Siostrzeństwo ponad różnicami

Różne doświadczenia nauczyły mnie czegoś bardzo ważnego, że istnieje język porozumienia między słowami. Porozumienie pomimo różnic. To coś co mogę nazwać “język życia”. Gościnny wpis Patrycji Art w ramach cyklu Uczymy się jak pomagać.

W 2017 roku podjęłam pracę w Fundacji Dom Pokoju we Wrocławiu, w projekcie ROMA z Romami i Romni Rumuńskimi. Nie wiedziałam wtedy, jakie będzie to doświadczenie, co z moich umiejętności przyda mi się najbardziej w tym przedsięwzięciu. Mimo tego postanowiłam kierować się tym co zawsze sprawdza się najbardziej w moim życiu – intuicją. 

Uniwersalny język

Wchodząc do projektu ROMA miałam za sobą kontakt z różnymi narodowościami, kulturami, wierzeniami, m.in. z Pierwszymi Narodami w rezerwatach w rejonie Ontario w Kanadzie i z tradycyjnymi rodzinami hinduskimi w Pune w zachodniej części Indii. Ponadto od 2004 roku brałam udział w Kręgach Kobiet, gdzie poznałam i nadal poznaję wyjątkowe porozumienie jakie my kobiety możemy stworzyć między sobą – siostrzeństwo. Właśnie te doświadczenia nauczyły mnie czegoś bardzo ważnego, że istnieje język porozumienia między słowami… Porozumienie pomimo różnic. To coś co mogę nazwać “język życia”. Składa się on przede wszystkim z podobieństwa w tym, czego doświadczamy – narodziny, przemiany związane z wiekiem, relacjami, radzenie sobie z trudnościami, budowanie swojej tożsamości. Mimo różnic w obyczajach czy tradycjach istnieje uniwersalne podobieństwo w tym czego doświadczamy. Często różni nas tylko sposób wyrażania tego oraz zakres wolności osobistej.

Miało to ogromny wpływ na moją pracę z Romni – kobietami społeczności Romów. Pierwsze miesiące były czasem jak koszmar – w ciągu kilku godzin emocje w naszym kontakcie mogły zmienić się od przyjaznych po ekstremalnie wrogie i agresywne. Długie miesiące trwało nim zbudowała się między mną a nimi nić zaufania. Podstawą było porozumienie w potrzebach – jak każda kobieta i one chciały być szczęśliwe, mieć coś ładnego do ubrania, czasem zjeść coś specjalnego, aby ich dzieci miały zaspokojone swoje potrzeby. Z czasem zaczęły się przede mną otwierać. Widziały, że rozumiem ich potrzeby i pomagam im je zaspokoić. Ze mną można było coś załatwić.  Innym ważnym elementem, który robił na nich duże wrażenie był mój brak strachu wobec ich często przemocowych i dominujących partnerów. W kontakcie z nimi, którego też musiałam się nauczyć, byłam z tymi mężczyznami na równi i też dyktowałam warunki. Widziałam, że na niektórych kobietach robiło to ogromne wrażenie. One często nie miały możliwości wyboru – partnera, wieku kiedy rodzą pierwsze dziecko, czy decyzji czy chcą zajść w ciążę czy nie. Ja mogłam podejmować te decyzje całkowicie bez presji i sama decydować o tym z kim i jaką relację mam. Nie bałam się konfrontacji z mężczyznami i stawiania im granic. Widziałam po niektórych z nich, że im to imponuje, mimo, że często mówiły, że nie rozumieją jak mogę “tak żyć”.

Jesteś moją siostrą

Jedna z kobiet – M.  odkryła we mnie powierniczkę swoich życiowych doświadczeń. Jako mama wielodzietnej rodziny wiele godzin spędzała sama na opiece nad dużą i aktywną gromadką potomstwa. Z czasem nasze rozmowy i jej wyjście “na fajkę” na balkon ze mną były tym oddechem w ciągu dnia, gdzie miała trochę odrębnej przestrzeni dla siebie. Nasze rozmowy stawały się coraz bardziej szczere, głębokie. Ona pytała mnie często o bardzo prywatne rzeczy.  Kiedy odpowiadałam szczerze, ona dzieliła się swoimi przeżyciami. Starałam się wplatać zadania związane z pracę w te bardzo intymne rozmowy i pokazywałam im, że rozwiązania jakie proponuję – współpraca z Fundacją czy edukacja dzieci może mieć dla niej korzyści.  W ramach naszej relacji i tej “miękkiej komunikacji” starałam się wypracować też efekty w pracy asystentki. Po ponad roku M. powiedziała, że jestem jej siostrą. Już wiedziała, że kiedy nie ma jej męża, bo jedzie zarabiać, to właśnie ja pomogę jej przynieść jedzenie do domu. Postanowiłam, że będę wprowadzać M. w nasz świat przyjemności: poszłyśmy kiedyś na kawę, ona zaprosiła mnie na “kebab”, poszłyśmy też kiedyś oglądać ubrania w markowym sklepie w jednej z galerii. Podziwiałam M., kiedy bez żadnego kompleksu zapytała ile kosztuje spódnica i na cenę 120 zł powiedziała: drogo! – i wyszłyśmy.  Często robiła plany, co i jak zrobimy kiedy przyjdą pieniądze. Rzadko nam to się udawało, ale zawsze była to jakaś mentalna odskocznia. M. w społeczności romskiej nie miała bliskich koleżanek, nikt nie wspierał jej w opiece nad dziećmi. Byłam dla niej bezpieczną i zaufaną osobą, bo nie roznosiłam plotek po społeczności i ona o tym wiedziała.

E. była jak na Romni elegancką i wycofaną kobietą. Pamiętam, jak spojrzała na mnie znacząco, kiedy powiedziałam jej  “jeśli masz problem, możesz mi powiedzieć”. Z czasem zaczęła się otwierać i okazało, że jest nieszczęśliwa w małżeństwie z agresywnym mężem, a jej prawdziwą miłością jest ktoś inny. Pokazywałam jej rozwiązania jakie oferuje nasz system – rozwód, alimenty. E. powiedziała, że u nich jest tak, że kobieta musi “uciec od męża” na 7 dni wtedy jest to oficjalne rozstanie. Ten proces trwał wiele miesięcy aż E. rzeczywiście uciekła i przez jakiś czas była spełniona z miłością życia. Do momentu kiedy mąż postanowił ją “odbić”. E. podobnie jak M. nie miała powierniczek w społeczności. Przez niektóre była krytykowana, że kocha innego. Ja jej nie oceniałam, mówiłam, że “u nas” kobieta może być z kim chce i też bez ślubu. E. jako jedna z nielicznych nosiła spodnie, ubierała się bardziej jak my niż jak Romni. Często mówiła, że jej się podoba nasze życie. Mam przeczucie, że miała na myśli swobodę wyboru…

Prawo do decyzji, prawo do przyjemności

Jednym z ciekawych tematów w pracy z Romni była antykoncepcja. U nich macierzyństwo jest jednym z najważniejszych priorytetów w życiu kobiet. Dla większości z nich było to bardzo dziwne, że nie mam własnych dzieci i kiedy pytały czemu, mówiłam wprost, że stosuję antykoncepcję. Tłumaczyłam im, że tak jak i ja mogą decydować o swoim macierzyństwie. Wiem, że nie zawsze mogły swobodnie się na to zdecydować, ze względu na presję rodziny. Popularne były wśród nich spirale,  o których wiedziały od osób ze stowarzyszenia Nomada. Nomada też miała dostęp do darmowych spiral, z czego niektóre z Romni korzystały. 

To były dla mnie bardzo poruszające doświadczenia. Wykraczały poza ramy mojego stanowiska pracy, dlatego, że wydarzały się na mniej oficjalnej stopie, przy kawie, fajce. Dla tych osób bardziej zrozumiałe było, kiedy pokazywałam siebie od strony prywatnej bardziej niż oficjalnej. Dla mnie z czasem jasne stało się, że właśnie w tej sposób możemy wspólnie coś wypracować, nie zachowując chłodny dystans, ale otwierając się na kobiety jak na “Siostry”, które jak i ja przechodzą przez podobne doświadczenia. Widziałam często, że jestem o wiele bardziej od nich społecznie uprzywilejowana…  Zależało mi zawsze aby i one mogły wiedzieć, że jak i ja mają prawo do korzystania z różnych przywilejów, przyjemności, dóbr. Właśnie na takiej bazie mogłam też przekazać im ważne informacje jak poruszać się w naszym systemie, nie musząc łamać czy naginać prawa. 

Po zakończeniu pracy w projekcie nadal miałam kontakt z tymi kobietami. Z czasem się urwał. Myślę jednak, że kiedyś znów się spotkamy na kawie. To są właśnie cenne chwile kiedy osoby społecznie wykluczane i niewidziane mają okazję być wysłuchane, zobaczone. Dostać szczerą uwagę i okazać to samo na swój unikalny sposób.

______________________________________

Patrycja Art – z wykształcenia socjolożka, wieloletnia weganka i aktywistka. Od 2004 roku uczestniczy w Kręgach Kobiet, prowadziła też Kręgi Kobiet i Czerwony Namiot dla kobiet w Szkocji i w Polsce. Fascynuje ją pradawny świat kultur boginicznych – kiedy Natura i kobiecość były w centrum życia społecznego.

Uczymy się jak pomagać mądrze

W połowie marca ulice Wrocławia opustoszały. Szkoły, instytucje kościelne i świeckie, organizacje – po chwili dezorientacji zamarły aby przearanżować swoją działalność. Niektóre (kościoły, parafie) niemal zupełnie ją ograniczyły, inne – przeniosły do sieci. Kto został? Poza osobami, których praca wymagała realnej obecności, została również duża grupa osób bezdomnych lub utrzymujących się z pomocy doraźnej (datki zbierane na ulicy – żebranie, zakupy robione przez ludzi dobrej woli, paczki żywnościowe z Banku Żywności, korzystający z kuchni charytatywnych czy lodówek społecznych). Ich sytuacja dramatycznie się zmieniła.

W pojedynkę nie damy rady

To truizm, ale jednorazowa akcja charytatywna nie rozwiąże złożonych problemów społecznych. Podobnie jak nie dokona tego jedna organizacja społeczna, jeden filantrop, nawet ten o najbardziej zamożnym portfelu. Potrzebna jest współpraca: tych, którzy mają czym się dzielić, z tymi, którzy dysponują konkretnymi rozwiązaniami – organizacjami społecznymi. Współpraca mądra, efektywna, oparta na wzajemnym szacunku i zrozumieniu.

Ale od czegoś trzeba zacząć. Odruch serca jest punktem wyjściowym.
Anna Korzeniewska, Forbes

Jednak droga serca wiedzie częściej ku litości i pomocy interwencyjnej. Działanie ad hoc chwilowo może rozwiązać trudności, ale najczęściej nie wpłynie na zmianę położenia danej osoby. Jedynie pomoc nastawiona na długofalowy proces jest gwarantem transformacji. Stwarza szansę do działań efektywnych, a nie tylko efektownych. Do zmiany długofalowej, ukierunkowanej na określony efekt potrzebna jest ścieżka rozumu. Tylko ona powiedzie nas do świadomej, pięknej filantropii, stając się przy tym drabiną zmian w życiu osoby korzystającej ze wsparcia.

