełamać lęk i poprosić o ściszenie muzyki. Zamiast dresa, za drzwiami stał sympatyczny chłopak, u którego było dwóch kolegów. Nieco obruszył się, że przesadzamy (przecież jest weekend). Następnie przedstawił się jako Robert i zapytał, czy to my się właśnie wprowadziliśmy. Zarzucił jeszcze, że szuramy meblami o drugiej w nocy, czego jakoś nie mogłam sobie przypomnieć, ale zachęciłam go by do nas zapukał, jeśli będziemy mu przeszkadzać. Kiedy już doszliśmy do porozumienia, że do 23:00 muzyka może lecieć w dowolnym natężeniu, ale potem ją ściszy, z interwencją z góry przybył mój partner, wygrażając, że “Jeszcze raz, a dzwoni po policję!”…  Obawiałam się, że moje pokojowe próby złagodzenia sporu spalą na panewce, jednak od tamtej pory Robert wymienia ze mną na schodach uprzejmości i przestał fundować nam rave’y wbrew naszej woli. 

Wierzę, że w większości przypadków rozmowa jest lepsza od siłowych rozwiązań. W naszym przypadku rzeczywistość miała niewiele wspólnego z wyobrażeniami. Nie jestem pewna, co dokładnie przyniosło skutek – prośba, czy groźba? Być może ich połączenie. Pewnym jest, że pomogło spotkanie, rozmowa o potrzebach i wspólne wypracowanie granic. 

W ostatnich latach w Polsce nasila się polaryzacja pomiędzy różnymi grupami społecznymi. Kolejne zdarzenia ze sfery publicznej, jeszcze silniej nas antagonizują – wycinki Puszczy Białowieskiej, kolejne ustawy zaostrzające przepisy antyaborcyjne, likwidacja niezawisłości sądów, obecny lockdown, czy organizacja wyborów drogą korespondencyjną. Przy każdym z tematów pojawiają się podziały na “my” i “oni”, przebiegające według różnych osi. W reakcji na te podziały dialog nabiera szczególnie wielkiego znaczenia. 

W teorii dialogu więcej jest o słuchaniu niż prezentacji własnego stanowiska. Daje przestrzeń na różnorodne poglądy. Opiera się na braku oceny i nie zakładaniu z góry intencji drugiej strony – zamiast tego ich poznaniu. W dialogu kluczowa jest ciekawość drugiego człowieka i pokora. Niezbędna jest troska i empatia. Często wymaga wyjścia z wygodnego i bezpiecznego miejsca, które umościliśmy sobie wśród ludzi o takich samych poglądach. Dialog nie jest nastawiony na konkretny cel, czy porozumienie. Daje prawo do bezbronności i okazania słabości. Zakłada szczerość i prawo do błędu. W przeciwieństwie do debaty, nie zmierza do pokonania współrozmówców w walce na argumenty. Wymaga poczucia bezpieczeństwa i dużego zaufania, które przychodzi z czasem. 

Tak. Trzeba włożyć dużo wysiłku by nie nakładać na rozmówców własnych klisz i dojrzeć człowieczeństwo pod etykietą – antyszczepionkowców, lewaków, nacjonalistów, lesbijek, denialistów klimatycznych, katoli, feministek, działaczkaczek strajku kobiet, dzieciorobów… Zwłaszcza teraz, gdy w trakcie kwarantanny, bardzo duża część naszej komunikacji przenosi się do internetu. W facebookowych postach, czy innej internetowej wymianie zdań, jeszcze łatwiej o skróty myślowe i erystyczne wybiegi, które zatrzaskują nas na zrozumienie perspektywy innej niż nasza.

Izolacja sprawia, że pojawiają się nowe obszary, w których nienawistne komentarze wylewają się bez kontroli. W marcu głośny był przypadek samobójstwa znanego ginekologa – profesora Rokity, zakażonego wirusem COVID-19. Niebagatelne znaczenie w tym przypadku miały hejterskie komentarze pod artykułem na temat zakażenia lekarza w kieleckiej gazecie “Echo dnia”. Także w przypadku “Szkoły z TVP” dominowały skrajnie krytyczne głosy, pozbawione empatii pod adresem nauczycieli i nauczycielek przed kamerami. W tej chwili mamy do czynienia także z bezpośrednimi atakami na mienie medyków i pielęgniarek, którzy działają na głównej linii frontu z wirusem. Warto pamiętać, że polaryzacja znacząco wzmacnia się w social mediach – także przez szerzenie różnego rodzaju fake newsów. To właśnie dialog może być metodą na rozbrojenie dezinformacji! 

