Pogotowie Mediacyjne, słucham…

Rozwód, podział majątku, kłopoty z ustaleniem opieki nad dzieckiem… ale też spór sąsiedzki, nieporozumienie w zespole, czy nieumiejętność dogadania się z rodziną. To najczęstsze sprawy, w jakich pomagamy wrocławianom dogadać się przy pomocy mediacji

pm_kolor_s

 Telefon Pogotowia Mediacyjnego dzwoni z różną regularnością. Średnio raz dziennie. Czasem w ciągu dnia pracy w Fundacji nie odbieramy żadnego zgłoszenia, innym razem– telefon nie przestaje dzwonić. Niekiedy ludzie kontaktują się po to, by zapytać o poradę prawną lub chcą uzyskać informacje o poradnictwie obywatelskim. Zdarza się również, i to coraz częściej, że ktoś dzwoni konkretnie wiedząc, co to mediacja i prosząc o umówienie spotkania z mediatorem.

Kontakt osobisty, e-mail lub telefon

By umówić się na mediacje lub uzyskać więcej informacji wystarczy zadzwonić pod numer: 538 208 660, napisać wiadomość na adres e-mail lub przyjść do siedziby Fundacji Dom Pokoju, przy ul. W. Łokietka 5/1. Gdy w 2015 roku rozpoczynaliśmy projekt Pogotowia Mediacyjnego tych świadomych rozmówców i interwencji było bardzo mało. Teraz z zadowoleniem zauważamy, że coraz więcej osób zgłasza się do nas z prośbą o umówienie mediacji. Czasem obie strony są już zgodne co do tego, że mediacja jest im potrzebna. Innym razem to jedna ze stron wychodzi z inicjatywą i podaje nam kontakt do osoby, z którą chce przystąpić do mediacji.

Najprościej – co to mediacja?

Mediacja jest aleternatywną metodą rozwiązywania konfliktów w obecności osoby trzeciej – mediatora, która pomaga we wzajemnej komunikacji stron i ułatwia dojście do porozumienia. Mediator nie osądza i nie wydaje wyroków,
ale wspiera w komunikacji strony sporu, bez ingerencji w efekt rozmów.

Bezpłatnie, dla wszystkich we Wrocławiupm_infografika_fb-01-01

Mediacje oferowane osobom mieszkającym, pracującym i studiującym we Wrocławiu są bezpłatne, a jedyne warunki, które muszą spełnić zgłaszający się do Pogotowia to chęć wzięcia udziału w mediacji przez obie strony konfliktu oraz porozumienia się, niezbędne do podjęcia mediacji. Takie rozwiązania są dużo szybsze, tańsze i łatwiejsze, dlaczego więc nie spróbować?

Mediacja jest odpowiednia dla każdego rodzaju konfliktów

Zarówno kłótni i sporów małżeńskich, waśni o opiekę nad dzieckiem, czy podział majątku, a także w kwestiach spornych interesów w pracy, zespole, z sąsiadami, czy w sprawach finansowych bądź gospodarczych. To tylko przykłady spraw mediacyjnych, każde nieporozumienie nadaje się do mediacji, jeśli tylko strony chcą się porozumieć.

Nie każdy telefon kończy się mediacją

Umówienie mediacji nie jest taką prostą sprawą. Nawet, gdy zgłasza się do nas osoba chętna i gotowa na udział w mediacjach, druga strona ma zawsze prawo odmówić i wówczas nie może dojść do mediacji. Dobrowolność, jest bowiem podstawową regułą mediacji (obok bezstronności i neutralności mediatora, poufności przebiegu mediacji, czy akceptowania osoby mediatora przez obie strony – więcej o zasadach mediacji przeczytać można stronie internetowej Fundacji Dom Pokoju).

PM_ikonkaZalety mediacji

Zachęcamy do skorzystania z mediacji, bo to najszybszy sposób rozwiązywania konfliktów, bez potrzeby angażowania aparatu sądowniczego, a co najważniejsze w mediacji obie strony wygrywają – ugoda mediacyjna jest wspólnie wypracowanym konsensusem i zadowala obie strony. Mediacja jest szybsza – może przynieść rozwiązanie konfliktu podczas jednej sesji, a proces sądowy może ciągnąć się latami. W mediacji obie strony wygrywają, a co ważniejsze – to strony, a nie sędzia decydują o sobie i rozwiązaniu problemu. Wypracowana i podpisana w obecności mediatora ugoda jest uwzględniana w sprawach sądowych.

Wiemy więcej o mediacjach

Ten wzrost świadomości bardzo nas cieszy, ale też wiemy, że jest jeszcze mnóstwo pracy, którą musimy wykonać, by przybliżyć wrocławianom zalety rozwiązywania sporów przy pomocy mediacji. To proces bardzo powolny – staramy się informować o działaniu Pogotowia Mediacyjnego w mediach, organizujemy spotkania, współpracujemy z rozmaitymi instytucjami, stowarzyszeniami i fundacjami. Staramy się docierać w różne miejsca – w grudniu prowadziliśmy akcję Pogódźmy się na święta w jednej z galerii handlowych we Wrocławiu, a obecnie przygotowujemy już podobną akcję w okolicach Dnia Dziecka. Pracujemy bowiem również z mediatorami rówieśniczymi, których szkolimy w ramach długofalowego programu Szkoły Pokoju, implementowanego w szkołach przez naszą Fundację.

Mediacje odbywają się w gabinecie, przy ul. Łokietka 5/1

Tutaj przygotowaliśmy specjalny gabinet mediacyjny – komfortowe, dyskretne i bardzo przyjemne miejsce do mediowania. Mediacje mogą się jednak odbyć w innym, neutralnym miejscu, jeśli zgodę na to wyrazi mediator oraz strony. Z Pogotowiem Mediacyjnym stale współpracuje dziesięciu mediatorów, a naszym celem jest dbanie o najwyższą jakość świadczonych usług, dlatego mediatorzy co roku uczestniczą w specjalnych warsztatach i szkoleniu. To osoby o odpowiednich umiejętnościach i doświadczeniu oraz kompetencjach pozwalających mediować w najróżniejszych sprawach, wpisani na listę mediatorów sądowych odpowiedniego sądu rejonowego.

Psotka, Czapek i Pan Trójkąt

Wraz z Wrocławskim Centrum minionym roku prowadziliśmy również kampanię promocyjną w autobusach i tramwajach MPK. W tym roku bohaterowie animowanego filmu promocyjnego – Psotka, Czapek i Pan Trójkąt – również pojawią się we wrocławskich pojazdach komunikacji miejskiej. Staramy się dotrzeć do wszystkich mieszkańców miasta, dlatego informacje o mediacjach promujemy w MPK, czy galeriach handlowych. Nasze ulotki są w komisariatach, poradniach, czy szkołach, a zainteresowanych często kierują do nas również pracownicy MOPS, z którymi współpracujemy. Regularnie wprowadzamy temat mediacji do stacji radiowych, a przeczytać można o nas chociażby w materiale Doroty Czubaj z Radia Wrocław.

Dzielnica Pokoju

Warto też dodać, że Pogotowie Mediacyjne jest elementem budowania Dzielnicy Pokoju, czyli międzyinstytucjonalnej współpracy, w ramach której pracujemy nad profilaktyką i rozwiązywaniem konfliktów bez przemocy, z wykorzystaniem alternatywnych form rozstrzygania sporów, a także dzielimy się doświadczeniami i wymieniamy informacjami. Do współtworzenia Dzielnicy Pokoju zaprosiliśmy przedstawicieli Policji, Straży Miejskiej, Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych, Zespołów Terenowej Pracy Socjalnej Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, Nadodrzańskiego Centrum Wsparcia, organizacji pozarządowych, a także pedagogów i psychologów ze szkół oraz wszystkich innych zainteresowanych budowaniem Dzielnicy Pokoju. Wspólnie udaje nam się podejmować działania i inicjatywy i realnie budować tę sieć współpracy.

Czy masz jeszcze jakieś pytania?

Chętnie na nie odpowiem i pomogę. Zapraszam do kontaktu!

538 208 660, pogotowie.mediacyjne@wcrs.wroclaw.pl

_DSC7371.jpg


Agata Janus

absolwentka Filologii Polskiej, zapalona rowerzystka i wspinaczka, od lat zaangażowana w projekty społeczne, kulturalne i edukacyjne; w Fundacji Dom Pokoju odpowiedzialna jest za Pogotowie Mediacyjne i współpracę w ramach Dzielnicy Pokoju;

Partycypacyjne tournée po Polsce

Maja Zabokrzycka

Tydzień temu Fundacja Dom Pokoju ruszyła z projektem „Wrocław Rozmawia”, którego celem jest wypracowanie Wrocławskiej Strategii Partycypacji. Otworzyły go warsztaty z udziałem aktywistów i urzędników. Jeszcze za wcześnie na wnioski, więc proponuję przegląd kilku inspiracji z kraju.

Stacja I: Krakowskie Forum Praktyków Partycypacji [19-20 marca 2016]

Słowo „partycypator” sprawia, że po plecach przebiega mi dreszcz. Nie wymyśliłam tego określenia sama, zetknęłam się z nim w zaproszeniu, właśnie na Krakowskie Forum, po to by później na jednym z warsztatów zastanawiać się „Jak mówić po ludzku o partycypacji?”. Język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale ją tworzy. P-A-R-T-Y-C-Y-P-A-C-J-A – to trudne słowo, a powinno zapraszać do dialogu i podejmowania działań. Zachęcając mieszkańców do rozmów, często posługujemy się niestety językiem „grantów” i nowomową, która sama w sobie stanowi poważną barierę w komunikacji.

Nawet mimo tego, że wybrałyśmy się na Forum w trzyosobowym składzie reprezentującym Fundację Dom Pokoju, nie udało nam się wziąć udziału we wszystkich warsztatach. Z mojej perspektywy, najciekawszy był ten, prowadzony przez Ewę Stokluską, ze Stoczni, zatytułowany „Od diagnozy do wspólnego projektowania – jak włączyć mieszkańców w zmienianie instytucji i usług publicznych?”. Proponowana przez nią metoda jest świetnie opisana na stronie: oddiagnozy.pl. Dla nas prawdziwym odkryciem był opisany przez Ewę sposób angażowania mieszkańców już na etapie opracowanie narzędzi badawczych. W projekcie „Senior Woli” najstarsi mieszkańcy dzielnicy Wola pomogli opracować ankiety i scenariusze do rozmów, a potem zebrać 200 ankiet. Seniorów potraktowano jako ekspertów w samym tworzeniu narzędzi badawczych, którzy później zaangażowani byli również w analizowanie wyników.

Stacja II: Warszawa, seminarium „Gotowi do dialogu obywatelskiego?” [12 kwietnia 2016]

Podsumowanie dwuletniego projektu, realizowanego przez Centrum Rozwiązywania Sporów i Konfliktów [https://www.facebook.com/CRSiK/]. Jego twórcy pracowali z urzędami 3 warszawskich dzielnic: Ursynowa, Wawra i Mokotowa, prowadząc w nich diagnozę, a następnie pilotażowe działania na „żywym organizmie”. Celem projektu było sprawdzenie tego, jak administracja może włączać myślenie o zarządzaniu konfliktem do swojej codziennej pracy oraz wypracowanie systemowego modelu rozwiązywania konfliktów w procesach dialog społecznego na poziomie lokalnym. Znajduje się on poniżej:

Po seminarium niestety niewiele da się powiedzieć o tym, jak działa ten model i jakie narzędzia zostały w nim wypracowane. Najważniejszą konkluzją była obserwacja, że gros warszawskich trudności w działaniach partycypacyjnych wynika z wewnętrznego konfliktu w urzędzie, między komórkami merytoryczny, a komórką od komunikacji społecznej. Konieczna jest zmiana paradygmatu: dialog nie jest blokadą w realizacji zadań publicznych, ale fazą lub elementem ich realizacji. Umożliwia jego realizację, a nawet pozwala na lepsze planowanie, przewidywanie sytuacji konfliktowych i lepsze dysponowanie środkami publicznymi.

 Poniżej zdjęcia plansz opisujących zrealizowane w dzielnicach pilotaże:

 

Przy okazji trafiłam na bardzo udaną publikację Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Napisana w bardzo prosty i czytelny sposób, adresowana do mieszkańców, którzy mają jakiś pomysł na zaangażowanie się w życie miasta.

Stacja III: Gdynia InfoBox – Obserwatorium Zmian

Ten wyjazd to zupełny przypadek i spontaniczna chęć „naładowania akumulatorów” nad Bałtykiem. Dzięki niemu trafiłyśmy z Dorotą do gdyńskiego centrum, które zachwyciło nas InfoBoxem. Obiekt zaprojektowany z kilku połączonych kontenerów, w których znalazły się kawiarnia i restauracja, tania księgarnia, punkt informacji kulturalnej, sala do konsultacji społecznych czy konferencji i gigantyczna, multimedialna makieta Gdyni. Sala wyposażona jest także w komputer z dotykowym ekranem, na którym odwiedzający mogą odbyć wirtualną wycieczkę po Gdyni, ale także zostać „kreatorami przestrzeni”. Aplikacja GdyniaCityBox ma charakter edukacyjny, ale zawiera także wizualizację planów miejscowych i koncepcje inwestycji i jest narzędziem do konsultacji i zbierania opinii. Zobacz również tu.

Może to pomysł dla wrocławskiego magistratu na zagospodarowanie BarBary po roku 2016 albo rozbudowanie Goethe-Institut Pop Up Pavillon, który stanął w ubiegłym tygodniu na Nowym Targu?

Stacja IV: „Koszmar Partycypacji” – wykład i debata w MWW Muzeum Współczesnym Wrocław

Wykład Doroty Leśniak-Rychlak był niezwykle interesujący, ale skupił się głównie na aspekcie projektowania architektury. Krytycznie odniosła się do stararchitektów, takich jak, dopiero co zmarła, Zaha Hadid. Jej zdaniem są oni na służbie systemu neoliberalnego, a ich projekty to kolejne białe słonie. Na kontrze do nich postawiła Alejandro Aravenę – chilijskiego architekta, który obecnie jest bohaterem wszystkich miejskich miesięczników i kwartalników. Zasłynął jako autor projektowanych partycypacyjnie osiedli „domów połówek”, które są odpowiedzią na problemy mieszkaniowe najuboższych grup społecznych. Polecam do obejrzenia filmik TED z jego udziałem.

Leśniak-Rychlak, ostrzegła jednak, że partycypacja często traktowana jest jako wyświechtana klisza lub fasada. Jej zdaniem partycypacja przechwytywana jest przez system i sprowadza się ją do pozorowania dialogu społecznego. Przywołując przykład działań placemakingowych, realizowanych przez firmę Skanska w Krakowie.

Jako przykład mądrze prowadzonych procesów partycypacyjnego planowania miasta, podawała działania katowickiego „Napraw sobie miasto” i warszawskie stowarzyszenie Od-Blokuj.