Mądre pomaganie, czyli systemowo i bez stygmatu

Potoczne, stereotypowe myślenie stygmatyzuje. I determinuje nasz sposób myślenia o niesionej pomocy. Ogłosiliśmy kiedyś, że organizujemy wsparcie dla dzieci z domu dziecka. Zgłosiło się mnóstwo ludzi dobrej woli z zabawkami, pluszakami, słodyczami. A tymczasem potrzeba było: majtek, skarpetek, pasty i szczoteczek do zębów, gier edukacyjnych, piłek, skakanek. Dlaczego dom dziecka kojarzy nam się głównie z potrzebą pluszowego misia?

Jak zatem działać, żeby pomoc nie stygmatyzowała i nie zatrzymywała w miejscu osoby czy grupy, którą wspieramy? Jaką drogę wybrać aby pomoc nie uzależniała, ale aby stanowiła realne wsparcie zmiany życiowej i odpowiadała na potrzeby? Jak myśleć systemowo, by nie podtrzymywać wyuczonej bezradności? 

Oczywiście każdy odruch serca jest ważny i nawet najmniejsza pomoc się liczy. Warto jednak zachować balans – niezamierzonym efektem doraźnej pomocy może być uzależnienie – czekanie na datek, celowy zasiłek, paczkę żywnościową może ograniczyć inne działania danej osoby. Pamiętajmy, że wykluczenie społeczne często skutkuje lękiem przed opuszczeniem strefy komfortu, niskim poczuciem własnej wartości. Do tego dochodzi stereotypizacja czy racjonalizowanie sobie sytuacji, która dla nas jest trudna w odbiorze – żebrze, bo nie umiał/a pracować. 

Można by tu przytoczyć mnóstwo historii naszych własnych i zasłyszanych – jedne o tym, jak fryzjer czesze modnie osoby bezdomne, aby miały większe szanse na rynku pracy. Inne, jak historia mojej koleżanki, o tym, że ofiarowana osobie nocującej na korytarzu w bloku, kanapka, została przyklejona starannie do drzwi ofiarodawczyni. Nigdy nie wiemy, czy nasz odruch serca ratuje komuś życie czy jest wsparciem w tym momencie niepotrzebnym i niechcianym. 

Praca z niewidzialną grupą społeczną

Od 2016 roku Fundacja Dom Pokoju realizuje projekt społeczny, skierowany do wielokulturowej społeczności, która przez lata była wykluczona, a nawet niewidzialna społecznie.

Niewidzialność społeczna sprawia, że wypadamy z sytemu. Nie korzystamy zatem z opieki zdrowotnej czy edukacji. W praktyce nie wiemy więc co zrobić, gdy nas boli ząb, zwichniemy nogę – co najwyższej zwracamy się ku działaniom interwencyjnym. Nasze dzieci nie uczą się czytać i pisać, albo kończą edukację na poziomie podstawowym, choć mogłyby więcej.

Kiedy widzimy żebrzące dziecko, łamie nam się serce. Mamy natychmiast odruch pomocy, kupienia mu czegoś dobrego. W ilu z nas budzi się refleksja, że właśnie łamane są jego podstawowe prawa? Gdzie są jego rodzice, czy to dziecko chodzi do szkoły? Dlaczego teraz nie jest na lekcjach? Żyjemy w państwie, w którym od kilku lat funkcjonuje system świadczeń 500+. Na każde dziecko. Zdania na temat tego wsparcia są podzielone, ale jedno jest pewne – żebrzące dziecko nie powinno być na ulicy, powinno być w szkole. Jeśli jeszcze macie wątpliwości, pomyślcie – jaki los czeka dziecko, które nie chodzi do szkoły?

Więcej na ten temat w rozmowie z Janiną Ochojską.

Pracujemy ze społecznością wielokulturową, która ze względu na pochodzenie etniczne, jest mocno stereotypizowana. Niewidzialność społeczna i stereotypy stanowią podwójny klosz, bardzo ciężki do przebicia. Jednak lata pracy, opartej głównie na relacji, nauczyły nas, że jest to społeczność bardzo refleksyjna i szybko ucząca się. Pamiętam konstatację jednej z asystentek: “pochodzę z biednej rodziny. Moi rodzice musieli bardzo oszczędzać i mnie tego uczyli. Pracuję ze społecznością, która pokoleniowo wychowywała się w skrajnie złych warunkach, poza systemem. Uczę ich, jak moi rodzice uczyli mnie”. 

Zdjęcie lotnicze koczowiska, ul. Kamieńskiego we Wrocławiu
Zdjęcie lotnicze koczowiska, ul. Kamieńskiego we Wrocławiu

Mówiąc o mądrym pomaganiu warto posłużyć się piramidą potrzeb Maslowa. Aby mówić o edukacji, zapisaniu do przychodni rejonowej, szukaniu i utrzymaniu pracy, należy zaspokoić potrzeby podstawowe: dach nad głową i jedzenie. Potem poczucie bezpieczeństwa. Decydując się na pracę z niewidzialną społecznością wielokulturową musieliśmy stworzyć długofalową strategię, znaleźć środki i zacząć rozmawiać z osobami o zmianach, które ich dotyczą. Jednak aby rozpocząć procesy integracyjne i na powrót uczynić tę społeczność widzialną, najpierw należało zapewnić im godziwe warunki życia. Ciepło, dostęp do bieżącej wody, prądu, toalety – to, co dla nas jest naturalne, dla nich było nieosiągalne. Rozważyliśmy mnóstwo możliwości, analizując rozwiązania zastosowane w innych krajach: tymczasowe domki, nowa osada, różne rodzaje budownictwa społecznego, dedykowany ośrodek. Kierując się potrzebami społeczności, presją czasową oraz możliwościami Gminy Wrocław zdecydowaliśmy się na metodę housing first w połączeniu z rapid housing. W praktyce oznacza to, że rodziny zostały przeniesione do mieszkań, które mają status lokali treningowych, dzięki czemu ich warunki bytowe znacznie się poprawiły. Widzialność dla systemu oraz status mieszkańców Wrocławia zaowocowały możliwością ubiegania się o lokale socjalne, na równi z innymi mieszkańcami miasta. Przeczytajcie więcej o projekcie.

Działania nawykowe

Dlaczego osoby wychodzące z wykluczenia, kiedy mają gorszy okres ekonomiczny, wychodzą żebrać? Lub zbierać puszki, złom? Bo to są bezpieczne mechanizmy, które znają. Nasze doświadczenie pokazało, że największym blokerem aktywizacji zawodowej nie jest brak kompetencji, ale bardzo niska samoocena. Sytuacja społeczno – epidemiologiczna pokazała w całej jaskrawości, jak bardzo niektóre osoby i grupy społeczne uzależnione są od pomocy doraźnej.

Pomoc to niezwykle złożony temat, niniejszym tekstem rozpoczynamy cykl “Jak pomagać mądrze” – w kolejnych przeczytacie między innymi o ośmiu filarach asystentury, które realizujemy w naszym projekcie, a także o emancypacji kobiet z tej społeczności. W mądrym pomaganiu, przenikają się i uzupełniają ścieżka serca i rozumu. Na pytanie Czy pomagać?, zawsze odpowiemy twierdząco. W kilku kolejnych wpisach, poszukamy odpowiedzi na pytanie Jak pomagać?

______________

Dorota Whitten wiceprezeska Fundacji, socjolożka i mediatorka, zajmują się transformacją konfliktu w przestrzeni społecznej.

Swoje działania zawodowe prowadzi na styku socjologii i mediacji – dziedzin, które uzupełniając się tworzą podwaliny pod budowanie dialogu wielopoziomowego w społecznościach lokalnych. Wspólnym mianownikiem jej wielokierunkowej i wielowymiarowej działalności pozostaje współczynnik humanistyczny.

Jak budować relacje, zamiast stawać do walki?

Maja Zabokrzycka

W teorii dialogu więcej jest o słuchaniu niż prezentacji własnego stanowiska. Często wymaga wyjścia z wygodnego i bezpiecznego miejsca, które umościliśmy sobie wśród ludzi o takich samych poglądach. 

Mniej niż miesiąc temu przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Przeprowadzka odbywała się z covidem w tle, więc nie brakowało napięć i stresów. Gdy już zadomowiliśmy się w nowym lokum, okazało się, że sąsiad pod nami lubi mocne basy. Głośno i do 6:00 rano. Pierwszej nocy, gdy zaprezentował nam swój gust muzyczny, obudziłam się o 2:00 przerażona. Mój zaspany mózg wygenerował wizję bandy dresów na dopalaczach. Jak trusia siedziałam pod kołdrą, nie zmrużywszy oka do świtu, nadając sąsiadowi kolejne mało sympatyczne epitety i wizualizując jak aresztuje go policja. 

Przy kolejnej imprezie, nieco po północy, postanowiłam przełamać lęk i poprosić o ściszenie muzyki. Zamiast dresa, za drzwiami stał sympatyczny chłopak, u którego było dwóch kolegów. Nieco obruszył się, że przesadzamy (przecież jest weekend). Następnie przedstawił się jako Robert i zapytał, czy to my się właśnie wprowadziliśmy. Zarzucił jeszcze, że szuramy meblami o drugiej w nocy, czego jakoś nie mogłam sobie przypomnieć, ale zachęciłam go by do nas zapukał, jeśli będziemy mu przeszkadzać. Kiedy już doszliśmy do porozumienia, że do 23:00 muzyka może lecieć w dowolnym natężeniu, ale potem ją ściszy, z interwencją z góry przybył mój partner, wygrażając, że “Jeszcze raz, a dzwoni po policję!”…  Obawiałam się, że moje pokojowe próby złagodzenia sporu spalą na panewce, jednak od tamtej pory Robert wymienia ze mną na schodach uprzejmości i przestał fundować nam rave’y wbrew naszej woli. 

Wierzę, że w większości przypadków rozmowa jest lepsza od siłowych rozwiązań. W naszym przypadku rzeczywistość miała niewiele wspólnego z wyobrażeniami. Nie jestem pewna, co dokładnie przyniosło skutek – prośba, czy groźba? Być może ich połączenie. Pewnym jest, że pomogło spotkanie, rozmowa o potrzebach i wspólne wypracowanie granic. 

W ostatnich latach w Polsce nasila się polaryzacja pomiędzy różnymi grupami społecznymi. Kolejne zdarzenia ze sfery publicznej, jeszcze silniej nas antagonizują – wycinki Puszczy Białowieskiej, kolejne ustawy zaostrzające przepisy antyaborcyjne, likwidacja niezawisłości sądów, obecny lockdown, czy organizacja wyborów drogą korespondencyjną. Przy każdym z tematów pojawiają się podziały na “my” i “oni”, przebiegające według różnych osi. W reakcji na te podziały dialog nabiera szczególnie wielkiego znaczenia. 

W teorii dialogu więcej jest o słuchaniu niż prezentacji własnego stanowiska. Daje przestrzeń na różnorodne poglądy. Opiera się na braku oceny i nie zakładaniu z góry intencji drugiej strony – zamiast tego ich poznaniu. W dialogu kluczowa jest ciekawość drugiego człowieka i pokora. Niezbędna jest troska i empatia. Często wymaga wyjścia z wygodnego i bezpiecznego miejsca, które umościliśmy sobie wśród ludzi o takich samych poglądach. Dialog nie jest nastawiony na konkretny cel, czy porozumienie. Daje prawo do bezbronności i okazania słabości. Zakłada szczerość i prawo do błędu. W przeciwieństwie do debaty, nie zmierza do pokonania współrozmówców w walce na argumenty. Wymaga poczucia bezpieczeństwa i dużego zaufania, które przychodzi z czasem. 