„Reunion”, reż. Jon Haukeland (zdjęcie: https://www.facebook.com/pg/ReunionTenYearsAfterTheWar)

Wiele jest przykładów skuteczności dialogu także w niezwykle zaognionych konfliktach. Jako Fundacja Dom Pokoju testujemy go lokalnie, we Wrocławiu. Korzystamy między innymi z metod wypracowanych przez Nansen Center Dialogue and Peace w rejonach ogarniętych wojną i głębokimi podziałami na tle etnicznym i religijnym. Nansen Center to istniejąca od 30 lat organizacja z Lillehammer w Norwegii. Ośrodek w latach 90. prowadził działalność na Bałkanach, pracując ze zwaśnionymi stronami, między innymi w walkach między Serbami a Albańczykami o Kosowo. [Zachęcam do obejrzenia niezwykle poruszającego filmu dokumentalnego o tym procesie – Reunion – ten years after the warJona Haukelanda, który pokazuje spotkania tuż przed wybuchem wojny w 1999 oraz 10 lat później]. Te metody sprawdziły się także w Afganistanie, Kolumbii, Kenii, Ukrainie i Iranie, doczekały się także nominacji do pokojowej nagrody Nobla. 

Wszystko zaczyna się od rozmowy. Rozmawiajmy i słyszmy się – niezależnie od tego, czy w sąsiedzkim sporze, czy w głębokim kryzysie, jak ten wywołany przez COVID-19. 

_______________

Maja Zabokrzycka, prezeska Fundacji, z wykształcenia dziennikarka i specjalistka ds. PR. Zajmuje się budowaniem dialogu i pracą w społecznościach lokalnych. Specjalizuje się w rewitalizacji społeczno-gospodarczej i budowaniu sieci współpracy międzysektorowych. Jej zawodowe obszary zainteresowań to także partycypacyjne projektowanie przestrzeni i włączanie biznesu we współtworzenie lokalnych wspólnot.

“Zanim wyruszysz po zemstę, wykop dwa groby”

Joanna Wajda

Te słowa Konfucjusza to idealna klamra niniejszego tekstu. Wbrew pozorom zemsta nie przynosi słodyczy ukojenia, nie leczy zranień. Zwykle zostawia ruiny i zgliszcza, doszczętnie pochłaniając tych, którzy jej ulegają. Zatruwa ich życie zgorzknieniem, po kawałku odbiera wszystko co cenne
i ważne – relacje, radość, zdrowie. Zostawia emocjonalny grób. Jak dla mnie, zemsta to siostra śmierci, tyle, że z lepszym działem public relations.

 Przyznam się, że zamierzałam pisać na zupełnie inny temat. Jednak tekst Doroty Whitten “Krótka historia katastrof żywiołowych: od pozostawionej filiżanki do trzęsienia ziemi” i przywołany w nim film “Wojna Państwa Rose” co chwilę wyłaniał się w moim umyśle, nie pozwalając przeniknąć innej myśli. Twarz Barbary i Oliwiera stały się moim przekleństwem, ale i natchnieniem…

W swym prawniczym wcieleniu takich par i takich historii jak państwa Rose znam wiele, może nie z tak tragicznym finałem. Niejednokrotnie byłam świadkiem jak 10-letnie firanki czy landszaft kupiony lata temu, za przysłowiowe grosze przeistaczały się w rodowe pamiątki o najwyższej wartości historyczno-sentymentalnej. Ba! Do firanek potrzebny był nawet rzeczoznawca, który finalnie okazał się partaczem i gburem. Jak bowiem można powiedzieć “bez wartości” na rzecz tak bezcenną! Chociaż w tym punkcie “moja” Barbara i Oliwier byli choć na chwilę zgodni. 

Jednak byli i inni klienci – jak Nicole i Charlie – z twarzą Scarlett Johansson i Adama Drivera – bohaterów filmu “Historia małżeńska”. Można powiedzieć, że oba przywołane filmy mają analogiczną kanwę (studium rozpadu związku), wiele wspólnych mianowników – emocje, niespełnione ambicje, dzieci, w obu nie zobaczymy lukrowanego końca. Pomimo wielu zbieżności “Historia małżeńska”  opowiada zupełnie inną historię… 