To również myśl Doroty Leśniak-Rychlak, która wybrzmiała w jej wykładzie: Tracimy wiarę w zmianę rzeczywistości, więc wykluczamy się z uczestnictwa. Nie traćmy jej, wymagajmy nadal dialogu, ale i tego aby obie strony: społeczne i miejska się w niej szanowały.

Cały proces budowania dialogu to Laboratorium Partycypacji, odtrąbić sukcesu jeszcze nie można, ale pracujmy nad tym wspólnie.


_DSC7034Majka Zabokrzycka

szefowa Infopunktu Nadodrze-Łokietka 5, wiceprezes Fundacji Dom Pokoju; absolwentka dziennikarstwa i public relations; koordynatorka
i współtwórczyni licznych projektów, m. in. konferencji Nadodrze Masakrytycznie, redaktor naczelna portalu kulturalnego Gpunkt; współpomysłodawczyni nagrody dla animatorów kultury z Wrocławia
i Dolnego Śląska: Szczyt Kultury, a także współzałożycielka i aktywna działaczka Obywatelskiej Rady Kultury;

 

Do czego może prowadzić przemoc rówieśnicza i na jakie zachowania dzieci powinni reagować rodzice i nauczyciele?

Katarzyna Nowicka

To się zaczęło w czwartej klasie szkoły podstawowej. Właściwie to może i nawet trochę wcześniej, ale wtedy jeszcze nie zwracałam na to takiej uwagi, to tak nie bolało… Koledzy z klasy mnie przezywali. Mówili, ze jestem obojnakiem, że wyglądam jak gówno. Zaczęłam czuć się jak gówno. Nie było dnia, żebym nie dostała jakąś starą kanapką, albo bananem. Wyśmiewali się ze mnie, popychali, szturchali albo ciągnęli za włosy. Wstawałam rano i zastanawiałam się czy dzisiaj też mnie będą przezywać, czy będą mnie popychać. Miałam nadzieję, że znajdą kogoś innego z kogo będą się śmiać i mnie zostawią w spokoju… Nie znajdywali… Najpierw im oddawałam, kłóciłam się. Mówiłam wychowawczyni, ale tylko kończyło się na uwagach, a oni dalej mnie przezywali. Rodzice zawsze w pracy, albo czymś zajęci. Mówili: Nie zwracaj na nich uwagi. Przestałam odpowiadać na ich zaczepki. Minął tydzień, dwa, miesiąc, a oni dalej się ze mnie śmiali. Zawsze było coś ze mną nie tak, mówili że jestem brzydka, głupia, gruba, a to że mam stary telefon, nie mam konta na Facebooku, przeklinali. Zawsze było ich kilku. Kiedyś po takiej przerwie, kiedy wepchnęli mnie do swojej toalety i wyzywali od obojnaków, zaczęła się matematyka, cała się jeszcze trzęsłam. Wzięłam cyrkiel i wbiłam go sobie w udo. Przestałam na chwile czuć. Później przeczytałam w Internecie, że mogę spróbować wyciągnąć żyletkę z temperówki, że mogę wziąć żyletkę od mamy z maszynki do golenia. Cięłam sobie ręce i uda. Czasem na przerwie w szkole, a czasem w domu. Taką karę sobie dawałam za to, że jestem brzydka i gruba. Koleżanki widziały, ale nic nie mówiły. Zresztą ja nie chciałam z nimi gadać. Nauczyciel na lekcji wf-u zauważył moje pocięte ręce, wezwał rodziców i kazał iść psychologa…

To jedna z częstych historii, jakie słyszy się w gabinecie psychologa czy pedagoga szkolnego. Problemy i zaburzenia doświadczane przez uczniów doznających przemocy to nie tylko samookaleczenia. Często pojawiają się zaburzenia lękowe, w tym fobia szkolna, depresje, próby samobójcze czy zaburzenia psychosomatyczne. Warto zwrócić uwagę, że dzieci które doświadczają przemocy ze strony kolegów i koleżanek zazwyczaj przechodzą etap w którym się buntują, następnie ulegają sprawcom i wchodzą w rolę kozła ofiarnego. Tutaj bardzo ważna jest uważność wychowawców i nauczycieli. Młodzi ludzie opowiadają o tym, jak zgłaszali problemy z przezywaniem, wyszydzaniem i agresywnymi zachowaniami, natomiast dorosłym często zdarza się bagatelizować ich problem. Nauczyciele lub rodzice mówią np.: nie zwracaj uwagi, sam oddaj albo po prostu się tym nie przejmuj, przecież to nie prawda, co o tobie mówią. W wielu przypadkach takie zachowanie dorosłych tylko pogłębia problemy. Dziecko, które doświadcza przemocy często zaczyna o sobie bardzo źle myśleć, w uzyskaniu pomocy przeszkadzają mu takie uczucia jak wstyd i poczucie winy. Ofiara często myśli, że to właśnie w niej jest przyczyna problemu. Długofalowym skutkiem psychologicznym dla dziecka doznającego przemocy jest obniżona samoocena, zaniżone poczucie własnej wartości, pojawiają się również problemy w społecznym funkcjonowaniu, trudności w nawiązywaniu kontaktów oraz skłonność do izolacji. Uważni rodzice i wychowawcy są w stanie zauważyć u dzieci zmianę w funkcjonowaniu społecznym oraz obniżony nastrój. A co można zrobić wcześniej? Na jakie zachowania dzieci należy zwracać uwagę w szkole i w domu?

Dan Olweus, norweski psycholog, zajmujący się od wielu lat problemem przemocy w szkole, podaje wskazówki, pozwalające zidentyfikować ofiarę przemocy szkolnej. Według badacza dziecko takie:

  • jest często wyśmiewane, ośmieszane, poniżane, zastraszane, popychane, zmuszane do wykonywania poleceń kolegów, często też ma nieprzyjemne przezwisko,
  • może szukać swoich rzeczy, które często są chowane, rozrzucane albo niszczone,
  • ma wyraźne ślady fizyczne – zadrapania, sińce, także podarte lub zniszczone ubrania,
  • często płacze lub wygląda na osobę smutną, nieszczęśliwą,
  • może przejawiać nieoczekiwane zmiany nastroju – od smutku do irytacji lub nagłych wybuchów złości,
  • jest izolowane, niezapraszane do wspólnych działań, w czasie podziału na grupy zostaje samo, jako ostatnie wybierane jest do grupy,
  • ma problemy z głośnym wypowiadaniem się na lekcji,
  • traci zainteresowanie nauką, pogarszają się jego stopnie,
  • spóźnia się do szkoły lub zaczyna chodzić i wracać z niej dziwną, okrężną trasą albo zaczyna unikać szkoły, wagaruje,
  • przerwy spędza samo lub stara się trzymać w pobliżu nauczyciela,
  • nie bierze udziału w imprezach i wyjazdach klasowych lub trzyma się podczas nich blisko dorosłych,
  • nie ma kolegów, nikt nie przychodzi do jego domu i ono samo też nikogo nie odwiedza,
  • skarży się na częste bóle głowy, brzucha, ma kłopoty ze snem, krzyczy lub płacze w nocy,

domaga się od rodziców dodatkowych pieniędzy[1].

Czasem wystarczy chwila uwagi nas dorosłych i spojrzenie na problemy oczami dziecka, by uchronić je przed ogromną krzywdą, która może nieść długofalowe, negatywne skutki w całym jego życiu.


[1] Olweus, 1998, cyt. za: Czemierowska-Koruba, Agresja i przemoc w szkole.


Więcej o problemie samookaleczeń piszę też na swojej stronie internetowej: Centrum Wsparcia Rodziny Consila. Zapraszam do lektury!

Katarzyna Nowicka

K.Nowicka_fot.A.J_obrKatarzyna Nowicka – psycholog; na co dzień, prowadzi terapię dzieci, młodzieży i dorosłych w Centrum Wsparcia Rodziny Consilia oraz pracuje jako psycholog w szkole podstawowej; we współpracy z Fundacją Dom Pokoju opracowuje i wprowadza w szkołach program Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych. Prowadzi szkolenia dla nauczycieli, wykłady wspierające kompetencje wychowawcze dla rodziców oraz warsztaty psychoedukacyjne dla dzieci i młodzieży; telefon: 514890015, e-mail nowicka@consilia.com.pl, strona www.consilia.com.pl;

 

Samospełniające się proroctwo

Joanna Wajda

 

Traktuj człowieka według tego, jak wygląda, a uczynisz go gorszym.
Ale traktując go według tego, kim mógłby być, naprawdę takim go uczynisz.

Johann Wolfgang von Goethe

 

Niedawno czytałam synowi Mitologię grecką dla dzieci, w której znalazło się opowiadanie o Pigmalionie. Był on nie tylko królem Cypru, ale przede wszystkim nader utalentowanym rzeźbiarzem. Pewnego dnia Pigmalion stworzył posąg kobiety, tak pięknej, że zakochał się w niej bez opamiętania. Traktował ją jak żywą istotę – przynosił wykwitne jedzenie, piękne suknie, obdarowywał prezentami. Codziennie też wznosił do bigini Afrodyty modlitwy o ożywienie ukochanej, która podczas wiosennych obchodów swego święta spełniła największe marzenie Pigmaliona. Rzeźba ożyła i jako Galatea została szczęśliwą żoną króla.

  • Czy to prawda? – spytał się mój syn.
  • Trudno powiedzieć, działo się to bardzo dawno temu – odpowiedziałam – jednak jestem pewna, że w wielu sprawach nasze nastawienie jest w stanie wpłynąć na nasze życie.
  • Co to znaczy?
  • To znaczy, że jak wstajesz lewą nogą i myślisz sobie, że z pewnością to jest twój „zły dzień” to ta myśl i emocje, które wywołuje, są w stanie doprowadzić do tego, że w tym dniu rzeczywiście nie spotka cię nic miłego.
  • Ale jak?
  • … to „ma być” zły dzień, zatem będziesz się ociągał ze wstaniem z łóżka, a mycie i ubieranie okaże się dramatem w kilku aktach. Będziesz na mnie burczał i ja w końcu zacznę Ciebie tak traktować. Zapewnie niczym wyjdziemy do szkoły zdążymy się pokłócić. Ledwo zaczął się dzień i już nie jest miło. A w szkole to wiadomo – kłopoty murowane! Uczniowi bowiem nie wolno mieć gorszego dnia…
  • Ale to wszystko wina tego złego dnia!
  • Czy na pewno? A może to, że najpierw sam to sobie powiedziałeś spowodowało efekt domina? Wszystkie poźniejsze złe wydarzenia były konsekwencją tej myśli. I co więcej – wieczorem posłużyły za dowód, że był to wyjątkowy zły dzień.
  • Hm, czy to znaczy, że moja myśl sterowała i mną, i tobą, i Panią Hanią w szkole?
  • Myślę, że można tak powiedzieć.
  • Ale czad!!! A to działa też z innymi myślami? Bo teraz to myślę, że miałbym ochotę na lody czekoladowe…

Mitologia grecka wydaje się wywierać na nasze współczesne życie niebagatelny wpływ. Dość wspomnieć, że efekt Pigmaliona oraz efekt Galatei są zjawiskami zbadanymi i naukowo opisanymi. Na ich kanwie powstawały liczne sztuki (m.in. słynny musical My Fair Lady), a każdy z nas choć raz stał się ich „ofiarą”.

Wpływ efektu Pigmaliona zwanego też samospełniającą się przepowiednią po raz pierwszy dostrzegł już pod koniec lat czterdziestych ubiegłego stulecia socjolog Robert Merton. Według jego koncepcji, kiedy ktoś przewiduje, że coś nastąpi, to oczekiwanie na spełnienie zmienia jego sposób postępowania. Konsekwencją zmodyfikowanego zachowania jest z kolei wzrost szansy na urzeczywistnienie oczekiwanej sytuacji. Tworzy się zatem pętla sprzężenia, która z jednej strony jest poza naszą świadomością, a z drugiej realnie wpływa na nasz los. I choć Merton swą tezę odnosił głównie do ekonomii to potencjał efektu szybko został przeniesiony w sferę relacji międzyludzkich, zwłaszcza na linię nauczyciel-uczeń. Początkiem był eksperyment Roberta Rosenthala oraz Leonore Jacobson, przeprowadzonego w latach sześćdziesiątych w jednej z amerykańskich podstawówek.

            Zaczynających proces edukacji uczniów poddano testom na inteligencję, a ich wyniki posłużyły do  wskazania nauczycielom grupy dzieci, która osiągnęła najwyższe wyniki. Pozwoliło to na domniemanie, że to właśnie ci uczniowe osiągnęli szczególnie dobre postępy w nauce. Powtórzone po roku nauki testy potwierdziły stawianą tezę. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że badacze wprowadzili nauczycieli w błąd – dobór do grupy uzdolnionych był losowy, a rzeczywistymi badanymi były nie dzieci, a nauczyciele. Rosenthal zakładał bowiem zaindukowanie nauczycielom nastawienia, że mają do czynienia z wyjątkowo zdolnymi uczniami i to rzeczywiście sprawiło, że ci zaczęli poświęcać im więcej uwagi oraz bardziej motywować, a w konsekwencji – przełożyło się to na rzeczywisty wzrost ich wiedzy oraz  umiejętności.

Doświadczenia autorów eksperymentu zostały opisane w książce pod znamiennym tytułem  Pygmalion In The Classroom: Teacher Expectation and Pupils Intellectual Developmen  (Pigmalion w klasie: Oczekowania nauczyciela i rozwój intelektualny ucznia). Punktem wyjścia było ustalenie czynników wspomagających pojawienia się określonego oczekiwania u dorosłego. Korelację zauważono zarówno w odniesieniu do cech nauczycieli (tym wyższą im bardziej autorytarną i dystansującą się postawę przyjmują) oraz czynnikami dotyczącymi ucznia, w tym z postrzeganiem jego atrakcyjności, pozycją społeczną rodziców, posiadaniem wcześniejszych informacji o uczniu lub jego rodzeństwie.

Na kanwie powyższego warto wspomnieć o tendencji naszej psychiki do automatycznych skrótów, czego przykładami są efekt Galatei oraz efekt Golema. Ich działanie jest proste – przypisanie komuś jednej ważnej pozytywnej (efekt Galatei) lub negatywnej (efekt Golema[1]) właściwości wpływa na skłonność do przypisywania innych, niezaobserwowanych właściwości, które są zgodne ze znakiem emocjonalnym pierwszego przypisanego atrybutu. Zatem tworzą się ciągi typu grzeczny/posłuszny = dobry, mądry, inteligentny, przyjazny, uczciwy… i odwrotnie, które kształtują postawę względem obiektu.