Tak. Trzeba włożyć dużo wysiłku by nie nakładać na rozmówców własnych klisz i dojrzeć człowieczeństwo pod etykietą – antyszczepionkowców, lewaków, nacjonalistów, lesbijek, denialistów klimatycznych, katoli, feministek, działaczkaczek strajku kobiet, dzieciorobów… Zwłaszcza teraz, gdy w trakcie kwarantanny, bardzo duża część naszej komunikacji przenosi się do internetu. W facebookowych postach, czy innej internetowej wymianie zdań, jeszcze łatwiej o skróty myślowe i erystyczne wybiegi, które zatrzaskują nas na zrozumienie perspektywy innej niż nasza.

Izolacja sprawia, że pojawiają się nowe obszary, w których nienawistne komentarze wylewają się bez kontroli. W marcu głośny był przypadek samobójstwa znanego ginekologa – profesora Rokity, zakażonego wirusem COVID-19. Niebagatelne znaczenie w tym przypadku miały hejterskie komentarze pod artykułem na temat zakażenia lekarza w kieleckiej gazecie “Echo dnia”. Także w przypadku “Szkoły z TVP” dominowały skrajnie krytyczne głosy, pozbawione empatii pod adresem nauczycieli i nauczycielek przed kamerami. W tej chwili mamy do czynienia także z bezpośrednimi atakami na mienie medyków i pielęgniarek, którzy działają na głównej linii frontu z wirusem. Warto pamiętać, że polaryzacja znacząco wzmacnia się w social mediach – także przez szerzenie różnego rodzaju fake newsów. To właśnie dialog może być metodą na rozbrojenie dezinformacji! 

„Reunion”, reż. Jon Haukeland (zdjęcie: https://www.facebook.com/pg/ReunionTenYearsAfterTheWar)

Wiele jest przykładów skuteczności dialogu także w niezwykle zaognionych konfliktach. Jako Fundacja Dom Pokoju testujemy go lokalnie, we Wrocławiu. Korzystamy między innymi z metod wypracowanych przez Nansen Center Dialogue and Peace w rejonach ogarniętych wojną i głębokimi podziałami na tle etnicznym i religijnym. Nansen Center to istniejąca od 30 lat organizacja z Lillehammer w Norwegii. Ośrodek w latach 90. prowadził działalność na Bałkanach, pracując ze zwaśnionymi stronami, między innymi w walkach między Serbami a Albańczykami o Kosowo. [Zachęcam do obejrzenia niezwykle poruszającego filmu dokumentalnego o tym procesie – Reunion – ten years after the warJona Haukelanda, który pokazuje spotkania tuż przed wybuchem wojny w 1999 oraz 10 lat później]. Te metody sprawdziły się także w Afganistanie, Kolumbii, Kenii, Ukrainie i Iranie, doczekały się także nominacji do pokojowej nagrody Nobla. 

Wszystko zaczyna się od rozmowy. Rozmawiajmy i słyszmy się – niezależnie od tego, czy w sąsiedzkim sporze, czy w głębokim kryzysie, jak ten wywołany przez COVID-19. 

_______________

Maja Zabokrzycka, prezeska Fundacji, z wykształcenia dziennikarka i specjalistka ds. PR. Zajmuje się budowaniem dialogu i pracą w społecznościach lokalnych. Specjalizuje się w rewitalizacji społeczno-gospodarczej i budowaniu sieci współpracy międzysektorowych. Jej zawodowe obszary zainteresowań to także partycypacyjne projektowanie przestrzeni i włączanie biznesu we współtworzenie lokalnych wspólnot.

“Zanim wyruszysz po zemstę, wykop dwa groby”

Joanna Wajda

Te słowa Konfucjusza to idealna klamra niniejszego tekstu. Wbrew pozorom zemsta nie przynosi słodyczy ukojenia, nie leczy zranień. Zwykle zostawia ruiny i zgliszcza, doszczętnie pochłaniając tych, którzy jej ulegają. Zatruwa ich życie zgorzknieniem, po kawałku odbiera wszystko co cenne
i ważne – relacje, radość, zdrowie. Zostawia emocjonalny grób. Jak dla mnie, zemsta to siostra śmierci, tyle, że z lepszym działem public relations.

 Przyznam się, że zamierzałam pisać na zupełnie inny temat. Jednak tekst Doroty Whitten “Krótka historia katastrof żywiołowych: od pozostawionej filiżanki do trzęsienia ziemi” i przywołany w nim film “Wojna Państwa Rose” co chwilę wyłaniał się w moim umyśle, nie pozwalając przeniknąć innej myśli. Twarz Barbary i Oliwiera stały się moim przekleństwem, ale i natchnieniem…

W swym prawniczym wcieleniu takich par i takich historii jak państwa Rose znam wiele, może nie z tak tragicznym finałem. Niejednokrotnie byłam świadkiem jak 10-letnie firanki czy landszaft kupiony lata temu, za przysłowiowe grosze przeistaczały się w rodowe pamiątki o najwyższej wartości historyczno-sentymentalnej. Ba! Do firanek potrzebny był nawet rzeczoznawca, który finalnie okazał się partaczem i gburem. Jak bowiem można powiedzieć “bez wartości” na rzecz tak bezcenną! Chociaż w tym punkcie “moja” Barbara i Oliwier byli choć na chwilę zgodni. 

Jednak byli i inni klienci – jak Nicole i Charlie – z twarzą Scarlett Johansson i Adama Drivera – bohaterów filmu “Historia małżeńska”. Można powiedzieć, że oba przywołane filmy mają analogiczną kanwę (studium rozpadu związku), wiele wspólnych mianowników – emocje, niespełnione ambicje, dzieci, w obu nie zobaczymy lukrowanego końca. Pomimo wielu zbieżności “Historia małżeńska”  opowiada zupełnie inną historię… 

fot. Netflix

Dla mnie to film o przebaczeniu – procesie, o których rzadko mówimy i którego nie doceniamy. Czym jest “przebaczenie”? To wewnętrzny, złożony proces osoby, która czuje się skrzywdzona. Jego finałem jest świadoma decyzja o ograniczeniu negatywnych myśli, afektów i zachowania w stosunku do postrzeganego bądź rzeczywistego winowajcy oraz lepsze zrozumienie zarówno sytuacji, jaka nas spotkała, jak i motywów osoby za nią odpowiedzialnej. Mówiąc prosto to droga prowadząca do rezygnacji z destrukcyjnej siły gniewu, zaniechania urazy, a przede wszystkim porzucenie pragnienia odwetu czy zemsty. To proces, który wbrew pozorom nie opiera się na mechanizmie “odpuszczenia”, ani zapomnienia. Zatem żadne złote rady typu “przebacz, zapomnij” czy “bądź ponad to” nie wpisują się w jego przebieg. Pojednanie jest zakotwiczone w pamięci – nie odrzuca wspomnień, nie zmienia ich, nie szuka usprawiedliwień
w stosunku do tego co się wydarzyło. Pojednanie nie wyklucza kary za czyn. Nie zaprzecza też towarzyszącym emocjom – nie wypiera gniewu, lęku, żalu, smutku.  Uczucia bowiem to nie kamfora – nie wyparują same z siebie. Wręcz odwrotnie, zduszone, odroczone emocje będą pęcznieć, jątrzyć naszą ranę i w końcu dadzą o sobie znać w postaci niekontrolowanego wybuchu,  fizycznego bólu, a nawet autodestrukcyjnych aktów.  

Proces pojednania wymaga siły wewnętrznej i odwagi do zmierzenia się ze swoim bólem, refleksji co samego siebie i gotowości na zmianę. Czasami przydaje się wsparcie specjalisty. To długa i żmudna droga, pełna pokus pójścia na skróty lub zawrócenia. Jednak jak dotrzemy do celu otrzymamy nagrodę – poczucie wolności, swoistego oczyszczenia od negatywnych myśli, zgorzknienia czy chęci zemsty. To przysłowiowa kropka, którą samodzielnie i rozmysłem stawiamy. Po niej piszemy już nową historię…

_____________

Joanna Wajda – wiceprezeska Fundacji, prawniczka, mediatorka, trenerka Edukacji Pokoju i Mediacji Rówieśniczych. Zwolenniczka edukacji antydyskryminacyjnej i metod partycypacyjnych, opartych na relacjach i poszanowania podmiotowości dzieci. To m.in. dzięki niej Konwencja Praw Dziecka zaczęła przemawiać językiem zrozumiałym dla najmłodszych. Dzieci – a zwłaszcza syn Mateusz – są dla niej źródłem inspiracji oraz motywują do poszukiwań i innowacji.

Krótka historia katastrof żywiołowych: od pozostawionej filiżanki do trzęsienia ziemi

Dorota Whitten

Jedna z moich babć wpoiła mi w dzieciństwie żelazną życiową zasadę: zanim pójdziesz spać, wysprzątaj kuchnię na błysk! Jakby wybuchł pożar i strażacy wbiegną nas ratować, to katastrofa, katastrofą, ale przynajmniej nikt nie pomyśli, że u nas mieszkają flejtuchy. Przez długi czas w moim dorosłym życiu ta zasada stawała się zarzewiem konfliktów w relacjach z osobami, z którymi mieszkałam. Były to osoby bliższe i dalsze, jednak co wieczór ja domagałam się posprzątania kuchni, a wtedy zaczynała się licytacja: kto ma to zrobić i dlaczego, wyliczanie kto ostatni używał patelni itp. Emocje rosły. Kłótnia gotowa. Koszmar.

Kiedy długo jesteśmy ze sobą, przyglądamy się sobie uważniej, dostrzegając, wcześniej niewidoczne cechy charakteru i wady. Obowiązki domowe, kładzenie dzieci do łózka, rozrzucone skarpetki – każda codzienna sprawa może stanowić wówczas zarzewie niezłej awanturki. Orientacja wygrany – przegrany, częste: „udowodnię ci, że nie masz racji” są destrukcyjne dla naszych relacji. Zaczynają drażnić nas drobiazgi, które wcześniej nie zwracały naszej uwagi. Może zacząć się od przekomarzania albo żartobliwego przytyku, na który ktoś reaguje inaczej, niż tego oczekujemy. I rusza błędne koło szermierki na argumenty i dowody, które nas wciąga, generuje negatywne emocje i coraz trudniej nam z niego wyjść.

Oglądaliście film „Wojna państwa Rose”? Małżeństwo o nazwisku Rose postanawia się rozwieść, ponieważ po kilku latach razem okazało się, że wiele ich różni i po jakimś czasie nie potrafią się już ze sobą porozumieć. Nie będzie to łatwe, bo żadne z nich nie chce zrezygnować z pięknego luksusowego domu, którego się wspólnie dorobili. Konflikt eskaluje i przeradza się w tytułową wojnę. Każdy chce wygrać. Bardzo polecam – film znakomicie pokazuje relacje międzyludzkie, kolejne stadia emocji w konflikcie i zaangażowanie o wygraną w walce.

foto: Gracie Films, 20th Century Fox Film Corporation

Wzajemne, coraz częstsze, kłótnie i sprzeczki, wyczerpują, budują w nas nierzadko poczucie krzywdy, braku zrozumienia i bezsilności w starciu z sytuacją, której nie potrafimy odwrócić.