fot. Netflix

Dla mnie to film o przebaczeniu – procesie, o których rzadko mówimy i którego nie doceniamy. Czym jest “przebaczenie”? To wewnętrzny, złożony proces osoby, która czuje się skrzywdzona. Jego finałem jest świadoma decyzja o ograniczeniu negatywnych myśli, afektów i zachowania w stosunku do postrzeganego bądź rzeczywistego winowajcy oraz lepsze zrozumienie zarówno sytuacji, jaka nas spotkała, jak i motywów osoby za nią odpowiedzialnej. Mówiąc prosto to droga prowadząca do rezygnacji z destrukcyjnej siły gniewu, zaniechania urazy, a przede wszystkim porzucenie pragnienia odwetu czy zemsty. To proces, który wbrew pozorom nie opiera się na mechanizmie “odpuszczenia”, ani zapomnienia. Zatem żadne złote rady typu “przebacz, zapomnij” czy “bądź ponad to” nie wpisują się w jego przebieg. Pojednanie jest zakotwiczone w pamięci – nie odrzuca wspomnień, nie zmienia ich, nie szuka usprawiedliwień
w stosunku do tego co się wydarzyło. Pojednanie nie wyklucza kary za czyn. Nie zaprzecza też towarzyszącym emocjom – nie wypiera gniewu, lęku, żalu, smutku.  Uczucia bowiem to nie kamfora – nie wyparują same z siebie. Wręcz odwrotnie, zduszone, odroczone emocje będą pęcznieć, jątrzyć naszą ranę i w końcu dadzą o sobie znać w postaci niekontrolowanego wybuchu,  fizycznego bólu, a nawet autodestrukcyjnych aktów.  

Proces pojednania wymaga siły wewnętrznej i odwagi do zmierzenia się ze swoim bólem, refleksji co samego siebie i gotowości na zmianę. Czasami przydaje się wsparcie specjalisty. To długa i żmudna droga, pełna pokus pójścia na skróty lub zawrócenia. Jednak jak dotrzemy do celu otrzymamy nagrodę – poczucie wolności, swoistego oczyszczenia od negatywnych myśli, zgorzknienia czy chęci zemsty. To przysłowiowa kropka, którą samodzielnie i rozmysłem stawiamy. Po niej piszemy już nową historię…

_____________

Joanna Wajda – wiceprezeska Fundacji, prawniczka, mediatorka, trenerka Edukacji Pokoju i Mediacji Rówieśniczych. Zwolenniczka edukacji antydyskryminacyjnej i metod partycypacyjnych, opartych na relacjach i poszanowania podmiotowości dzieci. To m.in. dzięki niej Konwencja Praw Dziecka zaczęła przemawiać językiem zrozumiałym dla najmłodszych. Dzieci – a zwłaszcza syn Mateusz – są dla niej źródłem inspiracji oraz motywują do poszukiwań i innowacji.

Krótka historia katastrof żywiołowych: od pozostawionej filiżanki do trzęsienia ziemi

Dorota Whitten

Jedna z moich babć wpoiła mi w dzieciństwie żelazną życiową zasadę: zanim pójdziesz spać, wysprzątaj kuchnię na błysk! Jakby wybuchł pożar i strażacy wbiegną nas ratować, to katastrofa, katastrofą, ale przynajmniej nikt nie pomyśli, że u nas mieszkają flejtuchy. Przez długi czas w moim dorosłym życiu ta zasada stawała się zarzewiem konfliktów w relacjach z osobami, z którymi mieszkałam. Były to osoby bliższe i dalsze, jednak co wieczór ja domagałam się posprzątania kuchni, a wtedy zaczynała się licytacja: kto ma to zrobić i dlaczego, wyliczanie kto ostatni używał patelni itp. Emocje rosły. Kłótnia gotowa. Koszmar.

Kiedy długo jesteśmy ze sobą, przyglądamy się sobie uważniej, dostrzegając, wcześniej niewidoczne cechy charakteru i wady. Obowiązki domowe, kładzenie dzieci do łózka, rozrzucone skarpetki – każda codzienna sprawa może stanowić wówczas zarzewie niezłej awanturki. Orientacja wygrany – przegrany, częste: „udowodnię ci, że nie masz racji” są destrukcyjne dla naszych relacji. Zaczynają drażnić nas drobiazgi, które wcześniej nie zwracały naszej uwagi. Może zacząć się od przekomarzania albo żartobliwego przytyku, na który ktoś reaguje inaczej, niż tego oczekujemy. I rusza błędne koło szermierki na argumenty i dowody, które nas wciąga, generuje negatywne emocje i coraz trudniej nam z niego wyjść.