Dla powstania efektu Pigmaliona równie ważna jest interakcja czterech obszarów. Pierwszy dotyczy jakości sprzeżenia zwrotnego, do jakiego dochodzi na linii uczeń-nauczyciel, w tym jego ilości i częstości. Jak wykazano, wysokie oczekiwania względem ucznia przekłada się na poświęcaniu mu większej uwagi i czasu, zwiększonej woli doprecyzowywania kwestii dla dziecka niejasnych, częstszego stwarzania możliwości wykazania się etc. W przypadku „złego” ucznia u nauczycieli przeważały z kolei przejawy zachowania pasywnego, nacechowanego irytacją, zniecierpliwieniem oraz większą skłonnością do podkreślania błędów i zaniedbań.

Drugi obszar to emocje. Między innymi badania zespołu w składzie: Cheikin, Siegler i Derlega (1972) wykazały, że etykieta różnicująca uczniów wpływa na werbalne i pozawerbalne sygnały, które nauczyciel wysyła swoim uczniom. W stosunku do tych mniej zdolnych jest on „chłodniejszy”, rzadziej się uśmiecha i rzadziej nawiązuje inne interakcje, niż wymaga tego proces dydaktyczny, np. rozmowa podczas przerwy.

Kolejny obszar to ilość informacji dostarczana uczniom.  Dla „słabszych” z reguły obowiązuje zasada minimum – mniej wiedzy, wysiłku, czasu i cierpliwości.

Ostatnim obszarem jest wydajność informacji, która w przypadku „zdolnych” uczniów przekłada się nie tylko na większe wymagania i przydzielaniu ambitniejszych zadań, ale również na stwarzaniu dodatkowych szans w razie omyłki. Interpretacja popełnianych błędów też jest zresztą odmienna. Porażka „zdolniejszych” jest traktowana jako coś, co się zdarza (czynnik losowy), bądź jest racjonalizowana (chyba się nie starałeś, chyba miałeś gorszy dzień, tego dnia było głośno miałeś więc prawo itp.). Również z pozoru niewinne pytanie, np.: Kasiu, co się stało?, wskazuje, że nauczyciel poszukuje zewnętrznych motywów niepowodzeń uczennicy. Wszakże jej osobiste kompetencje, zdolności, umiejętności, czyli po prostu talent są predyktorem wyłącznie sukcesu. Odwrotnie jest w przypadku „słabszych” – tu porażka jest zawsze powiązana z cechami osobistymi dziecka, a sukces to kombinacja szczęścia i przypadku (Kowalski, tym razem ci się udało!).

Zróżnicowane traktowanie uczniów, co do których nauczyciel prezentuje odmienne oczekiwania, nie jest regułą obowiązującą zawsze, wszędzie i wszystkich. Jej wystąpienie oraz natężenie zależy od kompilacji wielu czynników, wśród których za priorytet należy uznać samoświadomość, zdolność do refleksyjności, czy empatyczności. Etykietowanie i schematyczne myślenie są bowiem immannentnymi elementami naszej psychiki. Trudno zatem je całkowicie wyeliminować. Jednakże świadomośc tych procesów pomaga je kontrolować i przejąć nad nimi władzę. Jest to o tyle ważne, że konsekwencje etykietowania i różnicowania wpływają nie tylko na wyniki w nauce. Przede wszystkim mają niebagatelny wpływ na powstanie u uczniów syndromu wyuczonej bezradności, zaniżania samooceny dziecka i jego poczucia własnej skuteczności.

Warto zatem powtórzyć: choć wiara w siebie niekoniecznie zapewni sukces, to jej brak z pewnością sprawadzi porażkę (Bandura, 1997).

 

[1]    Golem to legendarna postać utworzona z gliny na kształt człowieka, ale pozbawiona duszy; istota była niema i bezmyślna, gdyż nie została stworzona przez Boga; mogła tylko wykonywać polecenia, sama nie mając własnej, wolnej woli.

Joanna Wajda

_DSC7432

trenerka Edukacji Pokoju i doradczyni obywatelska, w latach 2001-2015 prezes oraz doradca prawny w Dolnośląskim Stowarzyszeniu Pomocy Ofiarom Przestępstw Karta 99; autorka broszur i poradników prawnych; członek Rady ds. Partycypacji działającej przy Prezydencie Wrocławia czy Dolnośląskiej Rady Młodzieży; współtwórczyni wrocławskiego programu poradnictwa prawnego, który w 2015 roku otrzymał nagrodę główną Kongresu Poradnictwa Prawnego i Obywatelskiego, realizowanego przez Instytut Prawa i Społeczeństwa oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w kategorii: Najlepszy model współpracy samorządu i organizacji poradniczych; w 2014 roku, za wkład w rozwój polityki młodzieżowej, otrzymała srebrny medal Zasłużonej dla Dolnego Śląska;

Mowa jest srebrem, milczenie – złotem, cisza – przemocą…

Dorota Whitten

Powiedz mi coś o sobie

Nie milcz, bo przecież wiesz,

Że w takiej ciszy człowiek

Napisać może niedobry wiersz…

Bank Powiedz mi coś o sobie

 

Zacznę od tego, że większość konfliktów w relacjach społecznych, szczególnie tych najbliższych (koleżeńskich, przyjacielskich oraz w związkach) bierze się z założenia, że druga strona ma zdolności jasnowidzenia.

– Co ci jest?

– Domyśl się…

Kto z nas nie uczestniczył w takiej rozmowie? Dodam – po jednej i po drugiej stronie. Jeśli widzę bliską mi osobę i obserwując jej zachowanie mam podejrzenia, że coś się wydarzyło i to coś dotyczy mnie, chciałabym wiedzieć o co chodzi. Ale również, gdy jestem dotknięta czyimś słowem, gestem, zachowaniem i chciałabym, aby ta osoba to zauważyła oraz naprawiła sytuację. Emocje jednak, te negatywne, są tak silne, że nie mam w sobie zgody na to, aby wyjaśniać oczywistą krzywdę, która mnie spotkała. Właśnie ta „oczywistość” to słowo-klucz. Nasz bardzo indywidualny klucz, którego inni nie rozumieją.

Trochę inny przykład z mojego prywatnego życia:

– Spotkajmy się na rogu.

20 minut później dzwonię:

– Gdzie jesteś?

– Na rogu.

Problem tkwi w tym, że myślimy o zupełnie innej lokalizacji… Jak to się stało? Bardzo prosto – każde miało swoje „na rogu” w domyśle. Dlaczego nie doprecyzowaliśmy miejsca? Bo oczywiste jest, że jedno z nas jest „jasnowidzem”.

Jeszcze jeden przykład to historia mojej studentki. W pewne niedzielne popołudnie zapytała swojego męża:

– Kochanie, napijesz się kawy?

A kiedy on potwierdził, wyciągnęła filiżanki, pokroiła upieczone wcześniej ciasto, nakryła stół i zawołała, że kawa jest gotowa. Na co mąż wbiegł do pokoju w poplamionym ubraniu roboczym, wypił napój jednym haustem i wybiegł do garażu majstrować przy samochodzie. Studentka osłupiała, a kiedy doszła już do siebie, ruszyła za mężem, by zrobić awanturę. Na pytanie „dlaczego?” odpowiedziała (nie mniej zdziwiona), że przecież mąż zlekceważył jej starania! Nie usiadł z nią do tego nakrytego pięknie stołu i zepsuł niedzielne, rodzinne popołudnie. No właśnie – potrzebą mojej studentki było spędzenie miłych chwil z mężem. I założyła, że on w o tym wie. A przecież jedyny komunikat, z którym się do niego zwróciła dotyczył kawy. Mąż zadeklarował, że kawę wypije i swoją deklarację spełnił. W „jasnowidzeniu” natomiast okazał się kompletną nogą.

Takie sytuacje można mnożyć, zachęcam do przeglądu własnych doświadczeń. Niektóre z nich mogę przerodzić się w coś, co nazywamy przemocą w komunikacji. W ciszę…

Kto kiedyś trzasnął drzwiami w emocjach i wyszedł, kto przerwał rozmowę telefoniczną, rozłączając się w pół słowa…? A kto pomyślał wtedy, co się dzieje z osobą, która została po drugiej stronie drzwi? I ostatnie pytanie: kto kiedykolwiek się po tej drugiej stronie drzwi znalazł?

„Nie rozmawiam z tobą” czy „nie odzywam się do niego/do niej” – znacie to?

Konfliktowi zawsze towarzyszą emocje. Chciałabym tu zwrócić uwagę na różnicę między konfliktem a kłótnią. Kiedy pytam o to uczestników szkoleń, które prowadzę, niezmiennie zwracają oni uwagę na to, że kłótnia może być elementem konfliktu. Konflikt, to również sytuacja problemowa, trudna, z którą się spotykamy. Niemniej emocje zawsze nam towarzyszą, szczególnie, jeśli z drugą stroną wiążą  nas relacje opisane na początku – jest to koleżanka, przyjaciel, dziewczyna, czy partner – ktoś dla nas ważny.

Co czujemy gdy ta osoba milczy? Cisza nigdy nie pozostaje w nas obojętna, ponieważ cisza jest jak mur, czy brak interakcji wyklucza nas z relacji, której jesteśmy integralną częścią (a przynajmniej tak nam się wydawało). Do czasu, aż się coś nie stało. Co? Domyśl się… domyśl się przy okazji, co ja teraz czuję, a co najistotniejsze – co ja teraz zrobię. Czy i kiedy się odezwę. Czy wrócę, kiedy zatrzasnęłam drzwi w złości i poszłam? Kiedy wrócę? Co się wydarzy?

Chciałabym tu teraz przywołać moją mamę, która była tez moją pierwszą nauczycielką komunikacji bez przemocy. Byłam bardzo wojowniczą nastolatką, awantury grzmiały w moim domu niejednokrotnie i często zdarzało mi się trzaskać drzwiami na dobranoc. Rano oczywiście nie rozmawiałam z mamą, bo to ona była źródłem wszelkiej krzywdy. Foch. Mama nie reagowała na moje obrażone miny, ale bardzo dbała, żebyśmy powiedziały sobie „do widzenia” zamiast rozstawać się w gniewie. Dziś wiem, że sporo ją to kosztowało, bo nie było łatwo przekonać obrażoną nastolatkę, żeby się pożegnała bez wszystkich złych emocji. W jakiejś chwili zawieszenia broni zapytałam „Mamo, dlaczego ty mi to robisz? Przecież kiedy jestem zła na ciebie, to „do widzenia” nie jest tym, co chciałabym ci powiedzieć?”. Mama popatrzyła na mnie i powiedziała „Skąd wiesz, co się wydarzy, kiedy wyjdziesz? Skąd wiesz, czy będziesz umiała z tym żyć?”.

Mam koleżankę, która z założenia nie kłóci się z mężem. I nie dlatego, że są takim cudownie zgodnym małżeństwem. Po prostu dawno temu wymyśliła sobie scenariusz „po trzaśnięciu drzwiami” – pójdzie do knajpy, upije się, a tam zawsze są takie samotne kobiety, które czekają, żeby pocieszać smutnych facetów.

Co w takim razie, kiedy ja po prostu muszę wyjść, bo sytuacja mnie przerasta, bo nie mam zgody na to, żeby tu teraz zostać? Sugerują, by nie grać ciszą. Jednym z moich ulubionych powiedzień w zarządzaniu konfliktem jest zdanie „wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego”. Jak to interpretować w tym wypadku? Mam prawo wyjść z sytuacji, która mnie przerasta. Ale… Ale zamiast ciszy w formie przemocy daję poczucie bezpieczeństwa – komunikat. Na przykład „Muszę się przejść, wrócę za dwie godziny, wtedy porozmawiamy”. Jaki inny? „Potrzebuję czasu, nie mogę teraz z tobą rozmawiać, proszę cię o wyrozumiałość”. Im bardziej precyzyjny komunikat, tym lepiej.

Może trudno uwierzyć, że cisza może być przemocą ale zachęcam do autorefleksji: jak się czułam/czułem kiedy ostatnio zdarzyła mi się sytuacja określana jako „ciche dni” z kimś bliskim. Nazwijcie emocje, czasem można je nawet na nowo poczuć. Moi studenci twierdzą, że emocje konfliktowe gnieżdżą się w okolicach żołądka. Coś w tym jest.

Ostatnia rzecz. Milczenie zazwyczaj nie jest premedytacją. Jako osoba z konfliktem za pan brat mam świadomość, i często o tym wspominam, że naprawdę mało kto budzi się rano z planem na kłótnię. Nie umiem sobie wyobrazić, że osoby, których milczenia zdarza mi się doświadczać, na pomysł „przestanę się do niej odzywać, niech się pomęczy, zastanowi…” wpadają np. przy piciu porannej kawy.

Milczenie jest informacją. Czasem stanowi zasłonę, czasem ucieczkę. Czasem znów to sygnał, że coś się wydarzyło i druga strona potrzebuje czasu. Łatwiej jest nic nie mówić, niż wytłumaczyć, co się dzieje. Jednak z uwagi na uczucia partnera w relacji – próbujmy.

Kończąc nawiąże jeszcze do wspominanego trzaskania drzwiami. Bo trzaskamy nimi również metaforycznie. Wyobraźmy sobie zatrzaśnięte, zamknięte drzwi, a potem takie przymknięte. Efekt izolacji jest ten sam, ale w drugim przypadku – zostaje szparka, przez którą do ciemnego pokoju wpada nieco światła, dając nam otuchę…

_DSC6951Dorota Whitten

koordynator działu Edukacji Pokoju w Fundacji Dom Pokoju; edukator, mediator, socjolog-empirysta, trener; zawodowo i prywatnie propaguje ideę mediacji jako komunikacji bez agresji; współtwórczyni licznych projektów, m. in. ze współpracy z Radą Seniorów Osiedla Nadodrze i wielu innych działań społecznych; członek Zarządu Stowarzyszenia COŚ DOBREGO, a także wolontariusz Fundacji Greenpeace, od początku jej istnienia w Polsce; współautorka diagnozy potrzeb i możliwości szkół w zakresie pracy z uczniami, badania wielokulturowego, a obecnie również Analizy Funkcjonalnej Wrocławskich Osiedli oraz adaptacji podręczników i metod do Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych dla szkół;

 

Historia Opowiedziana

DZIEŃ DOBRY,

Nazywam się Edward Skubisz. Od trzydziestu lat prowadzę warsztaty oparte na metodzie dramy, która jest aktywną formą pracy warsztatowej, mającą skłaniać do myślenia. To umiejętne zadawanie pytań i kierowanie rozmowy tak, by uczestnicy umieli przemyśleć swoje poglądy i postawę. To forma angażująca ciało i zmysły uczestników, dlatego jest metodą atrakcyjną dla uczniów i pozwala wzbudzać ich kreatywność.

Celem prowadzonych zajęć jest wyjście poza stereotypy w nauczaniu, pokazanie innych sposobów, w jaki można mówić o historii. Zarówno historia mówiona, jak i wystawy, warsztaty i spotkania prowadzone w oparciu o nią, pozwalają dzieciom poznać, doświadczyć i spróbować zrozumieć skomplikowane losy poprzednich pokoleń, a kontakt ze świadkami historii bywa dla uczniów niezwykle istotnym wydarzeniem, które może pomóc kształtować ich charakter i otworzyć na doświadczenia innych ludzi.