Może więc zamiast kontynuować wzajemne krzywdzenie się, warto poszukać pomocy? Mediator to osoba, która pomoże przekształcić nienegocjowany, destruktywny konflikt w taki, który doprowadzi do rozwiązań, może nie od razu idealnych dla wszystkich stron, ale pozwalających na głębsze zrozumienie postawy i potrzeb drugiej osoby. Dzięki temu opuścimy gardy, nie będziemy czuć się zagrożeni oraz wyjdziemy ze stanu permanentnej konfrontacji.

Dzięki pomocy mediatora nauczycie się znów ze sobą rozmawiać w taki sposób, aby budowane komunikaty nie prowadziły do nieporozumień. Zbudujecie podwaliny pod zaufanie (tak, czasem trzeba nauczyć się wszystkiego od początku), będziecie zmotywowani do pracy nad relacją i poczujecie się mniej niesprawiedliwie. Wielokrotnie w gabinecie mediacyjnym dochodziło do zmiany atmosfery rywalizacji na cieplejszą, skierowaną na zrozumienie, tylko dzięki przeprosinom, które osoby do siebie skierowały.

I na koniec – konflikt to również emocje. Pamiętajmy, że mamy do nich prawo, emocje są dla nas bowiem istotną informacją o potrzebach. Kiedy jednak używamy ich przeciwko drugiej osobie – stanowią potężny ładunek destrukcji. Polecam książkę Eline Snel „Uważność i spokój żabki”. Można się z niej nauczyć, że emocje są jak deszcz – choć przyszły i przesłaniają niebo, muszą minąć. Najlepiej zdać sobie z nich sprawę i dać im odejść. Po burzy zawsze przychodzi słońce.

________

Dorota Whitten wiceprezeska Fundacji, socjolożka i mediatorka, zajmują się transformacją konfliktu w przestrzeni społecznej.

Swoje działania zawodowe prowadzi na styku socjologii i mediacji – dziedzin, które uzupełniając się tworzą podwaliny pod budowanie dialogu wielopoziomowego w społecznościach lokalnych. Wspólnym mianownikiem jej wielokierunkowej i wielowymiarowej działalności pozostaje współczynnik humanistyczny.

Debata oksfordzka: Czy mediator powinien być neutralny?

14 października w ramach konferencji „Warto mediować w pracy”, zorganizowanej przez Uniwersytet Ekonomiczny i Stowarzyszenie Wrocławskie Centrum Mediacji odbyła się debata oksfordzka, której postawiona teza brzmiała: „Mediator powinien być neutralny”. Uczestnikami debaty byli doświadczeni mediatorzy, natomiast  w roli marszałka debaty wystąpił prof. Jan Miodek, honorowy gość konferencji.

Zapis debaty dostępny jest do odsłuchania w Internecie

konferencja-warto-mediowac-w-pracy_debata-oksfordzka

Debata oksfordzka – zasady

Debata oksfordzka to szczególny rodzaj dyskusji, wywodzący się z Uniwersytetu Oksfordzkiego, w której główny nacisk kładzie się na dobór odpowiedniej argumentacji, przy czym zabronione jest jakiekolwiek wyśmiewanie czy obrażanie mówców. W debacie oksfordzkiej dyskutujący dzielą się na dwie frakcje: Propozycji i Opozycji, natomiast nad porządkiem dyskusji czuwa Marszałek debaty wraz z Sekretarzem. Zadaniem każdej ze stron jest, w zależności od przynależności do frakcji, obrona lub próba obalenia postawionej tezy. Teza debaty powinna być jasno sprecyzowana, nie może być pytaniem (np. „Czy mediator powinien zachować neutralność?”) ani zostać postawiona w formie wyboru (np. „Mediator neutralny czy stronniczy?”).

Podczas debaty Oksfordzkiej przestrzeń sali podzielona jest na dwie części, w ten sposób, że strony Propozycji i Opozycji zasiadają naprzeciw siebie. Każdą ze stron debaty reprezentuje 4 mówców (4 mówców po stronie Propozycji i 4 mówców po stronie Opozycji), którzy występują naprzemienne po sobie. Debatę zawsze rozpoczyna mówca ze strony Propozycji, który definiuje tezę debaty i podaje najważniejsze argumenty. Kolejni mówcy mają za zadanie podawać argumenty i finalnie podsumować argumentację swojej strony. Również publiczność ma okazję do wzięcia czynnego udziału w dyskusji – zadając pytania wybranej stronie.

Ukoronowaniem debaty jest głosowanie, w trakcie którego publiczność ocenia, argumenty której strony okazały się bardziej przekonujące i czy postawiona teza została obroniona. Warto podkreślić, że celem debaty nie jest dojście do konkretnych wniosków, a jedynie wymiana poglądów.

konferencja-warto-mediowac-w-pracy_debata-oksfordzka2

„Czy mediator powinien być neutralny” – głosy za i przeciw

Podczas debaty, która odbyła się w ramach konferencji „Warto mediować w pracy”, strona Propozycji (która broniła tezy, iż mediator powinien być neutralny) podkreślała, że neutralność mediatora jest gwarancją sprawnego przebiegu mediacji, sam proces mediacji zakłada obecność neutralnego mediatora, a ewentualna stronniczość osoby mediującej grozi pojawieniem się negatywnych emocji podczas mediacji, brakiem zaangażowania stron w rozwiązanie konfliktu, a nawet postawieniem zarzutów, że konflikt został rozwiązany w sposób niewłaściwy, czy też stronniczy.

Natomiast strona Opozycji starała się wykazać, że samo pojęcie neutralności jest nieostre, trudno je jednoznacznie zdefiniować, a co za tym idzie – niemożliwym jest, żeby stanowiło ono fundamentalną i niepodważalną zasadę mediacji. Co więcej – zwrócono uwagę na fakt, że sama mediacja jest procesem złożonym, burzliwym i dynamicznym, opierającym się na złożonych relacjach międzyludzkich i emocjach, a więc trudnym do zredukowania do uproszczonego schematu relacji, którym można zarządzać zawsze w ten sam sposób. Podczas dalszej części debaty padało wiele interesujących stwierdzeń i argumentów, a o tym, że postawiony problem jest niejednoznaczny i trudny do rozstrzygnięcia najlepiej świadczy wynik debaty – publiczność zdecydowała, że dyskusja zakończyła się remisem…

Cały przebieg debaty można obejrzeć w Interncie – zapraszamy serdecznie!


tekst: Michał Mazur, Fundacja Dom Pokoju

 

 

 

 

 

 

Przemoc w cyberprzestrzeni jako lustro relacji w świecie społecznym…

27 października 2016 roku Fundacja Dom Pokoju wraz z Regionalnym Przedstawicielstwem Komisji Europejskiej, Dolnośląskim Kuratorium Oświaty oraz Dolnośląską Szkołą Wyższą we Wrocławiu. Tematem przewodnim konferencji będzie zjawisko cyberprzemocy, dyskryminacji oraz mowy nienawiści wśród młodych ludzi.

Filmik z konferencji, zrealizowany przez Komisję Europejską, dostępny jest już w Interncie!

Są to zagadnienia, które stanowią nie tylko współczesne wyzwania dla edukacji, ale i znaczący problem społeczny. Razem z praktykami, naukowcami i ekspertami będziemy chcieli przyjrzeć się tym zjawiskom, pokazać stojące za nimi mechanizmy, ale również zaprezentować skuteczne metody profilaktyki. Stąd oprócz wykładów proponujemy bogaty zestaw warsztatów, a zaproponowana forma uczestnictwa pozwala zaangażować w konferencje zarówno pedagogów, jak i młodzież. Honorowy patronat nad konferencją objęli: Rzecznik Praw Dziecka oraz Rzecznik Praw Obywatelskich.

konferencja_przemoc_w_cyberprzestrzeni_v5_okladka_prev-02

Poniżej postaramy się pokrótce opisać sposób, w jaki chcemy przeprowadzić konferencję „Przemoc w cyberprzestrzeni jako lustro relacji  w świecie społecznym”. Szczegółowe informacje i harmonogram znajdą Państwo na naszej stronie Internetowej, gdzie opisujemy wszystkie wydarzenia organizowane przez Fundację Dom Pokoju w ramach Jesieni Dialogu.

REKRUTACJA UCZESTNIKÓW

Z uwagi, iż centrum naszego zainteresowania stanowi młody człowiek do udziału w konferencji zaprosiliśmy nie tylko przedstawicieli grona pedagogicznego Państwa placówki/szkoły, ale również uczniów. Jesteśmy przekonani, że chcąc skutecznie przeciwdziałać cyberprzemocy, dyskryminacji oraz mowie nienawiści zdanie młodych osób musi zostać uwzględnione w naszym dyskursie.

Stąd prosimy o wyłonienie 2 tandemów składających się z:

  • 1 przedstawiciela grona pedagogicznego
  • 1 ucznia (łącznie 4 osoby).

Placówki/Szkoły zainteresowane udziałem w konferencji proszone były o wypełnienie formularza zgłoszeniowego, a informacje o  zakwalifikowaniu przesłane były bezpośrendio do zainteresowanych. Liczba miejsc  była ograniczona do 40 placówek/szkół, by warsztaty mogły być efektywne i udane. Udział w konferencji jest bezpłatny (obejmuje: udział w zajęciach, lunch, przerwy kawowe, materiały konferencyjne). Organizatorzy nie pokrywają kosztów podróży.

WYKŁAD INAUGURACYJNY

Wykład Inauguracyjny poprowadzi prof. dr hab. Jacek Pyżalski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Profesor Pyżalski jest doktorem habilitowanym nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki. To autor licznych publikacji naukowych, koordynator ok. 60 projektów badawczych (zarówno polskich jak i międzynarodowych), a także trener w obszarze komunikowania i trudnych zachowań oraz ekspert edukacji medialnej. W zakresie zainteresowań profesora Jacka Pyżalskiego leżą zagadnienia takie jak: agresja elektroniczna, nowe media, komunikacja w szkole, promocja zdrowia oraz cyberprzemoc wśród młodzieży. I to właśnie temu ostatniemu tematowi poświęcony zostanie inauguracyjny wykład konferencji.

WARSZTATY

W ramach konferencji odbędzie się 8 paneli warsztatowych, dotyczących zagadnień agresji w przestrzeni internetu.

  • Cyberprzemoc — rozpoznawanie i reagowanie na dyskryminację i mowę nienawiści w sieci

Uczestnicy warsztatu zwiększą wiedzę na temat tego czym jest cyberprzemoc, przećwiczą rozpoznawanie i reagowanie na sytuacje przemocowe w internecie. Warsztat poprowadzi Katarzyna Dułak z Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej.

  • Mowa nienawiści w Internecie – dostrzegam, analizuję i przeciwdziałam

Celem tego warsztatu będzie analiza przejawów mowy nienawiści w Internecie za pomocą narzędzi do badania strategii komunikacyjnych, wypracowanych w międzynarodowym projekcie “Radar – Regulating AntiDiscrimantion and AntiRacism”. Dodatkowym celem będzie zidentyfikowanie skutecznych metod przeciwdziałania temu negatywnemu zjawisku. Warsztat poprowadzi Barbara Górka z Fundacji Imago.