Oglądaliście film „Wojna państwa Rose”? Małżeństwo o nazwisku Rose postanawia się rozwieść, ponieważ po kilku latach razem okazało się, że wiele ich różni i po jakimś czasie nie potrafią się już ze sobą porozumieć. Nie będzie to łatwe, bo żadne z nich nie chce zrezygnować z pięknego luksusowego domu, którego się wspólnie dorobili. Konflikt eskaluje i przeradza się w tytułową wojnę. Każdy chce wygrać. Bardzo polecam – film znakomicie pokazuje relacje międzyludzkie, kolejne stadia emocji w konflikcie i zaangażowanie o wygraną w walce.

foto: Gracie Films, 20th Century Fox Film Corporation

Wzajemne, coraz częstsze, kłótnie i sprzeczki, wyczerpują, budują w nas nierzadko poczucie krzywdy, braku zrozumienia i bezsilności w starciu z sytuacją, której nie potrafimy odwrócić.

Może więc zamiast kontynuować wzajemne krzywdzenie się, warto poszukać pomocy? Mediator to osoba, która pomoże przekształcić nienegocjowany, destruktywny konflikt w taki, który doprowadzi do rozwiązań, może nie od razu idealnych dla wszystkich stron, ale pozwalających na głębsze zrozumienie postawy i potrzeb drugiej osoby. Dzięki temu opuścimy gardy, nie będziemy czuć się zagrożeni oraz wyjdziemy ze stanu permanentnej konfrontacji.

Dzięki pomocy mediatora nauczycie się znów ze sobą rozmawiać w taki sposób, aby budowane komunikaty nie prowadziły do nieporozumień. Zbudujecie podwaliny pod zaufanie (tak, czasem trzeba nauczyć się wszystkiego od początku), będziecie zmotywowani do pracy nad relacją i poczujecie się mniej niesprawiedliwie. Wielokrotnie w gabinecie mediacyjnym dochodziło do zmiany atmosfery rywalizacji na cieplejszą, skierowaną na zrozumienie, tylko dzięki przeprosinom, które osoby do siebie skierowały.

I na koniec – konflikt to również emocje. Pamiętajmy, że mamy do nich prawo, emocje są dla nas bowiem istotną informacją o potrzebach. Kiedy jednak używamy ich przeciwko drugiej osobie – stanowią potężny ładunek destrukcji. Polecam książkę Eline Snel „Uważność i spokój żabki”. Można się z niej nauczyć, że emocje są jak deszcz – choć przyszły i przesłaniają niebo, muszą minąć. Najlepiej zdać sobie z nich sprawę i dać im odejść. Po burzy zawsze przychodzi słońce.

________

Dorota Whitten wiceprezeska Fundacji, socjolożka i mediatorka, zajmują się transformacją konfliktu w przestrzeni społecznej.

Swoje działania zawodowe prowadzi na styku socjologii i mediacji – dziedzin, które uzupełniając się tworzą podwaliny pod budowanie dialogu wielopoziomowego w społecznościach lokalnych. Wspólnym mianownikiem jej wielokierunkowej i wielowymiarowej działalności pozostaje współczynnik humanistyczny.

Zarządzanie złością

Dziwisz się ze masz wciąż pod górkę choć sam pchasz się na szczyt.

Zeus „Świt”

 

Dorota Whitten

 

Zarządzanie złością

 

Wstęp

W poniższym tekście znajdziecie dużo pytań, które należy postawić samemu sobie. Ponieważ są to pytania do was, odpowiedzi należy szukać w sobie.

Zacznę od banalnego stwierdzenia, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. Mało kto decyduje się świadomie na życie pustelnika. Życie w społeczeństwie oznacza obecność wokół nas innych osób oraz sieć relacji z tymi osobami. Relacje społeczne są wszechobecne: nawiązujemy je z bliskimi nam osobami (rodzina, przyjaciele) oraz z dalszymi znajomymi, kolegami z pracy itp. Ale nie tylko. Relacje nawiązujemy bowiem również z panem z warzywniaka, u którego regularnie robimy zakupy, listonoszem, który latami przynosi nam pocztę i sąsiadami z osiedla, którzy w tym samym czasie, co my wyprowadzają swoje pieski na spacer.

Wyobrażasz sobie codzienność bez relacji?

 

Relacje społeczne

Dzięki relacjom społecznym zaspokajamy najważniejszą życiową potrzebę afiliacji,
a także zwyczajnie – doświadczamy przyjemności płynącej z kontaktu z drugim człowiekiem.