Historia Opowiedziana jest metodą edukacji pokoju i stanowi fundament Fundacji Dom Pokoju. Od momentu powstania koncepcja edukacji pokoju jest stale rozwijana przez wiele osób — edukatorów, animatorów czy koordynatorów projektów. W latach 2006-2007 zrealizowaliśmy w projekt pod nazwą Zmieniające się perspektywy, który poprzedził wiele innych działań związanych z oral history, zbieraniem i odkrywaniem lokalnej pamięci, by wymienić tylko Ginące zawody śródmieścia, Specjały Nadodrza, Nadodrze z Pamięci, Bibliotekę Sąsiedzką czy Przepis na pokój.

We współpracy z Domem Anny Frank w Amsterdamie realizujemy wiele projektów i stale współpracujemy. Jednym z tych działań jest prezentacja wystawy „Anne Frank. Historia na dzień dzisiejszy”, która opowiada o Annie za pomocą archiwalnych zdjęć oraz jej własnymi słowami, zanotowanymi przez dziewczynkę w Dzienniku. Historia ta jest o tyle wstrząsająca, iż pokazano ją w kontekście historii Europy oraz na tle rozwoju ruchu nazistowskiego.

Oprócz tego projektujemy teraz wystawę o dwójce polskich Żydów –  Rutce Laskier (z Będzina) i Dawidzie Rubinowiczu (z okolic Kielc), które tez pisali dzienniki. Ponadto prowadzimy w szkołach kompleksowe programy Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o historii opowiedzianej jako metodzie edukacyjnej Fundacji Dom Pokoju to odsyłam do Lekcjobusa Fundacji Dom Pokoju, miejsca gdzie gromadzimy publikacje i gdzie szerzej pisałem o metodach naszej pracy. Zachęcam do korzystania z tych materiałów!

_DSC7121

Edward Skubisz – edukator pokoju, założyciel Fundacji Dom Pokoju, urodzony w Bredzie, holenderski teolog o polskich korzeniach; w Niderlandach, pracował jako pastor, nauczyciel, trener oraz teolog w różnych miastach w  Holandii w latach 1978-2007; od 2005 roku dzieli czas między pobyty w Polsce i Holandii (gdzie pisze doktorat na Uniwersytecie w Amsterdamie);

 

 

Wrocławskie Nadodrze jako laboratorium multi-level governance

Karolina Mróz

  1. Nadodrze jako laboratorium

Od roku 2007 w konkretnie określoną przestrzeń Nadodrza zaczęto wrzucać jak do próbówki pieniądze publiczne, pomysły i solidną dawkę nadziei, aby w wyniku reakcji „fizyczno-społecznej” eksperyment się udał i „żyło się lepiej”. Zadania obserwowania tego procesu, ale także próby koordynowania tego eksperymentu, rozumianego jako rewitalizacja społeczno-gospodarcza podjęliśmy się prowadząc Łokietka 5 – Infopunkt Nadodrze. Postaram się w miarę spójnie (na ile takie eksperymentalne, wielowątkowe działania można spójnie określać) przestawić początki, doświadczenia i plany związane z tym zadaniem, rozumianym przez nas jako zarządzanie wielopoziomowe, czy też koordynację rozwoju lokalnego.

!_crop_l32_logo_l5_fullKrótko o samym Nadodrzu, a właściwie o tzw. obszarze wsparcia, który redefiniuje to osiedle pozbawiając go kilku administracyjnie przynależnych fragmentów. Nadodrze jako „obszar wsparcia” dookreślone zostało Lokalnym Programem Rewitalizacji, w celu spełniania niezbędnych dla kryteriów (głównie statystycznych) Regionalnego Programu Operacyjnego. Zatem mamy co najmniej dwa Nadodrza we Wrocławiu – to, rozumiane jako osiedle i to, które stanowi wykrojony z niego obszar wsparcia. Piszę „co najmniej”, gdyż liczba Nadodrzy jest przedmiotem moich prywatnych badań, na podstawie których stwierdzam, ze jest ich co najmniej tyle ilu Wrocławian, a liczbę tę tworzą obrazy wyłaniające się z opinii o tym miejscu. Mamy zatem „niebezpieczne Nadodrze” i „artystyczne Nadodrze”, mityczne lwowskie Nadodrze” i „Nadodrze aktywistów”, „rzemieślnicze Nadodrze”, „Nadodrze miasto w mieście”, „Nadodrze gwiazda mediów”, „Nadodrze nagradzane” i po prostu Nadodrze jego mieszkańców – zgoła odmienne od tego funkcjonującego w opinii  nie-mieszkańców. Oceny tego miejsca są często bardzo skrajne i przeciwstawne sobie, a istota tego problemu wieloznaczności jest jednym z głównych czynników zaburzających sprawną komunikację między aktorami zaangażowanymi w rozwój tego osiedla. Mam tu na myśli oczywiście aktywistów, przedsiębiorców, organizacje i instytucje społeczne i kulturalne, inwestorów i magistrat.

Garść niezaprzeczalnych faktów na temat Nadodrza. Jest to osiedle z 35 tysiącami mieszkańców o zróżnicowanym statusie społecznym; historyczne śródmieście Wrocławia, z XIX wieczną zabudową, która bardziej ucierpiała w wyniku upływu czasu niż bomb zrzucanych na Festung Breslau; „samowystarczalne” handlowo-usługowo, z zanikającymi zakładami rzemieślniczymi, liczną reprezentacją mniejszości romskiej i ukształtowaną przez pokolenia siecią relacji sąsiedzkich przy jednoczesnym niskim poziomie odpowiedzialności za swoje otoczenie. Obok siebie prężnie funkcjonują tu historia i nowoczesność, np. pionierskie Pomaturalne Studium Kształcenia Animatorów i Bibliotekarzy, przedwojenny Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja i  aspirujące do europejskich metropolii Hotel Plaza i kompleks Bema Plaza – siedziby Google, Nokia Siemens, UPS, które wpływa na kształt swojego otoczenia – jak grzyby po deszczu powstają wokół niego lokale gastronomiczne „karmiące” rzesze pracowników tych firm.

W wyniku interwencji finansowej ze środków unijnych (dofinansowanie w wysokości 45,4 mln zł) odnowiono 6 wnętrz podwórzowych o powierzchni niemal 6 ha, 3 parki o powierzchni niemal 7 ha, 4 zespoły oficyn na cele kulturalne i społeczne, 2 szkoły wraz terenami zewnętrznymi, komisariat, 37 kamienic należących do Wspólnot Mieszkaniowych (części wspólne, a nie mieszkania) oraz zainstalowano 40 kamer. Dzięki temu i dzięki dobremu pijarowi dla rewitalizacji doszło tu do nagromadzenie instytucji pomocowych, kulturalnych i artystycznych, organizacji pozarządowych, inwestycji deweloperów.

Koordynowanie rozwoju lokalnego w obliczu tylu wyzwań stanowi nie lada przedsięwzięcie i opiera się bardziej na budowaniu wzajemnych relacji, atmosfery współpracy i dialogu niż podręcznikowych metodach zarządzania procesem.

  1. Łokietka 5-Infopunkt Nadodrze

W 2007 roku jako Fundacja Dom Pokoju realizowaliśmy projekt Ginące Zawody Śródmieścia, którego celem było spisywanie historii dokumentacja fotograficzna tradycyjnych zakładów rzemieślniczych. Wtedy właśnie Biuro Rozwoju Gospodarczego postanowiło włączyć nas wraz z tym projektem do działań na rzecz rewitalizacji Nadodrza. Wówczas mało kto, łącznie z nami, zdawał sobie sprawę z tego, że w ogóle coś się zacznie dziać na tym osiedlu. I tak staliśmy się partnerem w tzw. Lokalnej Grupie Wsparcia, w której skład wchodziły prócz Urzędu Miejskiego również Rada Osiedla Nadodrze i Dolnośląska Izba Rzemieślnicza. Współpraca w ramach grupy miała niestety charakter zadaniowy i realizowana była na linii magistrat-partner.  Zrealizowaliśmy wówczas, w ramach naszego zadania, z Fundacją Visionica pierwszy, trzyminutowy materiał filmowy o tym co czeka w najbliższych latach Nadodrze – dla mieszkańców, mediów i jako materiał promocyjny magistratu w projekcie URBAMECO oraz współorganizowaliśmy lokalne seminarium dla ekspertów Programu Urbact. Dużo rozmawialiśmy o potrzebie skoordynowania przepływu informacji między magistratem i mieszkańcami i tak powstała idea Infopunktu.

Od 2010 roku realizujemy stale rozwijaną koncepcję Łokietka 5-Infopunktu Nadodrze będącego połączeniem punktu informacji o rewitalizacji, zwornika między mieszkańcami a Urzędem Miasta i centrum animacji lokalnej – bez konkretnych narzędzi i kompetencji nadanych przez magistrat.

W wyniku naszych doświadczeń, ale przede wszystkim w efekcie oszacowania skali potrzeb lokalnych, przyjęliśmy z czasem model działania w Łokietka 5, którego uproszczony zapis wygląda następująco:

– DIAGNOZA PROBLEMU,

– OPRACOWANIE KONCEPCJI ROZWIĄZANIA,

-.TESTOWANIE KONCEPCJI W PRZESTRZENI NADODRZA,

– EWALUACJA

– OPRACOWANIE MODELU DZIAŁANIA DLA TEGO TYPU PROBLEMÓW,

– UPOWSZECHNIENIE MODELU DZIAŁANIA.

 

  1. Wielopoziomowe zarządzanie na Nadodrzu. Doświadczenia

Początki – diagnoza, rozeznanie środowiska i możliwości współpracy z magistratem.

W latach 2010-2012 profil naszych działań został zdefiniowany jako prowadzenie punktu informacji i wspierania rewitalizacji społeczno-gospodarczej. W tym czasie, oprócz informowania o Lokalnym Programie Rewitalizacji i usprawniania komunikacji między mieszkańcami a magistratem w tym zakresie, inwentaryzowaliśmy zasoby Nadodrza, odnawialiśmy z mieszkańcami wnętrza podwórzowe nieuwzględnione do remontów, organizowaliśmy projekty edukacyjne, kulturalne, wystawy, koncerty, wernisaże, a także cykl debat o Wrocławiu „Habeas Lounge” z Muzeum Współczesnym Wrocław. Wspieraliśmy również magistrat współtworząc koncepcję Centrum Rozwoju Zawodowego Krzywy Komin, organizowaliśmy konsultacje społeczne z wykonawcami remontów podwórek, a także konsultacje tworzonej przez miejską Spółkę Wrocławska Rewitalizacja – strategii pod nazwą Masterplan dla Nadodrza (przyjętą w lipcu 2013 roku). Zorganizowaliśmy również cykl seminariów pn. Wszyscy Mieszkańcy Nadodrza – SĄSIEDZI/ OBYWATELE /SPOŁECZNOŚCI z przedstawicielami instytucji i organizacji odpowiedzialnych za aktywizację zawodową osób niepełnosprawnych oraz wspierających ekonomię społeczną w celu diagnozy problemów i możliwości współpracy.

Zaczyn

Nadodrze Masakrytycznie. Kultura Zmiany

Pod koniec trzyletniego okresu prowadzenia Infopunktu w grudniu 2012 roku wraz z ekspertami i gronem partnerów poszerzonym m.in. o Towarzystwo Urbanistów Polskich, Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia zorganizowaliśmy czterodniowe wydarzenie  „Nadodrze Masakrytycznie. Kultura Zmiany”, które składało się z konferencji z udziałem zagranicznych prelegentów, poświęconej rewitalizacji, warsztatom dla mieszkańców i aktywistów, rozproszonego kiermaszu Noc Galerii na Nadodrzu, prezentacji spółdzielni socjalnych, wydarzeń kulturalnych oraz  Pierwszego Dolnośląskiego Kongresu Ruchów Miejskich. Celem całości była integracja różnych środowisk zaangażowanych w rewitalizację, podsumowanie trzech lat doświadczeń we współpracy i próba odpowiedzi na pytanie „co dalej?”. Nazwa Masakrytycznie odnosiła się do idei rowerowych mas krytycznych. Chodziło nam o zebranie wszystkich „zainteresowanych” w jednym miejscu, a także próbę stworzenia wspólnej wizji, manifestu chęci współpracy. Rozwinięcie nazwy „Kultura Zmiany” nawiązujące do słów Gandhiego „ty musisz być zmianą, którą chcesz widzieć w świecie” miało rozpocząć nową erę działania w mieście, odrzucenia klasycznego podziału na „nas” i „ich”, wytworzenie klimatu dla współpracy.

Wrocławski Budżet Obywatelski 2013

Rok 2013 oprócz wspomnianych Laboratoriów Kultury stało we Wrocławiu pod znakiem Budżetu Obywatelskiego. Tak się złożyło, że jeden z naszych kolegów, Wojciech Kębłowski, również zresztą mieszkaniec Nadodrza, w swojej pracy dyplomowej w ramach Urban Studies w Brukseli zebrał międzynarodowe doświadczenia w zakresie budżetu partycypacyjnego. Dlatego zaangażowaliśmy się w debatę na temat Budżetu Obywatelskiego Wrocławia, w którym zabrakło nam przede wszystkim elementu edukacyjnego, partycypacyjnego. Z Towarzystwem Upiększania Miasta Wrocławia złożyliśmy w ramach naboru wniosków propozycję wydzielenia z puli 300 000 zł dla osiedla Nadodrze z 3 000 zł na obsługę promocyjną. W przypadku pozytywnej oceny projektu deklarowaliśmy kompleksowe, bezfinansowe przeprowadzenie procesu edukacyjno-partycypacyjnego z mieszkańcami Nadodrza, podzielonego na ten cel na 5 części i pomoc w opracowaniu przez nich konkretnych pomysłów na wykorzystanie tej puli. Wartością dodaną tego działania miał być model osiedlowego wdrażania procesu edukacyjno-partycypacyjnego dla przyszłych Wrocławskich Budżetów Obywatelskich. Wniosek został odrzucony ze względów formalnych, czego się spodziewaliśmy od samego początku. Dla nas przedstawienie tej koncepcji było wyrazem gotowości do współpracy, a także formalnego zgłoszenia uwagi do Budżetu Obywatelskiego, który nie został poprzedzony konsultacjami społecznymi. Efekt? Przygotowania do WBO 2014 uwzględniły to narzędzie demokracji bezpośredniej i magistrat otworzył się na rozmowy ze społecznikami, padła również deklaracja, że tym razem będzie więcej punktów informacyjnych – w tym prawdopodobnie w Łokietka 5-Infopunkcie Nadodrze.