  • Żywa Biblioteka

Uczestnicy projektu wezmą udział w otwartej dla wszystkich Żywej Bibliotece, gdzie Żywe Książki – reprezentanci grup doświadczających stereotypów, uprzedzeń, wykluczenia i dyskryminacji, można zaprosić do rozmowy i zweryfikować swoje poglądy. Żywa Biblioteka jest metodą podważającą uprzedzenia, które wszyscy mamy. To przestrzeń, w której każdy może zweryfikować swoje stereotypy i krytycznie przyjrzeć się temu, jak myśli o innych. Koordynatorem warsztatu będzie Kamila Prociów ze Stowarzyszenia Diversja.

  • Przejawy dyskryminacji i możliwości jej przeciwdziałania

Warsztat ma na celu przedstawienie zagadnień związanych z problemem dyskryminacji, ze szczególnym uwzględnieniem zjawisk obserwowanych w szkołach. Uczestnicy omówią kluczowe pojęcia stosowane w badaniach społecznych dotyczących tej tematyki, przykłady wpływu dyskryminacji na osoby jej doświadczające, a także koncepcje wskazujące na możliwe przyczyny rozpowszechniania się uprzedzeń i funkcjonowania mechanizmów dyskryminacyjnych. Warsztat poprowadzi dr Marcin Starnawski z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

  • Jakie są konsekwencje przemocy, czyli o tym czego doświadcza agresor, ofiara i świadek

W trakcie warsztatu prowadzonego przez Jacka Rucińskiego z Centrum Wsparcia Rodziny Consilia, uczestnicy przyjrzą się długofalowym skutkom bycia ofiarą, sprawcą i obserwatorem. Zastanowią się także jakie mogą być przyczyny wchodzenia w rolę sprawcy, ofiary i świadka.

  • Internet- przestrzeń pełna dylematów

W czasie warsztatu Uczestnicy będą mogli w praktyce zmierzyć się z próbą własnej reakcji na przypadek przemocy w sieci. Warsztat będzie miał formę grupowego dylematu moralnego (Trening Wnioskowania Moralnego jest jednym z komponentów Treningu Zastępowania Agresji TZA-ART.), dzięki któremu Uczestnicy przetestują swój sposób postrzegania konkretnych, realnych sytuacji cyberprzemocy. Wszyscy będą mogli skonfrontować swój sposób postrzegania sytuacji przemocowej ze sposobami pozostałych Uczestników z różnych grup wiekowych, odkrywając być może nowe odpowiedzi na pytanie „Dlaczego w sieci zachowujemy się tak, jak się zachowujemy”. Warsztat poprowadzą Cecylia Bieganowska z ToDo Concept oraz Grażyna Kącka ze Stowarzyszenia Lecznica Dusz.

  • Jak przeżyć w cyfrowej dżungli?

Podczas warsztatu jego uczestnicy dowiedzą się, jakie są najskuteczniejsze, naukowo i praktycznie potwierdzone, sposoby na walkę z wirtualną agresją oraz jak jej zapobiegać. Poruszone zostaną także takie wątki, jak generowanie „wirtualnej empatii” oraz, w jaki sposób można najlepiej wykorzystywać nowe technologie, aby prowadziły do rozwoju osobistego oraz pomocy innym. Zaprezentowana problematyka będzie w pełni oparta o rzetelne badania empirycznej „psychologii internetu”. Warsztat poprowadzi Jakub Kuś ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

  • Giełda narzędzi i dobrych praktyk

Podczas warsztatu zostaną zaprezentowane dobre praktyki w zakresie przeciwdziałania zjawisku przemocy rówieśniczej, dyskryminacji oraz mowy nienawiści. Prezentowane będą modele wypracowane przez młodzież oraz sprawdzone w pracy edukacyjnej. Prowadzącymi są Liceum Ogólnokształcące w Górze, II LO im. Stefana Żeromskiego w Tomaszowie Mazowieckim oraz Fundacja Dom Pokoju.

FACYLITACJA

Podczas konferencji obecna będzie współpraująca z nami Dorota Kostkowska, specjalistka facylitacji graficznej i webinariów, która odpowiedzialna będzie za odpowiednie zobrazowanie przestawianej treści. Po konferencji z pewnością podzielimy się z Państwem powstałymi schematami i rysunkami. Również wydana przez nas publikacja będzie dostępna do pobrania w Internecie, a na bieżąco konferencję będzie można śledzić również poprzez stronę Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

publikacja_konferencja-2PUBLIKACJA

Na potrzeby konferencji wydaliśmy publikację, która zawiera nie tylko szczegółowy harmonogram i opis warsztatów, ale również artykuły naszych gości dotyczące tematu cyberprzemocy oraz dane statystyczne i kluczowe pojęcia dla tego zagadnienia. Publikację otwierają teksty wstępne organizatorów, którzy podkreślają istotę problemu

redakcja tekstu: Michał Mazur, Agata Janus


Koordynatorem konferencji jest _DSC7432Joanna Wajda

trenerka Edukacji Pokoju i doradczyni obywatelska, w latach 2001-2015 prezes oraz doradca prawny w Dolnośląskim Stowarzyszeniu Pomocy Ofiarom Przestępstw Karta 99; autorka broszur i poradników prawnych; członek Rady ds. Partycypacji działającej przy Prezydencie Wrocławia czy Dolnośląskiej Rady Młodzieży; współtwórczyni wrocławskiego programu poradnictwa prawnego, który w 2015 roku otrzymał nagrodę główną Kongresu Poradnictwa Prawnego i Obywatelskiego, realizowanego przez Instytut Prawa i Społeczeństwa oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w kategorii: Najlepszy model współpracy samorządu i organizacji poradniczych; w 2014 roku, za wkład w rozwój polityki młodzieżowej, otrzymała srebrny medal Zasłużonej dla Dolnego Śląska;

 

Nowy rok, nowe priorytety…

Joanna Wajda

… czyli dlaczego warto spojrzeć na priorytety MEN przychylnie

Pod koniec zeszłego tygodnia, tak prawie niepostrzeżenie, rozpoczął się nowy rok szkolny, a wraz z nim zaczęły obowiązywać nowe priorytety polityki oświatowej. Na ich czele Ministerstwo Edukacji Narodowej umieściło upowszechnianie czytelnictwa i rozwijanie kompetencji czytelniczych wśród dzieci i młodzieży. Publikacje_100lat (13)Można oczywiście polemizować z MEN wykazując, iż dzisiejsza szkoła zmaga się z trudnościami o większej sile i znaczeniu społecznym (choćby stale obecny i rosnący problem przemocy rówieśniczej). Można również spierać się, czy ministerialny sposób realizacji priorytetu poprzez kontrolę prawidłowości organizacji i funkcjonowania bibliotek szkolnych spowoduje, iż linie statystyczne, obrazujące poziom czytelnictwa, wystrzelą w górę. Można. Jednak z dyżym prawdopodobieństwem popsujemy sobie humor na resztę dnia, a po co? Lepiej spojrzeć na prioryt MEN przychylnie. I to co najmniej z dwóch powodów.

Po pierwsze, z badań czytelnictwa przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową i TNS Polska wynika, że w zeszłym roku czterech na dziesięciu Polaków nie przeczytało ani jednej książki,   a ponad połowa nie sięgnęła nawet po tekst dłuższy niż trzy strony. Ktoś zapyta – i co z tego?  I co z tego, że czytanie rozwija wyobraźnię, wzbogaca słownictwo, poprawia pamięć i koncentrację,  a nawet redukuje stres – bez tego da się żyć! Oczywiście, że się da. Wybierając tą drogę musimy jednak liczyć się z konsekwencjami, choćby w postaci anafabetyzmu funkcjonalnego, czyli braku umiejętności rozumienia tekstu – odnajdywania, porównywania, łączenia i przetwarzania zawartych w nim wiadomości oraz wykorzystywania ich w codziennym życiu. Kompetencja ta przydaje się nie tylko do odczytania instrukcji obsługi czy rozkładu jazdy pociągów (problem 40 % Polaków), ale i do świadomego korzystania z dobrodziejstw demokracji. Pozytywną korelację między czytelnictwem a poziomem funkcjonowania społeczeństw dostrzegł już w VI w. p.n.e. Pizystrat, który nakazał spisać i masowo upowszechnić dzieła Homera. Dzięki temu ateńczycy nauczyli się czytać i pisać, a Ateny stały się demokratyczne (K. Popper). Idąc tym tropem łatwo zrozumieć, dlaczego systemy totalitarne opierą swą politykę na indeksach ksiąg zakazanych, promują cenzurę, hołdują propagandzie i populizmowi. Ludzie, którzy mają niskie możliwości alfabetyczne nie są bowiem nauczeni filtrowania informacji, zadawania pytań, rozróżniania demagogii od prawdy, co w efekcie powoduje, że wybierają informacje upraszczające rzeczywistość i nie wywołujące dysonansu poznawczego.  Jest to niebezpieczny aspekt, gdyż, jak wskazuje Jim Trelease: naród, który niewiele czyta, niewiele wie. Naród, który niewiele wie, podejmuje złe decyzje – w domu, na rynku, w sądach, przy urnach wyborczych. Te decyzje ostatecznie odbijają się na całym narodzie. Niewykształcona większość może przegłosować wykształconą mniejszość.

Po drugie – kandyjski psycholog Keith Oatley opublikował w Trends in Cognitive Sciences badania wykazujące, iż czytanie książek i słuchanie opowieści nie tylko rozwija wyobraźnię, ale przede wszystkim stymuluje obszar mózgu odpowiadający za inteligencję emocjonalną, a ta ściśle koreluje z naszymi umiejętnościami radzenia sobie w życiu społecznym. Badania Oatley`a wskazują zwłaszcza na jeden aspekt – empatię. Jest ona zdolnością bez której umieszczenie siebie w mentalnych butach innej osoby (A. Goldman) nie byłoby możliwe. Co ważne, empatia nie opiera się jedynie na współczuciu czy litości, ale na wiedzy i zrozumieniu położenia innej osoby – zachowania, postawy, słów, gestów itp. Dzięki temu jesteśmy w stanie dostroić się do zaistniałej sytuacji i adekwatnie do niej zareagować. Dlaczego emaptia jest taka ważna? Dlatego, że jako ludzie jesteśmy istotami społecznymi i właściwe każda nasza relacja opiera się na komunikacji grupowej. To empatia pozwala nam ograniczyć nasz egocentryzm, egoizm, skłonność do manipulacji oraz agresję powodowaną żądzą zaspokojenia swoich potrzeb. To sprzymierzeniec walki z myśleniem opartym o stereotypy, ksenofobicznym i pełnym uprzedzeń względem drugiego człowieka. Stąd też na walory empatii coraz częściej zwracają uwagę współcześni teolodzy, choćby Manuela Kalsky[1], zdaniem której empatia powinna być przedmiotem w szkole. Nasze społeczeństwo potrzebuje umiejętności wczucia się w położenie drugiego człowieka. W przeciwnym razie będziemy zgubieni.

W moim odczuciu powyższe argumenty są wystarczając,e aby nie zbywać lekceważącym uśmiechem priorytetu MEN. Zatem czytajmy sobie i swoim dzieciom – darując tym samym mądrość, otwartość, roztropność oraz prawie magiczną umiejętność zaglądnięcia do psychiki drugiego człowieka.