Żeby kształtować własną tożsamość i wewnętrzną spójność
potrzebujesz jednocześnie autonomii i niezależności.

Wciąż na nowo poszukujesz więc równowagi pomiędzy „byciem z innymi” a „byciem z samym sobą”.

 

Cztery podstawowe strategie działania w społeczeństwie:

Agresywna

Agresja w sytuacjach społecznych prowadzi do pogorszenia relacji z otoczeniem. Życie człowieka agresywnego przypomina pole walki, jest wypełnione konfliktami.

Manipulacyjna

MANIPULACJA jest skuteczną metodą zaspokajania naszych potrzeb. Niszczy jednak relacje z drugim człowiekiem.

Uległa

Uległość jest wynikiem nadmiernej potrzeby akceptacji. Ulegamy, bo chcemy, żeby nas lubiono. Uległość ogranicza naszą przestrzeń życiową.

Asertywna

Oparta na wzajemnym szacunku.

Emocje w relacjach

Po mapie emocji bardzo często poruszamy się intuicyjnie. Najłatwiej to sprawdzić używając komunikatorów: Facebook, Skype, Gadu-Gadu, czy telefonu. Ile emotikon mam  do wyboru? Ilu używam? I uwaga – czy analizuję emotikony, zastanawiam się której użyć?

Nie potrzebujemy refleksji czy też dużej dozy uwagi, aby użyć „buziek” – wesołej, smutnej, mającej łzy w oczach albo serduszka, złej, bardzo złej, marszczącej tylko czoło, zdziwionej itp.

Emotikony wzmacniają nasz przekaz, wizualizują to, co odczuwamy w danym momencie, osobie, z którą się komunikujemy. A teraz – uwaga – ile emocji potrafimy nazwać, a ile pokazać, zobrazować? Jak pewnie poruszamy się po ich odcieniach i subtelnościach, dzięki całej gamie obrazków? I ostatnie pytanie – co nam to daje?

Czy pamiętacie powiedzenie „słomiany ogień”?

 

Ćwiczenie: Pomyśl o twoich najważniejszych relacjach prywatnych czy zawodowych i postaw sobie następujące pytania:

Które z nich były dla ciebie ostatnio źródłem przyjemności i radości?

Które niedawno wywołały w tobie irytację i złość? W których poczułeś się zaniepokojony lub wystraszony?

Które wzbudziły w tobie melancholię, nostalgię lub smutek?

Jakie inne emocje czułeś ostatnio w relacjach z ważnymi dla ciebie osobami?

Jak emocje wpływają na twoje kontakty z ludźmi?

Co sprawie, że jesteś zły?

O co się najczęściej kłócisz?

W jaki sposób się kłócisz?

Jakie skutki ma twój sposób kłócenia się?

 

Złość i komunikacja w konflikcie

Słuchaj, co mówi osoba rozzłoszczona. Zastanów się, co oznaczają jej słowa i emocje. Co się stało? jak wygląda sytuacja z jej perspektywy?

 

Zastosuj parafrazę, aby pokazać, że słuchasz, słyszysz i chcesz zrozumieć swojego rozmówcę.

Nie oskarżaj, nie wdawaj się w słowne potyczki.

Zamiast tego pytaj o oczekiwania.

Pozwól rozmówcy zachować twarz.

Nie przypieraj go niepotrzebnie do muru.

Nie przygnębiaj – nikt tego nie lubi.

Pamiętaj, że ważne jest konstruktywne rozwiązanie problemu, a nie wykazywanie na to, kto zwyciężył.

 

Jak zarządzać własnym gniewem, by nie uszkodzić ani siebie, ani innych?

  1. Wycofaj się z sytuacji

Pierwszą rzeczą, którą powinieneś zrobić, jeśli czujesz, że narasta w tobie gniew czy złość, to wycofanie się z sytuacji. Wystarczy, że symbolicznie zrobisz trzy kroki do tyłu lub pozwolisz sobie na przerwę w myślach. Pomaga liczenie od 1-10. To pozwoli nieco ochłonąć i uniknąć destrukcyjnego wybuchu.

  1. Przyznaj się do emocji, które odczuwasz

Dziewczyna pyta, czy jesteś zły, a ty na to cedzisz przez zaciśnięte zęby „N I E” – znasz to skądś? W zarządzaniu złością trzeba umieć przyznać się do tego, że coś nas zezłościło. Masz prawo do odczuwania tych emocji. Uświadom je sobie. (Pomaga powiedzeniu sobie po cichu: „Tak, jestem zły”.)