Oddolna Rada Seniorów Nadodrza., strategia Masterplan 60+, Mapa Barier

Dzięki wsparciu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej zrealizowaliśmy również w 2013 roku projekt „Stallone i Szapołowska też zdmuchnęli 60 świeczek czyli Senior na Nadodrzu”. Zaktywizowaliśmy seniorów mieszkających i działających na Nadodrzu do działań obywatelskich w ramach 4 departamentów tematycznych prowadzonych naszą autorską metodą juniormentoringu. Dzięki współpracy międzypokoleniowej udało nam się powołać Radę Seniorów Nadodrza, wykreować 2 marki lokalne „Specjały Nadodrza” i „Złoto Nadodrza”, załatwić naprawę wielu dziurawych rynien, chodników, a także zainicjować i rozwinąć projekt „Nadodrze z Pamięci” zbierający wspomnienia mieszkańców. Stworzyliśmy wspólnie z ekspertami i seniorami oddolną strategię rozwoju Nadodrza pt. „Masterplan 60+” będącą koreferatem do wydanej miesiąc później wspomnianej już strategii Spółki Wrocławska Rewitalizacja. Znając ją na długo przed rozpoczęciem projektu z seniorami wiedzieliśmy, że będzie wymagała uzupełnienia o potrzeby poszczególnych grup mieszkańców oraz pomysły na rozwiązania ich problemów i wykorzystanie ich potencjału. Kilka zaproponowanych tam rekomendacji uzyskało poparcie magistratu i partnerów społecznych, m.in. rozszerzono politykę rozwoju gospodarczego Nadodrza o zaproponowane przez nas marki lokalne.

Wspomniane wcześniej pomaturalne studium SKiBA w listopadzie tego roku zainspirowane potrzebami seniorów zawartymi w Masterplanie 60+, otworzyło humanistyczne Studium III Wieku, a miejskie Centrum Rozwoju i Informacji Społecznej aktywnie włącza naszą Radę i ekspertów w realizowane dla wrocławskich seniorów działania.

Oprócz konkretnych działań lokalnych ten projekt wniósł jeszcze doświadczenia warte wykorzystania na poziomie krajowym. Przede wszystkim model (edukacyjno-animacyjny) tworzenia obywatelskich rad seniora. Jest to o tyle ważne, że 11 października 2013 Sejm – uwzględniwszy poprawki Senatu – przyjął nowelizację ustawy o samorządzie gminnym, która wprowadza możliwość tworzenia rad seniorów w gminach i ich jednostkach pomocniczych. Nasz model opisany szczegółowo w Masterplanie 60+ stanowi prekursorskie rozwiązanie w tym zakresie.

Dodatkowo we współpracy z dr Hanną Marszałek i dr Kamilą Adamczyk z Uniwersytetu Przyrodniczego, przy zaangażowaniu studentów V roku architektury krajobrazu, opracowana została kompletna mapa inwentaryzująca bariery architektoniczne na Nadodrzu uwzględniająca ograniczenia osób starszych oraz osób z niepełnosprawnościami – niewidomych, głuchych i z ograniczona motoryką (o kulach i na wózkach inwalidzkich). Mapa zawiera propozycje niskobudżetowych sposobów i przykładów niwelowania barier dla najemców lokali użytkowych, jest również dokładnym dokumentem inwentaryzacyjnym dla projektów takich jak choćby koncepcja uspokojenia ruchu, ale co najważniejsze stanowi modelowy przykład współpracy no-budget między uczelnią i NGO na rzecz rozwoju lokalnego. Warto podkreślić, że jest to druga po Warszawskiej Mapie Barier tego typu inicjatywa i jak pokazuje doświadczenie warszawskiego realizatora – Stowarzyszenia SISKOM – stanowi pomysł na ekonomię społeczną – kontraktowanie usług audytu dostępności przestrzeni publicznej z magistratu na organizację pozarządową.

Kontraktowanie usług publicznych

Jeśli chodzi o kontraktowanie usług publicznych to uważamy to rozwiązanie, wzorem Holandii czy Anglii, za cel profesjonalizacji organizacji pozarządowych oraz wyraz dojrzałej współpracy administracji i trzeciego sektora. Dlatego taką współpracę w wymiarze lokalnym wspieramy na poziomie „Partnerstwa Razem dla Nadodrza”, któremu liderujemy, a które zrzesza instytucje pomocy społecznej, szkoły i NGO z terenu osiedla. Jego celem jest przepływ informacji oraz wspólna realizacja działań lokalnych. Sprawdza się to także w przypadku realizacji projektów indywidualnych, gdzie spotkania w ramach partnerstwa i osobista znajomość liderów pozwala dopasować wsparcie do potrzeb, ale i  sprawnie monitorować i dokonywać ewaluacji działań.

Odczuliśmy to wychodząc z propozycją rozwiązania problemu agresji wśród uczniów za pomocą programów Zarządzania konfliktem i mediacji rówieśnicznych (metody „conflict management”), które transferujemy z Holandii. Programy są dopasowane do indywidualnych potrzeb szkół, a ich testowanie wraz ze wszystkimi wychowawcami i dyrektorami niweluje napotykane problemy i wpływa na ograniczenie aktów agresji.  Na bazie tych doświadczeń , a także tych wynikających z powołania koalicji mediatorów oraz wcześniejszej skutecznej realizacji usługi aktywizacji społecznej beneficjentów MOPS, zakontraktowano z nami opracowanie i przeprowadzenie lokalnej kampanii społeczno-informacyjnej dotyczącej mediacji sąsiedzkich.

Od 2015 roku koordynujemy również projekt Pogotowia Mediacyjnego, czyli darmowych porad mediacyjnych dla wszystkich we Wrocławiu. Projekt powstał we współpracy z Wrocławskim Centrum Rozwoju Społecznego i jest finansowany ze środków Gminy Wrocław. Fundacja Dom Pokoju odpowiada nie tylko za obsługę Pogotowia (telefon dostępny codziennie od 9 do 17, organizacja mediacji i dbanie o standardy oferowanych usług), ale również koordynuje powstanie Dzielnicy Pokoju – międzyinstytucjonalnej sieci współpracy (Policja, Straż Miejska, MOPS, Poradnie Psychologiczno-Pedagogiczne, lokalne NGO i szkoły) i popularyzuje wiedzę na temat mediacji jako szybszej i wygodniejszej metody rozwiązywania sporów.

Działania dla społeczności lokalnej

Oprócz wspomnianych powyżej dużych przedsięwzięć, stale realizujemy projekty dla i z mieszkańcami/użytkownikami Nadodrza. Organizujemy letnie festyny podwórkowe, edukacyjne gry miejskie dotyczące architektury i historii Nadodrza, doroczny Turniej Football Przeciwko Rasizmowi na boiskach szkolnych na Nadodrzu, angażujemy wolontariuszy zagranicznych i studentów w animację dzieci i młodzieży, prowadzimy Bibliotekę Sąsiedzką, organizujemy Noce Nadodrza, prezentujące potencjał artystyczny osiedla. Ponadto wspieramy starych rzemieślników w problemach administracyjnych i lokalowych, łączymy ich z młodymi designerami i projektantami, którzy wspierają ich np. w sferze marketingu i promocji, przy okazji własnych działań lub proponują mariaże tradycji z nowoczesnością. Inwentaryzujemy działalność gospodarczą na Nadodrzu, wskazując gdzie są nisze, a czego jest zbyt dużo, co się sprawdza, a gdzie nie ma szans na sukces i dlaczego. Promujemy odważnych i pracowitych pomagając odnowić i nadać blask witrynom, na Mapie Małolata wyszczególniamy miejsca przyjazne dzieciom i ich rodzicom, na mapie Specjałów Nadodrza – odkrywamy bogactwo nadodrzańskich smaków. Jako pierwsi wydzierżawiliśmy podwórko we Wrocławiu na rzecz stworzenia miejsca odpoczynku dla mieszkańców, uczymy się w nim ogrodnictwa. Przecieramy szlak formalno-prawny, ale i projektowo-organizacyjny dla innych chętnych do działania w przestrzeniach Nadodrza.

  1. Plan: Dialog i współpraca

Łokietka 5-Infopunkt Nadodrze od zawsze było miejscem spotkań różnych środowisk, zainteresowanych rozwojem miasta jako zjawiska urbanistyczno-społecznego. W trakcie debat, seminariów, pokazów filmowych, połączonych z dyskusjami czy innych spotkań przeanalizowano tu wiele wizji, inwestycji, programów, wyzwań i zagrożeń, które wynikały z posunięć magistratu. Niejednokrotnie radni i urzędnicy brali udział w tych dyskusjach, często były one przedmiotem artykułów w prasie, kontynuowane w trakcie audycji radiowych, programów telewizyjnych. Jednak ze względu na brak zorganizowanej formalnie i skutecznej komunikacji, a przez to włączania rekomendacji i uwag (poza wnioskami do Prezydenta czy Rady Miejskiej składanymi przez Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia), często bardzo emocjonalne dyskusje bez konstruktywnej ich kontynuacji, nie ujmując im twórczej i edukacyjnej roli, jeszcze bardziej eskalowały frustrację uczestników tych spotkań.

Potrzeba usystematyzowania komunikacji, a także ogromny zasób wiedzy zgromadzonej w zaangażowane w dyskusję o mieście/Nadodrzu organizacje i ekspertów, bagaż doświadczeń i pakiety gotowych modeli to powody, które skłoniły nas do stworzenia koncepcji sieciowego thinktanku ekspercko-badawczo-partycypacyjnego na rzecz współtworzenia polityk miejskich.

W sferze badań koncepcja ta zawiera kilka elementów składowych. M.in. zaproponowany przez Łukasza Medekszę – wiceprezesa wrocławskiego oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich projekt stworzenia Obserwatorium Kapitału Społecznego, który wykorzystując prowadzone przez Łokietka 5 inwentaryzacje oraz dane z Systemu Informacji Przestrzennej Wrocławia, uzupełniając je o pomiary m. in. kapitału społecznego (na podstawie nowych, dodatkowych wskaźników) byłby w stanie analizować potencjały i problemy poszczególnych osiedli i współtworzyć strategie ich rozwoju. Kolejnym elementem badawczym byłyby tworzone narzędzia, np. do analizy rzeczywistego zbiorowego i indywidualnego transportu na danym obszarze oraz weryfikacji polityki mobilności miasta (dzięki badawczym doświadczeniom Fundacji Illimites).

Wizja sieciowego think tanku jest nie przypadkowa. W sierpniu 2013 ogłoszono wybory na kolejną kadencję Wrocławskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego. Razem z Przemysławem Filarem, prezesem Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia zaproponowaliśmy swoje kandydatury jako tandem, który obsługiwany przez społeczny sekretariat, miałby prezentować szerokie spektrum opinii organizacji nt. przedstawianych Radzie dokumentów, programów i strategii. Naszą propozycję współpracy poparło około 30 organizacji wrocławskich, dzięki czemu oboje weszliśmy do Rady, a mnie mianowano jej wiceprzewodniczącą. W 2015 zostałam wybrana przewodniczącą WRDPP, a działając w Radzie zrealizowaliśmy szereg działań w tym nurcie na poziomie NGO-Gmina Wrocław w ramach programu Dialog i Współpraca, czy sondaż społeczny czujnik.org – oparty na metodyce Lokalnego Indeksu Jakości Współpracy. To doświadczenie upewnia nas, że organizacje te są gotowe do włączenia się w dialog z magistratem i że koncepcje zorganizowania tego dialogu są z jednej strony absolutnie niezbędne, a z drugiej stanowią pierwszy krok w drodze tworzenia sieciowego thinktanku włączającego się w kreowanie polityk miejskich.

W październiku 2013 roku włączyliśmy się w akcję Masz Głos Masz Wybór Fundacji im. Stefana Batorego i tym samym przystąpiliśmy do działań zmierzających do zmiany statutu Wrocławia poprzez umocowanie w nim obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, określenie warunków jej funkcjonowania, a przez to umożliwienie mieszkańcom zgłaszania projektów uchwał. Oczywiście mieszkańcy mają możliwość zgłaszania wniosków do wybranych organów władzy. „Przedmiotem wniosku może być propozycja uchwały, ale sens odrębnego uregulowania obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej leży gdzie indziej. Chodzi mianowicie o zapewnienie odpowiedniej rangi tego rodzaju aktywności obywateli i odpowiedniego trybu postępowania w takich przypadkach. Inicjatywa, jest aktem zbiorowym, łączącym współdziałanie pewnej grupy obywateli zainteresowanych jakimś aspektem dobra wspólnego. Wniosek jest dedykowany przede wszystkim aktywności indywidualnej (choć oczywiście może go popierać wiele osób) wobec organów władzy. Tryb rozpatrywania wniosku, to procedura stricte administracyjna, skrojona raczej pod potrzeby władzy wykonawczej a nie stanowiącej. Relacja władza-obywatel bliższa jest w tym przypadku modelowi urząd-petent. W tym przypadku chodzi o ustanowienie bardziej partnerskiej, pro-partycypacyjnej relacji między władzą i obywatelem, która da mu większe możliwości uczestnictwa w procesie sprawowania władzy, niż tylko wymienianie się pismami.” [1] Dlatego, aby już sam proces tworzenia projektu funkcjonowania obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej miał charakter partycypacyjny, zaplanowaliśmy cykl konsultacyjny, który rozpoczął się od seminarium w Sali Sesyjnej Rady Miasta współorganizowanego z Łukaszem Wyszkowskim – Przewodniczącym Komisji Statutowej Wrocławia. Odtąd inicjatywy Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego cieszą się dużą popularnością i są regularnie funkcjonującym narzędziem włączania obywateli w realizację zadań w mieście.

Równolegle do powyższych działań bierzemy aktywny udział w konferencjach, seminariach, projekcie Gminy Wrocław i Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej dotyczącym wypracowania technik konsultacyjnych dla Programu Współpracy z NGO. Konsultowaliśmy koncepcję zagospodarowania miejskiej hali targowej Grafit, zgłaszaliśmy uwagi do Programu Współpracy z NGO we Wrocławiu, Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2014-2020, Parku Kulturowego Stare Miasto – projektu magistratu. Organizujemy regularne spotkania w Łokietka 5 z dyrektorami departamentów Urzędu Miejskiego w celu prezentacji naszych działań i wsparcia przepływu informacji. Uczestniczyliśmy w tworzeniu Raportu o mieście – Wrocławiu w tygodniku Polityka. Cały czas staramy się rozwijać, choćby przez udział w Akademia Liderów Rozwoju Lokalnego Polish Governance Institute, podpatrujemy doświadczenia innych miast, uczestniczymy w Ogólnopolskim Kongresie Ruchów Miejskich.