Oczywiście nie bez znaczenia jest dobór lektur, ale o tym następnym razem…

 

[1] Manuela Kalsky będzie gościem Jesieni Dialogu 18.10.2016 roku we Wrocławiu, organizowanej przez Fundację Dom Pokoju – szczegóły w aktualnościach na stronie dompokoju.org oraz na naszym Funpage’u.


 

_DSC7432Joanna Wajda

trenerka Edukacji Pokoju i doradczyni obywatelska, w latach 2001-2015 prezes oraz doradca prawny w Dolnośląskim Stowarzyszeniu Pomocy Ofiarom Przestępstw Karta 99; autorka broszur i poradników prawnych; członek Rady ds. Partycypacji działającej przy Prezydencie Wrocławia czy Dolnośląskiej Rady Młodzieży; współtwórczyni wrocławskiego programu poradnictwa prawnego, który w 2015 roku otrzymał nagrodę główną Kongresu Poradnictwa Prawnego i Obywatelskiego, realizowanego przez Instytut Prawa i Społeczeństwa oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w kategorii: Najlepszy model współpracy samorządu i organizacji poradniczych; w 2014 roku, za wkład w rozwój polityki młodzieżowej, otrzymała srebrny medal Zasłużonej dla Dolnego Śląska;

100 lat dla pokoju w Szalom Alejchem

Monika Smolińska i Małgorzata Kiwior to nauczycielki z wrocławskiej szkoły Szalom Alechjem we Wrocławiu, które w połowie ubiegłego roku rozpoczęły współpracę z Fundacją Dom Pokoju i siecią nauczycieli zgromadzonych w ramach projektu 100 lat dla pokoju w Europie. By podsumować podejmowane w szkole działania przygotowały prezentację, którą przytaczamy poniżej – zachęcamy do lektury i inspirowania się pomysłami pedagogów z Szalom Alejchem!

Wstęp

Ze względu na profil szkoły większość działań związana była z tymi elementami historii Polski i świata, których częścią byli Żydzi. Oprócz działań, które miały wpływ jedynie na naszą grupę (lekcje, warsztaty, wystawy), podejmowaliśmy też aktywności, poprzez które oddziaływaliśmy na innych. Gościliśmy dorosłych bardziej znanych jak Abraham Ascher czy Mira Żelechower-Aleksiun oraz mniej znanych jak uczestnicy Forum Unna z Niemiec. Naszymi gośćmi były też dzieci: z przedszkola „Puchatkowa Załoga” i ze szkół podstawowych w Piekarach Śląskich, Tyńcu Małym, Niepublicznej Szkoły Podstawowej Montessori we Wrocławiu oraz Gimnazjum nr 23 we Wrocławiu.
Podczas tych spotkań staraliśmy się podejmować wspólne aktywności, między innymi: tańczyliśmy, tworzyliśmy, składaliśmy żonkile, budowaliśmy makietę żydowskiego Bresloj. Poprzez te działania nawiązywaliśmy bliższe relacje, uczyliśmy się od siebie wzajemnie, rozbudzaliśmy ciekawość, przełamywaliśmy stereotypy i budowaliśmy poczucie bezpieczeństwa oraz wspólnoty.
Efektem działań w ramach projektu „100 lat dla pokoju w Europie” jest również „zasianie ziarenka” ciekawości, chęć wspólnego poszukania odpowiedzi, umiejętność i chęć zadawania pytań tym, którzy chcą dzielić się historią- babcie, dziadkowie, rodzice, ciocie i wujkowie. Okazało się, że nie tylko najbliżsi chętnie sięgają pamięcią do dawnych czasów. Nasi goście niejednokrotnie nam to udowodnili.

Pamięć

16.04.2015 r. – Spotkanie z Martinem Pollackiem – uczniowie mogli dokonywać refleksji nad rozumieniem mechanizmów, w jakie wikła nas historia. Spotkanie prowadziła prezes Fundacji HA Pani Agata Ganiebna.
Martin Pollack, będąc potomkiem austriackiej nazistowskiej rodziny, odciął się od spuścizny przodków i opowiadał nam, jak na złość własnej babci został studentem polonistyki, wolontariuszem w Izraelu, jak oparł się propozycjom współpracy ze strony aparatu bezpieczeństwa Polski Ludowej. Przestrzegał, abyśmy pamiętali, że Hitler nie był samotnikiem – miał tysiące podobnie myślących współobywateli, którzy zdobyli władzę.
Spotkaliśmy się z wybitnym austriackim tłumaczem, eseistą i publicystą. Ponieważ Pan Pollack jest zapalonym ogrodnikiem zaprosiliśmy go do wspólnego sadzenia naszego zielniko-kwiteniko-warzywniaka. Potem rozmawialiśmy o trudnej przeszłości, że każdy z nas decyduje, czy wybierze dobro, czy zło.
Przekonywał, że wciąż musimy aktywnie, publicznie przeciwstawiać się ludziom, którzy nie szanują innych i nienawidzą…

SA2

Maj 2015 r, Pamięć miasta… „Moje miasto, moja historia”, Warsztaty terenowe dla klas IV i VI prowadzi Pan Szymon Białonoga – nasz historyk i zapalony turysta
Autorzy programu: Juliet Golden, (USA, urban studies, dziennikarstwo), Agata Ganiebna
Rodzina Schottlander – przedwojenni Żydzi we Wrocławiu i ich dziedzictwo
Park Południowy powstał jako odpowiedź na postępujący proces urbanistyczny Wrocławia oraz umożliwienie wypoczynku wciąż powiększającej się populacji miasta. Głównym fundatorem tego wrocławskiego obszaru zieleni był Julius Schottländer.
Julius Schottländer (ur. 22.03.1835 w Ziębicach, zm. 01.01.1911 we Wrocławiu) – filantrop pochodzenia żydowskiego, wybitna postać miasta Wrocław, przed wojną patron dzisiejszej ulicy Karkonoskiej we Wrocławiu. Miał syna imieniem Paul (1870 – 1938), doktor filozofii, honorowy senator Uniwersytetu Wrocławskiego, przewodniczący Wrocławskiego Związku Uniwersyteckiego. Na Cmentarzu Żydowskim przy ul. Ślężnej we Wrocławiu, znajduje się grobowiec rodziny Schottländer, w którym również pochowany został Julius.

03-11.06.2015, Wystawa o Annie Frank gościła w naszej szkole, Spotkania warsztatowe poprowadził Pan Sergiusz Kulczewicz współpracujący z Domem Anny Frank w Amsterdamie i Domem Pokoju we Wrocławiu. Bardzo mądre warsztaty z wielką wrażliwością wprowadzające dzieci w wiedzę o Holokauście. Przygotowana została także wystawa, po której starsi szalomowicze oprowadzali najmłodszych.
Do jej obejrzenia zaprosiliśmy też kolegów z sąsiadującego z nami Gimnazjum nr 23. Tym razem piątoklasiści mogli się sprawdzić jako kustosze dla starszych zwiedzających. Poradzili sobie fantastycznie. Dodatkowo, z wystawy chętnie korzystali rodzice, oprowadzani przez swoje dumne pociechy.

SA

12.10.2015 r. – Abraham Ascher naszym gościem, Spotkanie z amerykańskim historykiem Abrahamem Ascherem, autorem książki Oblężona społeczność. Wrocławscy Żydzi w czasach nazizmu. Ascher nie tylko jest historykiem, lecz również świadkiem historii, ponieważ urodził się we Wrocławiu w 1928 r. jako potomek galicyjskich Żydów. Udało mu się opuścić Wrocław wraz z rodziną w 1938 r.

„Perecjada”-Konkurs plastyczny i Warsztaty Jidysz-Synagoga Pod Białym Bocianem
Wspólnie czytaliśmy bajki i opowiadania Pereca. Postanowiliśmy wziąć udział
w konkursie i stworzyliśmy wspólnymi siłami makietę.
Uczniowie Szalom Alejchem za pracę zbiorową (makieta) zdobyli nagrodę specjalną w konkursie plastycznym „Ulica Pereca- nowe spojrzenie”. 13 grudnia 2015 r. w Synagodze pod Białym Bocianem uczestniczyli w warsztatach Jidysz prowadzonych przez panią Annę Rozenfeld oraz panią Dorotę Liliental (prawnuczkę Reginy Lilientalowej). Wtedy też odbierają nagrodę wygraną w konkursie.

18.04.2016 r. – współtworzymy mural Marka Edelmana, W ramach obchodów 73. rocznicy powstania w getcie warszawskim Stowarzyszenie Żydowskie Cukunft zaprosiło Dariusza Paczkowskiego do stworzenia muralu Marka Edelmana we Wrocławiu. Szalomowicze mieli ogromną radość być obecnymi przy początkach powstawania muralu. Zostawili także swoje ślady… Duma, że Wrocław ma ten mural!

SA3

09.11.2015 r. – Marsz Wzajemnego Szacunku, 9 listopada wzięliśmy udział w marszu, by upamiętnić 77. rocznicę nocy kryształowej. Nie jest to nasz pierwszy udział, jednak za każdym razem przeżywamy to równie silnie.

12.04.2016 r. – Gościliśmy w szkole uczestników Forum Unna. Opowiadaliśmy o naszej szkole, śpiewaliśmy hebrajskie piosenki i wspólnie przygotowaliśmy mnóstwo papierowych żonkili, wręczanych na ulicach Wrocławia w dniu 19 kwietnia (ogólnopolski projekt Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN „Łączy nas pamięć”, organizowany dla uczczenia pamięci Powstania w Getcie Warszawskim).
Co roku Forum Unna (Forum für Politik, Wirtschaft und internationale Begegnungen e.V., http://www.forum-unna.de) organizuje wizyty grup dorosłych Niemców, często już emerytowanych, różnych profesji. Przyjeżdżają do kilku miast w Polsce (Wrocław, Kraków, Gdańsk) celem poznawania historii i kultury regionu. Ilekroć spotykają się z młodzieżą naszej szkoły, włączani są w projekt „Pamięć – Teraźniejszość – Przyszłość”. Przedwojenni mieszkańcy Dolnego Śląska (Breslauerzy) we wspólnych działaniach z naszymi uczniami dzielą się swoimi historiami życia.

15.04.2015 r. – Rozmawialiśmy też o przeszłości i teraźniejszości żydowsko-niemiecko-polskiej. Opowiedzieliśmy gościom o naszej szkole, historii, projektach. Podzieleni na trzy niemiecko-szalomowe grupy konstuowaliśmy i dekonstuowaliśmy budowle. Pouczające doświadczenie. Dzieciom wracajacym na lekcje nasi goście zaśpiewali „Szalom Alejchem”. Piękne spotkanie.

Historie opowiedziane

W ramach uczenia się rozumienia przeszłości swoich rodziców, dziadków i pradziadków, młodzież naszej szkoły zaprasza do szkoły osoby najbliższe, które opowiadają o zagmatwanych losach czasów wojny i ich skutkach, co często jest najlepszym sposobem pobudzania do refleksji nad niejednoznacznością ludzkich wyborów.