  1. Zidentyfikuj źródło złości

Po tym jak ochłoniesz, zidentyfikuj to, co cię zezłościło. Może być to osoba, sytuacja, czy konkretny fakt. Rozpoznanie źródła złości pozwoli ci na podjęcie dalszych, sensownych kroków, zamiast odreagowania na otoczeniu. (np. zirytował cię twój klient, ale ponieważ nie możesz na niego nakrzyczeć, wyżywasz się na swoim koledze albo na zszywaczu biurowym.)

  1. Skonfrontuj się ze źródłem

Mając wiedzę na temat tego, co cię zezłościło możesz dążyć do konfrontacji, czyli z tym, na co masz wpływ próbować sobie poradzić, a to na co wpływu nie masz – zaakceptować, bo złość i tak niczego nie zmieni. Tak jak w „Modlitwie” Anonimowych Alkoholików:

Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę, odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę, i mądrości, aby odróżniał jedno od drugiego

  1. Poradź się osoby trzeciej

Jeśli nie masz siły sam skonfrontować się z tym, co cię zezłościło (np. z szefem) poszukaj osoby, której opowiesz o wydarzeniu i która pomoże ci je ocenić, bądź poradzi, co zrobić dalej.

  1. Idź dalej

Złość to uczucie, które może zjeść cię od środka, powstrzymać od działania i jeśli nic z nią nie zrobisz, zahamuje cię. Nawet jeśli nie możesz usunąć tego, co cię złości, idź dalej – pozwalając złości wygrać – sam przegrasz.

Dorota Whitten

_DSC6951koordynator działu Edukacji Pokoju w Fundacji Dom Pokoju; edukator, mediator, socjolog-empirysta, trener; zawodowo i prywatnie propaguje ideę mediacji jako komunikacji bez agresji; współtwórczyni licznych projektów, m. in. ze współpracy z Radą Seniorów Osiedla Nadodrze i wielu innych działań społecznych; członek Zarządu Stowarzyszenia COŚ DOBREGO, a także wolontariusz Fundacji Greenpeace, od początku jej istnienia w Polsce; współautorka diagnozy potrzeb i możliwości szkół w zakresie pracy z uczniami, badania wielokulturowego, a obecnie również Analizy Funkcjonalnej Wrocławskich Osiedli oraz adaptacji podręczników i metod do Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych dla szkół;

Artykuł jest własnością autora, ale treści w nim prezentowane stanowią wiedzę zdobytą na różnych szkoleniach i pochodzącą z rozmaitych publikacji, dlatego autor nie uzurpuje sobie praw do zamieszczonych treści.

Jakie są konsekwencje przemocy – czyli o tym, czego doświadczają agresor, ofiara i świadek

Katarzyna Nowicka

Kiedy zajmujemy się przemocą w szkole, najczęściej myślimy o szkodach ponoszonych przez ofiary. Konsekwencje przemocy ponoszą jednak wszyscy uczestnicy tych sytuacji. W zespole klasowym często rzuca nam się w oczy ofiara i sprawca, bądź kilku sprawców agresywnych zachowań. Często zapominamy o pozostałych uczniach, którzy uczestniczą w sytuacji przemocy jako świadkowie. Zwykle jest to około dwudziestu osób.

Długotrwałe pozostawanie w kręgu destrukcyjnego oddziaływania przemocy wiąże się z przeżywaniem bardzo silnych i trudnych emocji, które mają wpływ na sposób myślenia o sobie ofiar, świadków i sprawców oraz na ich relacje z otoczeniem. Groźne jest to, że skutki psychologiczne pozostawania w relacji opartej na przemocy obserwujemy jeszcze po wielu latach od jej zakończenia.

Warto wiedzieć, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), na podstawie wieloletnich badań, prowadzonych w różnych krajach świata, stwierdziła że przemoc, zarówno ze strony dorosłych, jak i przemoc rówieśnicza, stanowi jedno z największych zagrożeń dla zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Jest również przyczyną urazów fizycznych i może prowadzić do śmierci. Przemoc ze strony rówieśników jest uznawana za najpoważniejszy czynnik ryzyka związany ze szkołą, wpływający na rozwój różnorodnych problemów w obszarze zdrowia psychicznego i jego zaburzeń.

Problemy i zaburzenia u dzieci spowodowane przemocą rówieśniczą to między innymi: uszkodzenia ciała, zaburzenia lękowe, fobia szkolna, znaczne obniżenie samooceny i poczucia własnej wartości, depresje, próby samobójcze i samobójstwa, zaburzenia psychosomatyczne, używanie środków psychoaktywnych, pogorszenie osiągnięć w nauce, częste zwolnienia lekarskie i wagary.