  1. Dlaczego to robimy – cel, wizja i misja.

Z opisanych działań wyłania się dość prosta wizja na zarządzanie wielopoziomowe w skali osiedla i szerzej – w odniesieniu do przestrzeni publicznej miasta. Chodzi nam w niej o tworzenie formalnie uznanych mechanizmów dialogu obywatelskiego, animowanie współpracy między partnerami lokalnymi i tzw. ruchami miejskimi, organizowanie zaplecza badawczo-eksperckiego w oparciu o sieć tych organizacji.

Jakość i regularność tych działań ma na celu ukonstytuowanie pozycji sieci jako partnera do dialogu dla magistratu, a przez to wielowątkowe (oparte m.in. o dialog obywatelski i kontraktowanie usług eksperckich) włączanie jej w proces tworzenia polityk miejskich, strategii rozwoju, planów inwestycyjnych, krótko i długofalowych projektów oraz przedsięwzięć o charakterze porównywalnym do Europejskiej Stolicy kultury 2016. Słowem – celem tych działań jest sprawne funkcjonowanie nowego modelu zarządzania publicznego. Ważnym aspektem tego modelu jest podejście decentralizacyjne i zwiększanie samorządności osiedli.

Podnoszenie jakości życia mieszkańców Wrocławia przy maksymalnym zaangażowaniu ich w ten proces to misja,  która przyświeca naszym działaniom i dążeniom.

  1. Podsumowanie

Należy podkreślić, że nasze dążenia do wypracowania i uznania zarządzania wielopoziomowego miastem to proces pozbawiony precyzyjnie określonej strategii, jednak o jasno wyznaczonych wartościach, misji i wizji. W pewnym sensie można te dążenia uznać bardziej za lejtmotyw niż cel nadrzędny wszystkich naszych działań. Świetnie pasuje tu określenie „standard minimum”. To również intuicyjnie i na bieżąco – wręcz spontanicznie realizowana sekwencja przeplatających się działań o charakterze ogólnomiejskim jak i tych nacelowanych na rozwój lokalny Nadodrza. To podejście innowacyjne do każdego przedsięwzięcia i jednak w dużej mierze uzależnienie od kryteriów konkursów na dotacje ze środków publicznych. To dwie nachodzące na siebie sfery. Pierwsza kreowana przez aktorów rewitalizacji społeczno-gospodarczej Nadodrza, z silną tożsamością lokalną – Laboratorium (rozwoju lokalnego i dialogu obywatelskiego) Nadodrze. Druga to sieć eksperckich ruchów miejskich, których celem jest uczestnictwo w tworzeniu polityk, współdecydowanie o mieście.

Sfery te różnią się od siebie także formułą. Pierwsza jest efektem synergii działań członków formalnie zawiązanego Partnerstwa Razem dla Nadodrza, którą Łokietka 5 stara się poddawać ciągłej ewaluacji i opracowywać w formie modeli. Drugą charakteryzuje brak formalnej umowy i wspólnie określonych zasad, otwarta formuła, animacja ze strony Łokietka 5 i TUMW z naciskiem na budowę dobrych relacji, warunków do współpracy i dialogu. W dużej mierze więc osią tych działań jest Nadodrze, które będąc pod lupą uwagi Wrocławian i magistratu ma szansę być laboratorium, w którym wygenerowany zostanie hybrydowy model wielopoziomowego zarządzania publicznego. Niemniej doświadczenie pokazuje nam, że to istnienie miejsc lokalnych, animujących społecznie i obywatelsko, elastycznych, z zapleczem organizacyjno-technicznym do różnych działań i zespołem ludzi z otwartymi głowami, którym naprawdę zależy na ich osiedlu/mieście, jest w stanie w sposób konsekwentny prowadzić taki eksperyment. Za co, na ręce moich kolegów i koleżanek, a zwłaszcza Mai Zabokrzyckiej i Doroty Whitten składam gratulacje i podziękowania. Bez ich zaangażowania i społecznej w dużej mierze pracy nic, o czym mowa w tym artykule by się nie wydarzyło.

Karolina Mróz

_DSC7176prezes Fundacji Dom Pokoju; niestrudzona aktywistka, koordynator projektów i animatorka działań Fundacji; propagatorka idei synergii
w działaniach pozarządowych, a obecnie również przewodnicząca Wrocławskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego; aktywna szczególnie
w kontekście konsultowania lokalnych polityk miejskich oraz propozycji uchwał, a także wypracowywania innowacyjnych modeli współpracy między NGO’sami a Urzędem Miasta;

 

[1] Obywatelska inicjatywa uchwałodawcza – prawo i praktyka, Grzegorz Makowski http://www.academia.edu/4497022/Obywatelska_inicjatywa_uchwalodawcza_-_prawo_i_praktyka

Zarządzanie złością

Dziwisz się ze masz wciąż pod górkę choć sam pchasz się na szczyt.

Zeus „Świt”

 

Dorota Whitten

 

Zarządzanie złością

 

Wstęp

W poniższym tekście znajdziecie dużo pytań, które należy postawić samemu sobie. Ponieważ są to pytania do was, odpowiedzi należy szukać w sobie.

Zacznę od banalnego stwierdzenia, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. Mało kto decyduje się świadomie na życie pustelnika. Życie w społeczeństwie oznacza obecność wokół nas innych osób oraz sieć relacji z tymi osobami. Relacje społeczne są wszechobecne: nawiązujemy je z bliskimi nam osobami (rodzina, przyjaciele) oraz z dalszymi znajomymi, kolegami z pracy itp. Ale nie tylko. Relacje nawiązujemy bowiem również z panem z warzywniaka, u którego regularnie robimy zakupy, listonoszem, który latami przynosi nam pocztę i sąsiadami z osiedla, którzy w tym samym czasie, co my wyprowadzają swoje pieski na spacer.

Wyobrażasz sobie codzienność bez relacji?

 

Relacje społeczne

Dzięki relacjom społecznym zaspokajamy najważniejszą życiową potrzebę afiliacji,
a także zwyczajnie – doświadczamy przyjemności płynącej z kontaktu z drugim człowiekiem.

Żeby kształtować własną tożsamość i wewnętrzną spójność
potrzebujesz jednocześnie autonomii i niezależności.

Wciąż na nowo poszukujesz więc równowagi pomiędzy „byciem z innymi” a „byciem z samym sobą”.

 

Cztery podstawowe strategie działania w społeczeństwie:

Agresywna

Agresja w sytuacjach społecznych prowadzi do pogorszenia relacji z otoczeniem. Życie człowieka agresywnego przypomina pole walki, jest wypełnione konfliktami.

Manipulacyjna

MANIPULACJA jest skuteczną metodą zaspokajania naszych potrzeb. Niszczy jednak relacje z drugim człowiekiem.

Uległa

Uległość jest wynikiem nadmiernej potrzeby akceptacji. Ulegamy, bo chcemy, żeby nas lubiono. Uległość ogranicza naszą przestrzeń życiową.

Asertywna

Oparta na wzajemnym szacunku.

Emocje w relacjach

Po mapie emocji bardzo często poruszamy się intuicyjnie. Najłatwiej to sprawdzić używając komunikatorów: Facebook, Skype, Gadu-Gadu, czy telefonu. Ile emotikon mam  do wyboru? Ilu używam? I uwaga – czy analizuję emotikony, zastanawiam się której użyć?

Nie potrzebujemy refleksji czy też dużej dozy uwagi, aby użyć „buziek” – wesołej, smutnej, mającej łzy w oczach albo serduszka, złej, bardzo złej, marszczącej tylko czoło, zdziwionej itp.

Emotikony wzmacniają nasz przekaz, wizualizują to, co odczuwamy w danym momencie, osobie, z którą się komunikujemy. A teraz – uwaga – ile emocji potrafimy nazwać, a ile pokazać, zobrazować? Jak pewnie poruszamy się po ich odcieniach i subtelnościach, dzięki całej gamie obrazków? I ostatnie pytanie – co nam to daje?

Czy pamiętacie powiedzenie „słomiany ogień”?

 

Ćwiczenie: Pomyśl o twoich najważniejszych relacjach prywatnych czy zawodowych i postaw sobie następujące pytania:

Które z nich były dla ciebie ostatnio źródłem przyjemności i radości?

Które niedawno wywołały w tobie irytację i złość? W których poczułeś się zaniepokojony lub wystraszony?

Które wzbudziły w tobie melancholię, nostalgię lub smutek?

Jakie inne emocje czułeś ostatnio w relacjach z ważnymi dla ciebie osobami?

Jak emocje wpływają na twoje kontakty z ludźmi?

Co sprawie, że jesteś zły?

O co się najczęściej kłócisz?

W jaki sposób się kłócisz?

Jakie skutki ma twój sposób kłócenia się?

 

Złość i komunikacja w konflikcie

Słuchaj, co mówi osoba rozzłoszczona. Zastanów się, co oznaczają jej słowa i emocje. Co się stało? jak wygląda sytuacja z jej perspektywy?

 

Zastosuj parafrazę, aby pokazać, że słuchasz, słyszysz i chcesz zrozumieć swojego rozmówcę.

Nie oskarżaj, nie wdawaj się w słowne potyczki.

Zamiast tego pytaj o oczekiwania.

Pozwól rozmówcy zachować twarz.

Nie przypieraj go niepotrzebnie do muru.

Nie przygnębiaj – nikt tego nie lubi.

Pamiętaj, że ważne jest konstruktywne rozwiązanie problemu, a nie wykazywanie na to, kto zwyciężył.

 

Jak zarządzać własnym gniewem, by nie uszkodzić ani siebie, ani innych?

  1. Wycofaj się z sytuacji

Pierwszą rzeczą, którą powinieneś zrobić, jeśli czujesz, że narasta w tobie gniew czy złość, to wycofanie się z sytuacji. Wystarczy, że symbolicznie zrobisz trzy kroki do tyłu lub pozwolisz sobie na przerwę w myślach. Pomaga liczenie od 1-10. To pozwoli nieco ochłonąć i uniknąć destrukcyjnego wybuchu.

  1. Przyznaj się do emocji, które odczuwasz

Dziewczyna pyta, czy jesteś zły, a ty na to cedzisz przez zaciśnięte zęby „N I E” – znasz to skądś? W zarządzaniu złością trzeba umieć przyznać się do tego, że coś nas zezłościło. Masz prawo do odczuwania tych emocji. Uświadom je sobie. (Pomaga powiedzeniu sobie po cichu: „Tak, jestem zły”.)

  1. Zidentyfikuj źródło złości

Po tym jak ochłoniesz, zidentyfikuj to, co cię zezłościło. Może być to osoba, sytuacja, czy konkretny fakt. Rozpoznanie źródła złości pozwoli ci na podjęcie dalszych, sensownych kroków, zamiast odreagowania na otoczeniu. (np. zirytował cię twój klient, ale ponieważ nie możesz na niego nakrzyczeć, wyżywasz się na swoim koledze albo na zszywaczu biurowym.)

  1. Skonfrontuj się ze źródłem

Mając wiedzę na temat tego, co cię zezłościło możesz dążyć do konfrontacji, czyli z tym, na co masz wpływ próbować sobie poradzić, a to na co wpływu nie masz – zaakceptować, bo złość i tak niczego nie zmieni. Tak jak w „Modlitwie” Anonimowych Alkoholików:

Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę, odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę, i mądrości, aby odróżniał jedno od drugiego

  1. Poradź się osoby trzeciej

Jeśli nie masz siły sam skonfrontować się z tym, co cię zezłościło (np. z szefem) poszukaj osoby, której opowiesz o wydarzeniu i która pomoże ci je ocenić, bądź poradzi, co zrobić dalej.

  1. Idź dalej

Złość to uczucie, które może zjeść cię od środka, powstrzymać od działania i jeśli nic z nią nie zrobisz, zahamuje cię. Nawet jeśli nie możesz usunąć tego, co cię złości, idź dalej – pozwalając złości wygrać – sam przegrasz.

Dorota Whitten

_DSC6951koordynator działu Edukacji Pokoju w Fundacji Dom Pokoju; edukator, mediator, socjolog-empirysta, trener; zawodowo i prywatnie propaguje ideę mediacji jako komunikacji bez agresji; współtwórczyni licznych projektów, m. in. ze współpracy z Radą Seniorów Osiedla Nadodrze i wielu innych działań społecznych; członek Zarządu Stowarzyszenia COŚ DOBREGO, a także wolontariusz Fundacji Greenpeace, od początku jej istnienia w Polsce; współautorka diagnozy potrzeb i możliwości szkół w zakresie pracy z uczniami, badania wielokulturowego, a obecnie również Analizy Funkcjonalnej Wrocławskich Osiedli oraz adaptacji podręczników i metod do Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych dla szkół;

Artykuł jest własnością autora, ale treści w nim prezentowane stanowią wiedzę zdobytą na różnych szkoleniach i pochodzącą z rozmaitych publikacji, dlatego autor nie uzurpuje sobie praw do zamieszczonych treści.

Inni etnicznie we wrocławskiej szkole – zróżnicowanie wewnętrzne, kręgi towarzyskie, relacje społeczne

Julita Makaro, Uniwersytet Wrocławski

SONY DSC

Dla zrozumienia potrzeb grup mniejszościowych konieczne jest porzucenie perspektywy problematyzowania rzeczywistości z perspektywy grupy dominującej. Obszarem, na którym ujawniają się różnego rodzaju napięcia między większością i mniejszością etniczną jest szkolnictwo powszechne. Dla uczniów to często miejsce pierwszych kontaktów z odmiennością kulturową. Za ważną i wartościową należy zatem uznać możliwość poznania szkolnej codzienności z perspektywy dzieci o innym niż polskie pochodzeniu etnicznym lub narodowym. Ich upodmiotowienie w refleksji nad położeniem Innych etnicznie w szkole pozwoli również porzucić perspektywę osób dorosłych, których postrzeganie upośledzonej sytuacji mniejszościowej bywa obudowane wypracowanymi przez grupę strategiami.

Rozpoczęcie edukacji do wielokulturowości (choć bardziej precyzyjnie należałoby mówić o zróżnicowaniu etnicznym struktury społecznej, która z wielokulturowością nie jest tożsama), nieuchronnie nadchodzącej w związku z intensyfikującymi się migracjami, powinno zaczynać się jak najwcześniej. Rozpoznanie zjawiska zróżnicowania etnicznego w szkole z perspektywy mniejszościowej jest z jednej strony niezbędne dla stworzenia i wdrożenia odpowiednich programów edukacyjnych, z drugiej stanowić może istotny zasób dla tworzenia mechanizmów zarządzania zróżnicowaniem etnicznym.