Warsztaty „Moje miasto, moja historia” 11.05.2016, 16.05.2016, 01.06.2016r.
(A. Zembrzuska, R. Ligus, M. Maciejewska)
Zaproszenie do dzielenie się historiami swojego życia osoby, które trafiły do Wrocławia zaraz po wojnie – SIMCHA 27.05.2016.
Wywiady z dziadkami przeprowadzone przez Biankę Miś, Wiktorię Żurek
(pod kierunkiem R. Ligus, A. Zembrzuska).
Współpraca w ramach projektu „Pamięć – Moje miasto, moja historia” – Agnieszka Zembrzuska, Dolnośląska Szkoła Wyższa

04.03.2016 r. – mieliśmy niesamowitą okazję usłyszeć opowieść Mikołaja z klasy czwartej oraz jego taty o pradziadkach, Eugenii i Wacławie Małasiewiczach, przedstawionych do „Medalu Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.
Po wcześniejszych zajęciach wiedzieliśmy, kim są „Sprawiedliwi”. Jednak słuchanie prawdziwej historii, oglądanie autentycznych dokumentów i medali zrobiło na nas ogromne wrażenie.

SA4

Odkrywanie
Starsze klasy poznawały zagadnienia związane z pokojem i jego brakiem, na różnych przedmiotach. Podczas zajęć z języka polskiego uczniowie analizowali różne teksty literackie.
Ważne były też spotkania autorskie – mieliśmy okazję rozmawiać o „Projekcie Breslau” z Magdaleną Zarębską. Byliśmy pod wzajemnym wrażeniem.
Zapiski z dziennika:
* „Wyspa na ulicy Ptasiej” Uri Orlev
* Irena Sendlerowa – na czym polega bohaterstwo?
* I.L.Perec „Sąd Salomona” – wyciągamy wnioski
z przesłanek zawartych w tekście
* W walce o wolność (P. Beręsewicz „Tajemnica człowieka z blizną”)
* Czy wojna jest dziewczyn?
* ”Dziecko Noego” Eric-Emmanuel Schmitt

Lekcje z historii i społeczeństwa, historii żydowskiej i kultury żydowskiej obfitowały w rozmowy, wycieczki, filmy oraz prace plastyczne.
Uczniowie tworzyli mapy myśli dotyczące wojny i pokoju. Brali udział w lekcjach muzealnych i warsztatach on-line prowadzonych przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Ukoronowaniem tych lekcji była czterodniowa wycieczka do Warszawy, gdzie w żywym mieście poszukiwali śladów przeszłości.
Zapiski z dziennika:
* Milhama. Stosunki polsko-żydowskie podczas okupacji niemieckiej.
* Holokaust w okupowanej Europie.
* Żydzi w przedwojennym Wrocławiu.
* Wzrost antysemityzmu w Europie w latach 20 i 30 XX wieku.
* Żydzi podczas II wojny światowej. Stworzenie mapy myśli czym jest wojna, getto itd. Wytłumaczenie pojęć obozowych (Umschlagplatz, Birkenau, transporty, obozy koncentracyjne). Zapoznanie z historią Szymona Baumana na podstawie książki „Wszystkie moje mamy”. Wprowadzenie do przedstawienia postaci Sprawiediliwych Wśród Narodów Świata.
* Stworzenie mapy myśli – pokój
* Warsztaty o Powstaniu w Getcie Warszawskim w porozumieniu z Muzeum Żydów Polskich – Polin
*Spotkanie z Abrahamem Ascherem. Życie w żydowskim Breslau lat trzydziestych, wojna z perspektywy dziecka.
*Przeszłość Kereta

Lekcja historii Dolnego Śląska w terenie
Uczniowie starszych klas wybrali się na wycieczkę do Twierdzy Kłodzko, aby bliżej przyjrzeć się historii Dolnego Śląska. Nie tylko mieli możliwość wysłuchać jak przebiegały zdarzenia w tym rejonie, ale również zobaczyć i dotknąć mury twierdzy, o której słyszeli wiele ciekawostek.

Na lekcjach matematyki dzieci poznawały sylwetki wrocławskich noblistów. Podczas zajęć komputerowych poszukiwały w Internecie informacji dotyczących wybranej przez siebie instytucji działającej na rzecz pokoju. Przy okazji korzystały z katalogów bibliotecznych, oceniały rzetelność źródeł i uczyły się krytycznego analizowania znalezionych danych. Przypomniały sobie informacje o prawie autorskim oraz spróbowały stworzyć opis bibliograficzny dokumentu elektronicznego.
Dzięki dużej ilości otrzymanych ulotek mogliśmy pracować z nimi na różne sposoby. Uczniowie je rozcinali, analizowali i tworzyli własne klasyfikacje.

SA5

25-28.04.2016 r. – Docieramy do celu
Projekt „100 lat dla pokoju w Europie” , który zaczęliśmy wcielać w życie, rozbudził ciekawość i chęć poznawania historii naszych szalomowiczów do czerwoności.
Dlatego 25 kwietnia wraz ze starszymi klasami wyjechaliśmy do Warszawy.

Państwowe Muzeum Etnograficzne – może być pysznie!
Uczniowie mogli zasmakować historii w czasie Warsztatów „Pierogi świata łączcie się”. Przygotowaliśmy hamantasze na Purim. Obserwowaliśmy mistrzynię, uczyliśmy się nowych nazw pierogów oraz sposobów ich sklejania, podgrzewania i… jedzenia, niektóre wymagają specjalnej techniki. Każdy z nas przygotował przynajmniej sześć pierogów. Tak dobrze skleiliśmy pierogi, że rozpadł się tylko jeden.
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Etnograficzne, Centrum Nauki Kopernik, Syrenka, Łazienki, Grób Nieznanego Żołnierza, Pałac Prezydencki, Zamek Królewski to tylko niektóre punkty wycieczki.

19.04.2016 r. „Sztuka pokoju. Izrael w oczach dzieci”
Maureen Kushner wraz z dziećmi, pochodzącymi z różnych krajów, pracowała nad projektem od 1994 do 2011 roku, którego efektem jest wystawa „Sztuka pokoju. Izrael w oczach dzieci”. Dzieci tworzyły murale i obrazy mówiące o wojnie i pokoju.
Oczywiście nie mogło nas zabraknąć na tej wystawie, więc 19.04.2016 r. wybraliśmy się do Centrum Kultury i Edukacji Żydowskiej w Synagodze Pod Białym Bocianem.

09.05.2016 r. – Dzień Europy
Udaliśmy się do Parku Staromiejskiego, aby świętować Dzień Europy! Przywitaliśmy się z Syriuszem – maskotką Dnia Europy. Odwiedziliśmy stoiska konsulatów Norwegii, Niemiec, Francji, Bułgarii. Przeprowadziliśmy kilka eksperymentów na stoisku wrocławskiego Humanitarium.

Współpraca
Szkolny plan lekcji został ustalony tak, że klasy 2 i 3 miały łączoną lekcję edukacji wczesnoszkolnej. Okazało się to być wspaniałą okazją do realizowania zajęć związanych z projektem „100 lat dla pokoju w Europie”.
Spotkania te miały podwójne znaczenie, gdyż wspólna praca dla tych grup była wyjątkowo trudna. Dodatkowo zajęcia odbywały się regularnie i pozwalały głębiej i bez pośpiechu poznawać wybrane zagadnienia. Pozwoliły też dopasować niektóre tematy do młodszych uczniów oraz postawić dodatkowe zadania przed starszymi.

Tworzyliśmy „słoneczka” i mapy myśli dotyczące Europy, pokoju. Rozmawialiśmy też o szkole – bezpiecznej, otwartej, uczącej się. Uczniowie pracowali w grupach. Uczyli się wyrażać swoje opinie i dyskutować, nie obrażając swoich rozmówców.
Podobała im się możliwość oceniania zajęć.
Podczas zajęć z klasami młodszymi i starszymi wykorzystywane były również materiały z publikacji „Kompasik. Edukacja na rzecz praw człowieka w pracy z dziećmi”.

Łączymy pokolenia

21.01.2016 r. – Dzień Babci i Dziadka
Rabi Choni był świadkiem sadzenia drzew przez dziadków i zbierania z nich owoców przez wnuczków po 70 latach:) Pielęgnujemy międzypokoleniową więź także w Szalom Alejchem.
Zawsze bardzo serdecznie witamy nasze Babcie i Dziadków w szkole. Są źródłem cudownych opowieści, którymi chętnie się z nami dzielą. Słuchamy o dzieciństwie, ulubionych zabawkach i zabawach. Wspólnie się bawimy i spędzamyczas.

https://www.youtube.com/watch?v=hRfV7XrGfBo opowieść o Rabim Choni
03.06.2016 r. Spotkaliśmy się z Janem Cervinką – Dziadkiem Szymona z trzeciej klasy. Ten znany czeski himalaista przywiózł do naszej szkoły mnóstwo sprzętu i pamiątek. Opowiedział nam o przygotowaniach do wyprawy, o trudnościach i o zwycięstwach. Pokazał nam też różnice między wyprawami dawnymi, a obecnymi.
Nasz gość chętnie odpowiadał na pytania.
Zobaczyliśmy na mapie trasy wypraw. Oglądaliśmy na zdjęciach stare ciężarówki. Dowiedzieliśmy się, że czasami najtrudniejszą częścią wyprawy było dotarcie do stóp góry.

SA6

Bardzo ciekawe opowieści snują też nasi Rodzice. Zapraszają nas do miejsc pracy i opowiadają o swoich zadaniach. Przychodzą też do nas i opowiadają, skąd pochodzą. Pokazują na mapie, jak daleko od Wrocławia się urodzili. Prezentują swe rodzinne strony zarówno od strony przyrodniczej, jak i kulturalnej i zabytkowej. Wspominają swoje dzieciństwo. Mówią o tym, w czym było podobne, a czym się różniło od współczesnego.
Jakie były ich marzenia, ulubione zajęcia. Które z tych marzeń udało im się spełnić.
Mogliśmy spojrzeć zupełnie inaczej na naszych Rodziców. Oni też byli dziećmi i świetnie się bawili. Mieli swoje marzenia i wyzwania.
Dla Rodziców była to również okazja do opowiedzenia dzieciom, co robią, gdy nie ma ich w pobliżu.

18.04.206 r. Wystawa prac Miry Żelechower-Aleksiun

Wybraliśmy się do Galerii Miejskiej na wystawę prac Miry Żelechower-Aleksiun.
Usłyszeliśmy o okolicznościach powstawania tych prac. Wyszukiwaliśmy żydowskie symbole na obrazach.
A później mamy ogromną niespodziankę i …
… z wielką uwagą słuchamy opowieści naszego gościa.

10.06.2016 r. gościliśmy Panią Mirę
w naszej szkole. Poprosiła nas wcześniej o przygotowanie prac inspirowanych jej twórczością. Zrobiliśmy to z radością. Pani Mira z radością przyjęła nasz prezent
i chętnie dopytywała o szczegóły naszych prac. Dostaliśmy też kilka wartościowych rad. Ogromnym zaszczytem była możliwość podpisania prac dla znakomitej artystki.

Działamy!

30.11.2015 r. – Mini-maraton pisania listów z Amnesty International
Pisaliśmy w obronie i do tegorocznej bohaterki Maratonu Yecenii Armenty. W kopertach wylądowały listy, rysunki, świąteczne kartki, a nawet rzeźby z papieru.
We wrześniu Amnesty International Poland otrzymało Global Activism Avard 2015. Mieliśmy w tym swój udział. W tym roku też dowodziliśmy, że nasz głos się liczy i warto działać.