Poniższe zestawienie wskazuje na to, że przemoc generuje bardzo poważne problemy. Dlatego tak ważna jest profilaktyka przemocy i agresji, świadomość nauczycieli, wychowawców, jak również uczniów, na temat występowania zjawiska przemocy, umiejętność rozpoznawania i rozróżniania agresji od przemocy oraz wiedza na temat konsekwencji, jakie powoduje przemoc u sprawców, świadków i ofiar.

Agresja jest zjawiskiem incydentalnym. Mianem rym określamy wszelkie działania, których celem jest wyrządzenie komuś krzywdy fizycznej lub psychicznej. Działanie to ma wywołać u drugiej osoby ból, strach, niepokój bądź wewnętrzne cierpienie. Agresja dotyczy ludzi o zbliżonej sile i możliwościach. Natomiast przemoc jest procesem, oznacza przewagę sprawcy nad ofiarą lub ofiarami. Przemocą nazywamy sytuacje, w których nie występuje równowaga sił, np. gdy uczeń jest narażony na kpiny, ataki i jest wobec nich bezbronny, bo jest młodszy, słabszy fizycznie lub psychicznie. Agresja może prowadzić do przemocy. Szczególną formą przemocy w szkole jest dręczenie (bulling), a obecnie również cyberbulling (dręczenie w Internecie). Jest to systematyczne, długotrwałe prześladowanie, upokarzanie lub wykluczanie z grupy jednej osoby przez uczniów, którzy świadomie wykorzystują w tym celu swoją przewagę.

W szkole spotykamy się takimi formami agresji i przemocy jak: przemoc fizyczna, werbalna, relacyjna i cyberprzemoc. Przemoc fizyczna to bicie, kopanie, plucie, popychanie, szarpanie, wymuszanie pieniędzy, podstawianie nogi, zabieranie przedmiotów i niszczenie własności. Przemoc werbalna, czyli słowna, to: dokuczanie, przezywanie, wyśmiewanie, wyszydzanie, obrażanie, ośmieszanie, przeszkadzanie, grożenie, rozpowszechnianie plotek, pokazywanie nieprzyzwoitych gestów itp. Przemocą relacyjną natomiast określamy przemoc stosowaną bez fizycznego kontaktu, która polega na wykluczaniu ofiary z grupy, izolowaniu, pomijaniu czy nieodzywaniu się. Cyberprzemoc polega na używaniu nowych technologii do sprawienia komuś cierpienia. Ujawnia się ona m.in. wysyłaniem obraźliwych wiadomości SMS czy e-maili, umieszczanie w Internecie filmów i zdjęć ośmieszających koleżankę czy kolegę. Należy również pamiętać, że agresja i przemoc mogą być stosowane bezpośrednio, gdy uczniowie sami są ich sprawcami, lub pośrednio, gdy nakłaniają do takich działań kolegów.

Skutki przemocy obserwowane u ofiar przemocy to m.in.: dotkliwie poczucie poniżenia i upokorzenie, lęk, rozpacz i smutek, poczucie osamotnienia, bezsilność czy bezradność. Ofiary wstydzą się tego, co je spotkało i czują się winne, że nie potrafiły odeprzeć ataków. Równocześnie może towarzyszyć im ogromna złość, żal i nienawiść do sprawców, ale również do świadków, którzy nie reagowali i nie pomagali. Przeżywanie takich emocji wpływa negatywnie na koncentrację i w rezultacie na wyniki w nauce. Ofiary myślą o sobie najczęściej negatywnie, np: „jestem do niczego”, „sam jestem sobie winny”. Otoczenie postrzegają bardzo często jako wrogie i obojętne myśląc: „wszyscy są przeciwko mnie”, „nikogo nie obchodzę”. Takie wyobrażenia o sobie i o otoczeniu utrwalają się i mają wpływ na zachowanie ofiar i ich relacje z otoczeniem w całym późniejszym życiu. Długofalowe skutki doświadczania przemocy to: obniżona samoocena, zaburzenia somatyczne, trwałe urazy psychiczne, zaniżone poczucie własnej wartości oraz problemy społeczne, takie jak trudności w nawiązywaniu kontaktów, skłonność do izolacji oraz częste myśli samobójcze.