Niewielkie nasycenie struktury wrocławian mieszkańcami o innym niż polskie pochodzeniu etnicznym i narodowym sprawia, że trudno w życiu codziennym nabyć kompetencji w zakresie realizowania wielokulturowych praktyk, bowiem o wielokulturowości można mówić gdy mamy do czynienia ze zjawiskiem bardziej złożonym niż współwystępowanie w określonej przestrzeni różnych zbiorowości etnicznych[1]. Pomijając w tym miejscu dyskusje o teoretycznych wyzwaniach wielokulturowości (logiki uznania/podkreślania/ukrywania cech dystynktywnych mniejszości, obecności bądź braku grupy dominującej, wytwarzania nowego ładu kulturowego) uważamy za niezbędne dla jej zaistnienia występowanie codziennych kontaktów między przedstawicielami różnych kultur, negocjowanie systemu aksjonormatywnego, stanowiącego podbudowę dla codziennej koegzystencji, uznawanie stanu zróżnicowania za „normalny” z uwzględnieniem potencjalnych konfliktów[2]. Prezentowane opracowanie ma charakter wstępnej diagnozy metodologicznej i merytorycznej – służy zidentyfikowaniu trudności i ograniczeń postępowania badawczego oraz zaprezentowaniu wstępnych ustaleń, charakteryzujących sytuację Innych etnicznie we wrocławskiej szkole[3]. Już sama konceptualizacja i próba zaprojektowania zwiadu socjologicznego pokazały wiele dylematów do rozstrzygnięcia i problemów do pokonania.

  1. Wewnętrzne zróżnicowanie kategorii innych etnicznie

Trudności w podejmowaniu spójnej refleksji teoretycznej oraz prowadzenia badań wśród Innych etnicznie wynika w dużej mierze z wewnętrznego zróżnicowania tej kategorii, pomimo wspólnego mianownika – innego niż polskie pochodzenia etnicznego – przedstawicieli mniejszości narodowych i etnicznych od obcokrajowców dzieli wiele, a dodatkowo obie wskazane zbiorowości są tworzone przez różniące się między sobą całości. Sprawę komplikuje dodatkowo fakt, iż w problematykę zróżnicowania kulturowego w szkole włączane są kategorie niespełniające kryterium inności etnicznej, co zostanie szerzej omówione poniżej.

  • Mniejszości narodowe i etniczne

Dzieci pochodzące z mniejszości narodowych i etnicznych są obywatelami polskimi i członkami grupy, której formalnie przyznano taki status. Wśród zamieszkujących Wrocław mniejszości narodowych i etnicznych znajdziemy takie, które są silnie zintegrowane i w życiu codziennym nie odczuwają (albo deklarują, że nie odczuwają) wyraźnych konsekwencji swojego pochodzenia i odrębności kulturowej, nie różnią się wyglądem; również te bardzo nieliczne, nieposiadające w swym gronie dzieci; oraz te, które charakteryzuje duży dystans kulturowy i inność wizualna (strój, kolor skóry, rysy twarzy). Zatem zbiorowość wyodrębniona formalnie w oparciu o jedno kryterium, wcale taka homogeniczna nie jest.

  • Obcokrajowcy

Kolejną zbiorowość stanowią obcokrajowcy, których status jest jeszcze bardziej złożony. Mogą to być bowiem ludzie, których pobyt w Polsce jest zalegalizowany bądź nie, którzy są tu krótkotrwale bądź z dłuższą perspektywą pobytową, powodem ich przyjazdu do Polski jest uchodźctwo bądź motywacje ekonomiczne lub edukacyjne. Relacje między grupą dominującą a imigrantami przebiegać będą wedle różnych wzorów ze względu na czas przebywania Innych etnicznie w Polsce (częściowo zintegrowani lub nie), miejsce pochodzenie (bliscy sąsiedzi, Europejczycy lub pochodzący z innych, odległych części świata), „widzialność” ich odrębności bądź jej brak, ale również powody, dla których się tu znaleźli (rywalizujący o miejsca na rynku pracy bądź wypełniający na tym rynku istniejące luki).

  • Repatrianci i „kolorowe dzieci”

Dzieci repatrianci oraz dzieci o innym kolorze skóry, wyglądzie zewnętrznym mają nie tylko polskie pochodzenie (zatem kryterium odmienności etnicznej nie ma tu zastosowania), ale i wychowywane są zazwyczaj w polskich rodzinach. Wydaje się, że kluczowym kryterium, pozwalającym wpisywać dzieci o podanych charakterystykach w zjawisko „wielokulturowej szkoły”, jest takie ich naznaczanie przez grupę dominującą – wschodni akcent lub ciemny kolor skóry sprzyjają definiowaniu ich jako Innych. Tym samym teoretycznie wątpliwa koncepcja zyskuje empiryczne uzasadnienie.

  1. Prowadzenie badań wśród dzieci wśród innych etnicznie
    • Dostępność

Możliwość dotarcia do respondentów jest bardzo utrudniona za sprawą sygnalizowanego już zróżnicowania wewnętrznego omawianej kategorii społecznej oraz jej niewielkiej liczebności. Rozproszenie przestrzenne czy brak bazy rejestrującej osoby i miejsca ich zamieszkania, powodują że dotarcie do przedstawicieli mniejszości narodowych i etnicznych jest trudne. Wiadomo jedynie, iż we Wrocławiu uczy się 149 uczniów obcokrajowców, w kilkudziesięciu szkołach. Dodatkowa komplikacja wynika z istnienia szkół publicznych i niepublicznych (oferta tych ostatnich jest czasami skierowana specjalnie do niektórych grup mniejszościowych). Dostępność badanych zależy zatem od wiedzy wyjściowej badacza o ich rozmieszczeniu w poszczególnych szkołach, która może być wspomagana przez kompetentne w tym zakresie podmioty działające na rzecz Innych etnicznie lub z nimi współpracujące.

Badanie realizowane przez organizację trzeciosektorową ma między innymi atut w postaci rozbudowanej sieci kontaktów (znajomość środowiska organizacyjnego zajmującego się Innymi etnicznie), umożliwiającej uruchomienie kuli śniegowej w poszukiwaniu osób do badania. Doświadczenia omawianego w tym artykule zwiadu badawczego pokazały z jednej strony efektywność takiego postępowania (wyrażające się pośredniczeniem w dystrybucji narzędzia lub pomocą w zbieraniu wypowiedzi), z drugiej – poważne jego ograniczenia.

Można zidentyfikować kilka przyczyn braku zaangażowania w procedurę badawczą:

1) organizacje (ich członkowie) faktycznie nie miały możliwości udzielenia pomocy,

2) organizacje (ich członkowie) nie byli do końca przekonani o słuszności podjętych działań, postrzegali je głównie jako dodatkowe obciążenie pracą,

3) organizacje (ich członkowie) projekt badawczy zdefiniowały w kategoriach konkurencji i ingerowania w pole ich działalności,

4) organizacje (ich członkowie) ideę badania zdefiniowali jako sprzeczną z istotą ich działalności.

W ostatnim przypadku dotykamy kwestii kluczowej dla zajmowania się obecnością w przestrzeni miasta Innych etnicznie, czyli paradoksów polityki uznania. Nie zawsze jasne jest, iż większość działań podejmowanych na rzecz mniejszości narodowych i etnicznych, obcokrajowców, osób o odmiennym wyglądzie zewnętrznym, zazwyczaj mających przeciwdziałać szeroko rozumianej dyskryminacji i zajmowaniu upośledzonych pozycji społecznych, de facto w jakiejś mierze naznaczają i podkreślą (utrwalają) odrębność tych kategorii[4]. Brak reakcji i chęci współpracy ze strony części potencjalnych partnerów można rozumieć jako poddawanie w wątpliwość celowości i sensowności prowadzenia badań wśród Innych etnicznie (przywoływanie argumentu o stygmatyzującej i utrwalającej upośledzoną pozycję respondentów roli badań), ale również konkurencyjności rynku NGO`sów.

  • Metodologia

Kształt prowadzonego zwiadu był w dużej mierze zdeterminowany możliwościami organizacyjnymi i finansowymi prowadzących. Omówione już problemy z dotarciem do respondentów narzuciły konieczność doboru próby metodą kuli śniegowej. Dylemat między wyborem metodologii jakościowej lub ilościowej był rozstrzygany z wykorzystaniem argumentów merytorycznych i organizacyjnych. Te pierwsze sugerowałyby przeprowadzenie wywiadów swobodnych, w których respondenci w sposób nieograniczony czasowo ani problemowo mogliby opowiedzieć o swoim życiu w szkole. Z powodów praktycznych (czas i finanse) zdecydowano się na ankietę zawierającą pytania zamknięte i otwarte (co miało pomóc w zdobyciu informacji niestandaryzowanych). Była ona dystrybuowana różnymi kanałami, wśród uczniów najmłodszych realizowana z pomocą osób dorosłych (badanych uczniów różnicuje wiek, co przestaje być sformułowaniem banalnym, gdy spojrzeć na różnice kompetencji komunikacyjnych, możliwości autorefleksji, bagażu doświadczeń między uczniami ze szkół podstawowych, gimnazjalnych lub średnich). Jest to kolejna okoliczność wpływająca na duże wewnętrzne zróżnicowanie badanej zbiorowości, co generalnie ogranicza możliwość zastosowania standaryzowanych metod badawczych. Bardziej adekwatne metody jakościowe wymagają natomiast dłuższego czasu badania i generują większe koszty.

W badaniu dominują dzieci z trzech kategorii:

  • dzieci romskie (tę mniejszość charakteryzuje duży dystans kulturowy, odmienny wygląd, względna deprywacja społeczna),
  • dzieci muzułmańskie (o różnym pochodzeniu narodowym, mające odmienny wygląd, których główną dystynkcję czyni wyznanie, o którym wiedza jest w Polsce stosunkowo mało znana),
  • dzieci żydowskie (pielęgnujące swoją kulturę i religię, ale jednocześnie zintegrowane z kulturą dominującą, i wreszcie – uczęszczające do szkoły, która w swojej filozofii działania podkreśla jako ważne cechy inne niż pochodzenie etniczne, a jeśli już je eksponuje, to czyniąc z niego atut a nie obciążenie).

Tak różny poziom dystansu kulturowego oraz kontekst szkoły nastawionej, bądź nie, na pielęgnowanie i ochronę inności, niesie poważne konsekwencje, co znajduje odzwierciedlenie w wynikach przeprowadzonej eksploracji – odmienność etniczna uczniów nie jest zmienną tak samo różnicującą ich stosunki społeczne z kolegami.

  1. Inni etnicznie w szkole – wyniki zwiadu socjologicznego

Ze względu na bardzo wstępny charakter zwiadu badawczego, prezentowane tezy mają status hipotez oraz wymagających weryfikacji poszlak teoretycznych, które należy dalej sprawdzić w pogłębionych badaniach.

  • Zróżnicowanie kulturowe jako temat podejmowany w szkole

Jest dość oczywistym fakt, że program polskiej szkoły może być odbierany przez uczniów o innym niż polskie pochodzeniu, jako mało dla nich atrakcyjny, gdyż nie porusza zazwyczaj tematów bliskich ich kulturze. W jakiejś mierze deficyt ów mogłyby uzupełniać zajęcia podejmujące tematykę zróżnicowania kulturowego, odmienności etnicznej i narodowej czy wielokulturowości. Część ankietowanych dzieci, wskazała, że brała udział w takich zajęciach, wśród dzieci żydowskiego pochodzenia deklarację taką złożyły wszystkie. Nie jest jednak wcale oczywiste, czy dzieci chcą komunikować, utrwalać i podkreślać swoją odmienność kulturową. Pytane o to, czy opowiadały kolegom z klasy o swojej kulturze podczas lekcji (sytuacja formalna) albo na przerwie (sytuacja nieformalna) w części potwierdzały takie fakty. Natomiast zapytane, czy chciałyby to robić (poza odpowiedziami twierdzącymi i przeczącymi) wyjątkowo często nie udzielały odpowiedzi. Można przypuszczać, że uczniowie nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiali, a w momencie, gdy trzeba było złożyć deklarację, wielość „nieprzepracowanych” argumentów za i przeciw, uniemożliwiło to. Można również zaryzykować hipotezę, że taka czysto ludzka potrzeba prezentowania siebie jest w tym wypadku konfrontowana z jej potencjalnymi konsekwencjami, a bilans tego zderzenia pozostaje niejasny.

  • Pozycja ucznia Innego etnicznie w szkole – przesłanki obiektywne

Wskaźnikami, które mogą pomóc w ustaleniu obiektywnej pozycji, jaką zajmuje pochodzący z grupy mniejszościowej uczeń, może być jego aktywność pozalekcyjna, czy rodzaj sieci koleżeńskich, w jakich funkcjonuje. Większość rozmówców uczestniczy w zajęciach pozalekcyjnych, co na pierwszy rzut oka odczytać można jako brak barier i wysoki wskaźnik uczestnictwa w życiu szkolnym. Wrażenie to jednak modyfikuje się, gdy przyjrzymy się, w jakich zajęciach biorą udział uczniowie. Dopytani, uczniowie wymieniali takie zajęcia jak: przyrodnicze, ekologiczne, filozoficzne, j. angielski, j. polski, historyczne, plastyczne itp., pojawiały się jednak również i takie wskazania, jak: odrabianie lekcji, czytanie korepetycje, obiad w świetlicy, odrabianie lekcji oraz historia, geografia, fizyka, chemia, matematyka, j. polski – a wszystkie opatrzone zostały przymiotnikiem: wyrównawcze. Zajęcia, których celem jest wyrównanie szans ucznia w szkole były głównie deklarowane przez uczniów romskich.  Dzieci pochodzenia żydowskiego uczestniczyły w zajęciach filozoficznych i ekologicznych, muzułmanie często wskazywali na zajęcia o charakterze artystycznym. Tak więc dopiero rodzaj zajęć, w jakich uczestniczą uczniowie pokazuje ich pozycję (w tym wypadku związaną z osiągnięciami i postępami w nauce) w klasie i szkole. Natomiast pozalekcyjne związanie uczniów ze szkołą pokazuje, że jest to przestrzeń przyjazna, postrzegana na tyle pozytywnie przez uczniów, że chcą w niej pozostawać dobrowolnie.

O miejscu w strukturze uczniów w klasie świadczyć może również atrakcyjność interpersonalna, którą wyrażają relacje z innymi. Ograniczenia tego wskaźnika mogą wynikać oczywiście z faktu, iż rzeczona atrakcyjność interpersonalna może być determinowana wieloma innymi, nie tylko etnicznymi, czynnikami. Gros badanych spotyka się z kolegami z klasy również poza szkołą, co jest sytuacją naturalną, jeśli są np. sąsiadami z najbliższej wobec szkoły okolicy. Najczęściej czynią to w przestrzeniach publicznych, również w obszarach związanych ze szkołą: jak idziemy do szkoły, wracając ze szkoły, festyny, dyskoteka w szkole, na lody, na miasto, na zajęciach dodatkowych, gram w piłkę, idziemy gdzieś razem, np. do kina, restauracji, wyjście do kawiarenki, idziemy na zakupy, idziemy razem do galerii, w kinie, w teatrze, goszczą również u siebie w domach.