Przemoc jest zagrożeniem dla zdrowia fizycznego i psychicznego ofiar, ale również destrukcyjnie wpływa na jej sprawców. W procesie przemocy szkolnej jej sprawcy doraźnie osiągają korzyści psychologiczne i społeczne. Za pomocą swoich zachowań odreagowują napięcia z sytuacji pozaszkolnych, dzięki czemu doznają ulgi. Zdobycie i utrzymanie wiodącej pozycji w grupie pozwala im odczuwać zadowolenie i satysfakcję. Wejście w rolę sprawy przemocy utrudnia jednak budowanie głębokich relacji z kolegami oraz zdobywanie umiejętności psychologicznych i społecznych, potrzebnych do prawidłowego i satysfakcjonującego funkcjonowania w społeczeństwie. Agresor krzywdzi innych i powoduje występowanie u ofiar chęci odwetu. Sprawca często usprawiedliwia swoje zachowanie myśląc: „wszyscy tak robią”, „przecież nie robię nic złego.”. O ofierze myśli: „sama jest sobie winna”, „zasłużyła na to”, o świadkach zaś: „skoro nie reagują, to chyba wszystko jest w porządku”, „nic mi nie zrobią, bo się boją”. Zachowania agresywne są oceniane jako poważne, ryzykowne zachowania zdrowotne, które często współwystępują z innymi zachowaniami problemowymi (używaniem alkoholu czy narkotyków), a w wielu przypadkach prowadzą do działań przestępczych.

Świadkowie przemocy mogą czuć się bezsilni i zastraszeni, mogą przeżywać niepokój i dezorientację. Natomiast gdy po latach dopiero dowiadują się o dramatycznych dla ofiary konsekwencjach przemocy rówieśniczej, odczuwają poczucie winy, niezadowolenie i mają pretensje do siebie, że nie reagowali na przemoc. Świadkowie uczą się milczeć, odwracać wzrok, uczą się bezradności. W przyszłości ciężej jest im reagować w trudnych sytuacjach, kształtuje się więc bierna postawa wobec życiowych trudności. Długotrwałym skutkiem bycia świadkiem przemocy może być obniżenie poczucia odpowiedzialności, nieumiejętność współpracy oraz trudności w rozwiązywaniu konfliktów.

Jak starano się dowieźć, negatywne konsekwencje pozostawania w sytuacji przemocy dotyczą zarówno ofiar, jak i sprawców oraz świadków. Zamiast radzić sobie z konsekwencjami przemocy, lepiej jest jej skutecznie przeciwdziałać. Dlatego tak ważne jest szerzenie wiedzy na temat agresji i przemocy, ich przyczyn oraz skutków i sposobów reagowania i przeciwstawiania się tym działaniom.

Katarzyna Nowicka

Wykorzystana bibliografia oraz polecana literatura przedmiotu:

  1. Borkowska A., Szymańska J, Witkowska M.,(2012), Przeciwdziałanie agresji i przemocy w szkole. Poradnik dla nauczycieli. Warszawa: ORE.
  2. Czemierowska-Koruba E.,(2014), Agresja i przemoc w szkole, czyli co powinniśmy wiedzieć, by skutecznie działać. Warszawa: ORE.
  3. Dambach K.E., (2003), Mobbing w szkole. Jak zapobiegać przemocy grupowej, Gdańsk: GWP.
  4. Danilewska J., (2002), Agresja u dzieci – Szkoła porozumienia, Warszawa: WSiP.
  5. Olweus D., (1998), Mobbing. Fala przemocy w szkole. Jak ją powstrzymać?, Warszawa: Wydawnictwo Jacek Santorski & CO.
  6. Poraj G., (2002), Agresja w szkole. Przyczyny, profilaktyka, interwencje, Łódź: Oficyna Wydawnicza Edukator.
  7. Rigby K., (2010), Przemoc w szkole. Jak ją ograniczać. Poradnik dla rodziców i pedagogów, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 —

K.Nowicka_fot.A.J_obr.JPG

Katarzyna Nowicka – psycholog; na co dzień, prowadzi terapię dzieci, młodzieży i dorosłych w Centrum Wsparcia Rodziny Consilia oraz pracuje jako psycholog w szkole podstawowej. We współpracy z Fundacją Dom Pokoju opracowuje i wprowadza w szkołach program Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych. Prowadzi szkolenia dla nauczycieli, wykłady wspierające kompetencje wychowawcze dla rodziców oraz warsztaty psychoedukacyjne dla dzieci i młodzieży; (telefon: 514890015, e-mail katarzyna.nowicka@consilia.com.pl)