Funkcjonowanie ucznia w klasie w jakiejś mierze można określić na podstawie sieci społecznych, w których uczestniczy i ich waloryzacji, co określa liczba kolegów lubianych i nielubianych (podtrzymać należy zastrzeżenie, że formowanie się tej sieci nie musi być zależne tylko od cech etnicznych). Charakteryzując relacje oparte na niechęci tylko raz przytoczono uzasadnienie bezpośrednio odwołujące się do elementów etnicznych: obgadują mnie, że jestem Cyganką, nie chcą ze mną rozmawiać, gdy do nich mówię, nie odpowiadają, pozostałe zaś mogą w sobie ten pierwiastek zawierać lub po prostu odwołują się do sytuacji konfliktowych, charakterystycznych dla codziennych relacji międzyludzkich, np. bo są dla mnie niemiłe, a gdy chcę się z nimi zaprzyjaźnić, to oni nie chcą; ponieważ już nie lubię tych osób, jeden to konfident, a druga to po prostu nie lubię; nie odpowiadają mi ich poglądy oraz cechy charakteru; bo mnie wyzywają, nie są w moim typie; bo mi dokuczają. Dzieci romskie wskazywały również na przezywanie, pozostali – na sytuacje charakterystyczne dla młodzieńczych relacji szkolnych: ponieważ od zawsze były tu 2 grupy, nas była trójka, ale nagle jedna koleżanka zaczęła się do nas nieodzywać, poza tym są bardzo głośne i wprost uwielbiają jednorożce i tęczę.

W przypadku sieci społecznych opartych na sympatii, uzasadnienia przedstawione przez poszczególne kategorii etniczne nie różniły się między sobą i miały podobny charakter – nie eksponowały elementu etnicznego: mogą z nimi się dogadać, potrafią pocieszyć gdy jest mi smutno, lubię się z nimi bawić, ponieważ jest ona bardzo miła, zawsze mi pomaga i jest przy mnie zawsze, gdy tego potrzebuję, spotykamy się często po szkole i nigdy się nie kłócimy, bo jest fajna, miła, koleżeńska, rozumie co się do niej mówi, ponieważ te osoby mnie rozumieją i nie śmieją się ze mnie, bo z nimi się nie nudzę, a koleguję się z tymi osobami, bo są podobni do mnie charakterem i poczuciem humoru, lubią mnie, bawimy się, nie obgadują mnie. Sieci sympatii są bardziej rozbudowane niż sieci niechęci.

Część pytań poświęcono zbadaniu ewentualnych pól konfliktowych i dyskryminacyjnych, szczególnie interesowały nas te, które wywoływane są czynnikiem etnicznym. Dzieci, które doświadczyły konfliktów, niechęci i przykrości od innych uczniów podjęły wysiłek objaśnienia tych sytuacji w kilku słowach. Postrzeganie ewentualnych pól konfliktowych i dyskryminacyjnych (jak już sygnalizowano) ma charakter – można by rzec – uniwersalny i powodowane jest „naturalnym” niedopasowaniem charakterologicznym, błędnymi interpretacjami cudzych intencji czy przeciwnością interesów. Jednak część ze wspomnianych negatywnych zachowań była opisywana explicite w kategoriach etnicznych i te przykłady zostaną przywołane poniżej.

Odpowiedzi wskazują, iż etniczność i religia inna niż dominująca są ważnych zarzewiami sytuacji problemowych: był jeden taki przypadek, w którym jeden chłopak zaczął mnie przezywać, że mam inną religię, więc go walnęłam, bo mnie zdenerwował; ten uczeń drażnił mnie mówiąc złe rzeczy o mojej religii. Naśmiewał się z niej. Ale nie chciał zrobić tego; ktoś wyzywał mnie, mówił Cygan pod nosem; wyzywali mnie że jestem Murzynem, Romem; wyzywaliśmy się, kolega moja mamę. Dzieci muzułmańskie odczuwały niechęć przy pierwszych kontaktach szkolnych: bo byłem nowy, poza tym przywoływano następujące uzasadnienia: jedna koleżanka kiedy chciałam ją… powiedziała, że mam się jej nie dotykać; na pewne zachowania rasistowskie; kiedy mnie wyzywali, że jestem Cyganka i że jestem taka inna.

Najczęściej przykłady sytuacji sprawiających przykrość opisywały dzieci romskie i dotyczyły one zarówno aktów werbalnych jak i fizycznych: bo mnie przezywali i popychali; niektórzy wołają że jestem Cyganka, gdy moja przyjaciółka nie może się zdecydować czy mnie lubi; nowy chłopak w klasie mi dokuczał, popychał mnie, nie wiem dlaczego; bo wyzywał mnie od Cyganki; na w-fie dokuczały mi, że mam inną skórę, inną kondycję; wyzywali mnie od Cyganek, mówili że jestem Murzynem (bo Romowie mają cerę…); również dzieci muzułmańskie lokowały przykre sytuacje kontekście swojej odmienności religijnej: ten uczeń powiedział, że nie lubi mojej religii; ponieważ gdy o mnie pisali brzydkie słowa. Przykrość sprawiają badanym inni uczniowie zarówno stosując agresję fizyczną, jak i słowną.

Również w przypadkach naśmiewania się z respondentów najwięcej opisowych odpowiedzi eksponujących pochodzenie etniczne pochodzi od dzieci romskich: bo nie lubią Cyganów w szkole; chłopaki się wyśmiewali że jestem Cyganka, że kradną, to nieprawda; że jestem Romką i nic nie umiem, że nie mam kultury; że jestem taki Rom; ze mnie się śmiali ponieważ byłem ciemny; naśmiewano się ze mnie, że jestem Cyganka, że jestem brudna, że noszę syfa; że mam ciemną karnację; ale również od muzułmanów: zaczął się śmiać z mojej religii. Ale nie chciał zrobić tego celowo. W przywołanych wypowiedziach negatywny stereotyp Cygana został „zapełniony” takimi cechami, jak: złodziej, bez umiejętności, pozbawiony kultury oraz wiązanymi z ciemną karnacją: brudny, nosiciel chorób. Symptomatyczną jest również (pojawiająca się w kilku miejscach) „obrona” prześladowcy, polegająca na wytłumaczeniu, iż nie wiedział, co czyni. Przychylając się nawet do zaproponowanego wytłumaczenia (nie zwalniając jednak z odpowiedzialności za czyny), za godny uwagi wskazać można namysł, skąd u małego dziecka tak empatyczna postawa. I tu uwaga natury bardziej ogólnej: zapoznając się z całością zgromadzonego materiału odnieść można wrażenie, iż poszczególne kategorie etniczne biorące udział w badaniu, mają bardzo różnie swoją odmienność „przepracowaną”, różne dla niej znajdują uzasadnienia i odmienne obierają strategie radzenia sobie z nią na co dzień.

  • Pozycja ucznia Innego etnicznie w szkole – przesłanki subiektywne

Dla analizowanego przez nas problemu ważne jest również samopoczucie ucznia w szkole, które określają zarówno subiektywne autoidentyfikacje, jak i relacje z nauczycielami oraz ich oceny. Dlatego uczniom zadano pytanie, co sprawia, że w swojej szkole są wyjątkowi, inni niż reszta dzieci. Część z nich stwierdziła, że nic, część wskazała na takie swoje atrybuty, które uznała za wyjątkowe: gram w piłkę; jestem bardzo rozmowny, lubię komputery; mam fioła na punkcie mojej pasji (jazda konna) i mam ochotę rozszarpać kogoś jak ktoś źle mówi o koniach; nie wiem, jestem grzeczny, nie mam kłopotów w szkole, nauczyciele mnie chwalą; śmieszna, dużo ze mną jest zabawy, nie ma nudów, brakuje jak mnie nie ma; umiem tańczyć, dogadać się z innymi, zaczepiać innych, jestem sprawiedliwa. Zatem odmienność etniczna nie jest główną dystynkcją, poprzez którą uczniowie definiują siebie w szkole. Jakkolwiek niektórzy z badanych bezpośrednio odwoływali się do swojej odmienności etnicznej lub religijnej: czarne włosy, tylko ja umiem na skakance; jestem nieśmiały i ze względu na słabą znajomość w pisaniu języka polskiego, ciągle powtarzam klasy i to powoduje, że nie mam wielu kolegów; jestem z innego kraju, znam inny język, mam inną kulturę i inną religią; język romski i kolor skóry; kolor skóry, zachowanie (jestem grzeczny); mam inny język i kulturę, mogę pouczyć inne dzieci tego języka; moje koleżanki zazdroszczą mi koloru skóry, mówią że mam ładny odcień skóry, podziwiają też moje oczy, również nauczyciele. To sprawia, że czuję się wyjątkowa; mówi w języku rosyjskim; Nie chodzę na religię , nie mam przyjaciół, nie spotykam się z nikim po szkole, dużo się uczę; pochodzenie romskie.

W dość pozytywnym świetle przedstawiają uczniowie swoje relacje z nauczycielami: nauczyciele traktują mnie jak innych uczniów (to mi odpowiada); nie patrzą, że jestem inna; nie są złymi osobami, nie krzyczą; nie traktują mnie specjalnie, inaczej; pocieszają mnie, uczą nowych rzeczy, kiedy był mam talent, gdy tańczyłam pani była dumna, cieszyła się; pomagają mi rozwiązać zadania; pomagają mi w lekcjach; przejmują się mną i interesują; pytają się, czy mogą pomóc; to że nauczyciel mówi, że nieważne pochodzenie; traktują mnie tak, jak innych uczniów. To, co najbardziej podoba się uczniom w zachowaniu nauczycieli w związku z ich odrębnością etniczną lub religijną, sprowadzić można do dwóch wymiarów – po pierwsze doceniane jest nie podkreślanie inności, po drugie indywidualnie kierowane zainteresowanie i pomoc w kierunku ucznia. Zdecydowanie mniej jest zachowań, które uczniom przeszkadzają, kilku z nich wspominają, że: czasem chcą zażartować, ale im nie wychodzi, ktoś dobrze coś przeczyta, ale pani mówi, że źle, tacy są niesprawiedliwi; pani nauczycielka potraktowała mnie dużo gorzej niż innych bo denerwowało mnie to, że wolno czytam; raczej problemu z narodowością nie ma, ale są wredni jak nie wiadomo co; w poprzedniej szkole pani zamykała na klucz po lekcjach, gdy wszyscy wychodzili. Krzyczała na nią, bo nie lubiła Romów; że nie są ciekawi niczego o mnie.

  1. Podsumowanie

Przeprowadzony zwiad badawczy, pomimo sygnalizowanych ograniczeń, pozwala na sformułowanie kilku zdań podsumowujących, które mogą stać się pomocne, zarówno w przygotowywaniu propozycji edukacyjnych dla wielokulturowej edukacji, jak i dla przyszłych badań podejmujących i pogłębiających poznanie zjawiska zróżnicowania etnicznego w szkole.

Ponieważ szkoła jest akceptowana i pozytywnie postrzegana przez najmłodszych uczniów, warto wykorzystać tę instytucje, do pokazywania, jak zróżnicowany jest otaczający świat, rówieżnajbliższe otoczenie. Ponieważ przestrzeń szkolna wyzwala niekiedy sytuacje trudne, związane ze zróżnicowaniem etnicznym lub religijnym, powinna być również obszarem pokonywania i przełamywania tych trudności.

Wysokie oceny, z jakimi spotkali się nauczyciele, sugerują, by uczynić z nich ważnego partnera i podmiot przygotowywanych działań edukacyjnych. Należy wykorzystać potencjał nauczycieli w docieraniu do uczniów z ofertą dotyczącą nabywania kompetencji międzykulturowych, ale również ich samych wyposażyć w narzędzia pomagające sprawnie funkcjonować w coraz bardziej zróżnicowanej etnicznie i religijnie szkole.

Przygotowując ofertę edukacyjna, pomagającą nabyć kompetencje komunikacji międzykulturowej, należy pamiętać o wewnętrznym zróżnicowaniu Innych etnicznie i konieczności dostosowania jej do poszczególnych odbiorców, tak, by uwzględniały różne stopnie poczucia inności-obcości, stopień natężenia dystansu społecznego.

Nie należy zakładać, że Inni etnicznie zajmują upośledzoną pozycję społeczną. Pamiętać trzeba też o obiektywnych i subiektywnych sposobach ustalania stopnia deprywacji. Obiektywnym przesłankom nie muszą towarzyszyć takie przekonania na poziomie subiektywnym (co w badaniach pokazują wyrażone implicite wątpliwości, czy zachowania werbalne odbierane jako przykre – można uznać za dyskryminacyjne).

Ostrożnie trzeba wyodrębniać i wskazywać Inność, bowiem samo jej podkreślanie może okazać się stygmatyzujące. Intencja pomocy i wsparcia Innych etnicznie, może skutkować ich negatywnym naznaczaniem – to chyba najtrudniejszy do pokonania paradoks wielokulturowości.

[1]    O strukturze etnicznej wrocławian więcej w: K. Dolińska, J. Makaro, O wielokulturowości monokulturowego Wrocławia, Wrocław 2013, s. 39-54. Dane nie omówione w książce wskazują, że już daje się zaobserwować intensyfikacja ruchu migracyjnego na Dolny Śląsk. W roku 2014 złożono niemal 100% więcej wniosków o pobyt stały (w roku 2015 prognozowany jest niemal czterokrotny wzrost w stosunku do 2013 roku), natomiast do końca czerwca 2015 roku złożono już tyle samo wniosków na pobyt czasowy, co w całym 2013 roku.

[2]    K. Dolińska, J. Makaro, Wielokulturowość Wrocławia i stosunek jego mieszkańców do Innych, [w:] Uczestnicy, konsumenci, Mieszkańcy. Wrocławianie i ich miasto w oglądzie socjologicznym, (red.) M. Błaszczyk, J. Pluta, Wrocław 2015, s. 72.

[3]    Prezentowane w dalszej części ustalenia empiryczne oparte zostały na zwiadzie badawczym prowadzonym od lutego do kwietnia 2015 roku przez Fundację Dom Pokoju, na zlecenie Urzędu Miasta Wrocławia.

[4]    Nie inaczej rzecz ma się w przypadku referowanych badań, czemu dał wyraz jeden z respondentów: Jezu…, wy mnie za jakiegoś cudaka macie? […] To że jestem Romem nie znaczy, że każdy „Rom” jest taki sam i pytania jakbym był naprawdę jakimś skrzywdzonym przez los […]

Julita Makaro – adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego (Zakład Socjologii Pogranicza); autorka wielu publikacji z dziedziny socjologii i wielokulturowości; w dziedzinie jej zainteresowań naukowych znajdują się takie tematy jak:  pogranicza, mniejszości narodowe i etniczne, komunikacja społeczna i międzykulturowa, metodologia nauk społecznych; współpracuje z Fundacją Dom Pokoju w projekcie Analiza Funkcjonalna Wrocławskich Osiedli, realizowanym na zlecenie Gminy Wrocław oraz przy badaniu wielokulturowym, którego efektem jest raport: O wielokulturowości monokulturowego Wrocławia;