19.04.2016 r. w 73. rocznicę powstania w getcie warszawskim zapraszaliśmy przechodniów do wspólnego malowania łąki żonkili przed pomnikiem bohaterów getta
i rozdawaliśmy składane wcześniej papierowe żonkile. Łączy nas pamięć – 73. rocznica powstania w getcie warszawskim.
http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,19943982,wroclaw-dzieci-namalowaly-zonkile-dla-marka-edelmana.html?disableRedirects=true

SA7

18.06.2016 r. – Występ na Festiwalu „Kalejdoskop Kultur”
Dwudziestoosobowy zespół Szalomowiczów z różnych klas wystąpił na Festiwalu „Kalejdoskop Kultur”. Na Wyspie Słodowej zaprezentowaliśmy dwie piosenki w języku hebrajskim (Ani Purim i Chag Purim) oraz dwa tańce izraelskie (Karev Yom i Hora Chadera).
Przygotowywała do śpiewu i wspierała w czasie występu p. Natalia Wyszyńska, tańce trenowaliśmy z paniami Małgosią Kiwior i Moniką Smolińską. Tremę pomagała rozładować Pani Dyrektor Rozalia Ligus i pani Małgosia Maciejewska. Wspierało nas również wielu Rodziców. Dla wielu osób był to pierwszy występ na scenie przed tak liczną publicznością.

14.04.2016 r. – Oglądaliśmy SERCE NADODRZA – instalację na ścianie budynku zrobioną z ręcznie malowanych kafli. A wśród sercowych kafli są też te ozdobione przez naszych uczniów i ich rodziców!

Wymiana
20-22.09.2015 r. – wizyta uczniów ze Szkoły Podstawowej w Piekarach Śląski. Przyjechali do nas w czasie żydowskiego święta Sukkot. Przy okazji tworzenia lulawów opowiadaliśmy im o święcie, o jego symbolice, o kulturze żydowskiej, o naszej szkole.
Wybraliśmy się również wspólnie na warsztaty w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Nauki i odwiedziliśmy wrocławskie ZOO.

22.01.2016 r. przyjechali do nas koledzy z SP w Tyńcu Małym. Towarzyszyli nam w obchodach święta Tu BiSzwat (Nowy Rok Drzew). Wspólnie przygotowywaliśmy uroczysty poczęstunek dla całej społeczności szkolnej. Odbył się turniej wiedzy o drzewach i wspólne tańce.
25.05.2016 r. miała miejsce rewizyta. Tworzyliśmy prezentacje, mapy i plany żydowskiej dzielnicy z najważniejszymi instytucjami religijnymi i kulturalnymi. Przeprowadziliśmy też warsztaty na temat żydowskiego Bresloj.

11.05.2016 r. odwiedziły nas przedszkolaki z „Puchatkowej Załogi”. Przyniosły nam wspaniały obraz, który sami stworzyli. Wspólnie śpiewaliśmy po hebrajsku, tańczyliśmy i tworzyliśmy papierowe sowy.

Odpowiedzialność
Budujemy świadomość historyczną i dzielimy się wiedzą i umiejętnościami z innymi.
Ważna jest również teraźniejszość. Staramy się budować poczucie odpowiedzialności za siebie, drugiego człowieka i otaczające nas środowisko.
Planując działania w naszej szkole dbamy o to, aby brali w nich udział wszyscy uczniowie na miarę swoich możliwości. W ten sposób uwrażliwiamy się na drugiego.
Zapiski z dziennika:
* Otworzyć oczy i pomóc
* Porozmawiajmy o prawach dzieci
* Oglądamy film – Chłopiec w pasiastej piżamie.
* Oglądamy film o Marku Edelmanie.
* Film „Lista Schindlera”

10.11.2015 r. – warsztaty o wolontariacie prowadzone przez wrocławskie hospicjum – kim jest wolontariusz, jakie musi mieć cechy, czy każdy może zostać wolontariuszem? Po raz kolejny przekonaliśmy się, że siła tkwi we wspólnocie.
23.10.2015 r. – stowarzyszenie „Otwarte Klatki” -edukacja empatyczna. W czasie tego spotkania dowiedzieliśmy się, jak różne zachowania mogą prezentować zwierzęta hodowlane, jaką dysponują inteligencją i jak potrafią się przywiązywać do ludzi.
W ramach zajęć mogliśmy też przygotować sobie koszulki z wybranymi wzorami związanymi z kampanią.
15.04.2016 r. – cztery uczennice klasy 6 zostały zaproszone na bal wolontariatu do ZS nr 3 we Wrocławiu. Jednym z punktów programu była nauka tańców integracyjnych. My nauczyliśmy koleżanki i kolegów z czterech innych szkół dwóch tańców- Nigun Atik i Od Jiszama.

16.02.2016 r. – warsztaty asertywności – zostały zorganizowane przez jednego z Rodziców uczennicy z klasy pierwszej. Dzieci odkrywały, jak wielką siłę mają słowa. Poprzez scenki dramowe uczyły się bronić swego w różnych sytuacjach.

22.02.2016 r. – warsztaty z pierwszej pomocy – wszystkie dzieci potrafią ułożyć poszkodowanego w pozycji bezpiecznej i skontaktować się ze służbami ratunkowymi. Starsi uczniowie trenowali dodatkowo resuscytację krążeniowo-oddechową. Czujemy się bezpieczniej.

06.05.2016 r. – pierwsze spotkanie z dr Rafałem Włodarczykiem z cyklu „Z zagadnień etyki żydowskiej”: „POMAGAĆ”. Zaczęliśmy od rozmowy dlaczego ludzie sobie pomagają i kto potrzebuje pomocy? Nasze zadanie: w grupach zaplanować i zapakować tira z akcją humanitarną dla poszkodowanych dzieci i dorosłych w trzy dni po trzęsieniu ziemi w Nepalu. Dużo pytań: jak pomagać?, skąd wziąć te „rzeczy”?, ile swojego czasu i pieniędzy przeznaczyć na pomoc? Rozmawialiśmy też o pomaganiu w judaizmie i etyce żydowskiej, chrześcijańskiej, muzułmańskiej – gościnności, cedace bez wdzięczności, właściwej dystrybucji środków, obowiązkach bogatych…

SA8

Finał Projektu
Podczas budowania wystawy współpracowaliśmy i pomagaliśmy sobie wzajemnie.
W ostatnim tygodniu roku szkolnego, dzięki wspólnemu wysiłkowi uczniów i nauczycieli, stanęła kartonowa wystawa „100 lat dla pokoju w Europie”. Negocjowaliśmy, dyskutowaliśmy i dochodziliśmy do kompromisów. Wykorzystywaliśmy wiedzę i umiejętności nabyte w ciągu roku szkolnego. Utworzyliśmy symboliczny łańcuch wokół elementów wystawy. Starsi opowiadali młodszym o znaczeniu obrazków, które znalazły się na kartonach.
-Dlaczego w jednym z kartonów jest dziura?
-Tam się zmieści moja głowa!
-Moja też!
-Czyli, że każdy z nas jest częścią historii?
-I ma wpływ na pokój

20.07.2016 r. – Spacer Pokoju i debata „Pięciu myślicieli wrocławskich w obronie praw człowieka”
W czasie wakacji odbył się finał projektu „100 lat dla pokoju w Europie”, w którym nie mogliśmy wszyscy wziąć udziału, ale udało się to kilku osobom. To było fascynujące doświadczenie.

SA8

 


Monika Smolińska i Małgorzata Kiwior uczestniczyły w projekcie 100 lat dla pokoju w Europie, realizowanym przez Fundację Dom Pokojuze środków Komisji Europejskiej. Bardzo dziękujemy za współpracę i relację

Spacer Pokoju we Wrocławiu

20 lipca 2016 roku, na zakończenie osiemnastomiesięcznego projektu „Sto lat dla pokoju w Europie”, zapraszamy na Spacer Pokoju – wędrówkę śladami wrocławskich myślicieli-teologów, którzy tutaj działali na rzecz pokoju, a poniżej zamieszczamy tekst spaceru autorstwa Edwarda Skubisza, który od lat zgłębia myśli wrocławskich teologów i organizuje spacery popularyzujące ich myśli.

Spacer Pokoju wyruszy 20 lipca 2016 roku, o godzinie o godzinie 16:00  spod Sukiennic, a o godzinie 18.00 w siedzibie Fundacji Dom Pokoju, przy ul. Łokietka 5/1 rozpocznie się debata pt. „Pięciu myślicieli wrocławskich w obronie praw człowieka”.

Aktualności zamieszczamy na wydarzeniu promującym spacer i debatę, a więcej o finalizowanym projekcie można przeczytać również na naszej stronie.

Ideą spaceru jest upamiętnianie oraz ożywianie dziedzictwa duchowego Dolnego Śląska. Na przestrzeni stulecia dążeń do pokoju i walki w obronie praw człowieka w historii Wrocławia zapisali się wielcy myśliciele: Edyta Stein, Benno Jacob, Katharina Staritz, Dietrich Bonhoeffer i kardynał Bolesław Kominek. Spacer prowadzić będzie przez miejsca im poświęcone i zakończy się w Miejskim Arsenale, wspólnym zwiedzaniem wystawy poświęconej Kardynałowi Kominkowi.

 

100 lat_finał_baner

Edward Skubisz

Czterej wrocławscy teolodzy

 

Dietrich Bonhoeffer

Witam Was serdecznie wrocławianie! Czy możecie przeczytać napis umieszczony pod tym pomnikiem? Proszę przeczytać głośno, po polsku. Jeśli ktoś z Was umie czytać po niemiecku, to też bardzo proszę o przeczytanie. 

Tak, urodziłem się tu, w waszym mieście, w roku 1906. Mieszkałem tu 10 lat, na ul. która teraz nazywa się ul. Kazimierza Bartla 7, blisko Mostu Zwierzynieckiego, za Starą Odrą. Wiedziecie gdzie to jest? Za moich czasów ta ulica nazywała się Birkenwäldchen. Stąd wyprowadziliśmy się do Berlina. Mój ojciec dostał tam pracę jako lekarz.

Moja siostra Sabine i ja byliśmy bliźniakami. Jako dziecko nie chodziłem do szkoły, ponieważ moja mama nie lubiła dyscypliny, jaka panowała w niemieckich szkołach. Dzieci były wówczas bite i musiały być ślepo posłuszne. Mama mówiła że w Niemczech kręgosłup człowieka był dwa razy łamany: w szkole i w wojsku. Dlatego mama początkowo uczyła nas sama.

To dla mnie ważne, że jesteście ciekawi mojej osoby. Nie chodzi o mnie samego, ale chciałbym Wam opowiedzieć o tym, co było. Jak wiecie, już nie żyję, to znaczy, jako wierzący żyje teraz w niebie. To, co teraz do Was powiem, jest tylko wyobrażeniem sformułowanym na podstawie moich tekstów, a przede wszystkim listów, który pisałem w więzieniu.

Przez dwa lata przebywałem w więzieniu osądzony jako zbrodniarz. Dziś również spotykacie się ze zbrodniarzami. Jak to się stało, że Katharin Staritz i ja, protestanccy pastorzy, zostaliśmy uznani za zbrodniarzy?

Przyczyną było właśnie to, że byliśmy niemieckimi pastorami. W czasach nazistowskich nasz rząd, nasze państwo i nas kościół stały się antyludzkie i antysemickie. A tych, którzy protestowali przeciwko niesprawiedliwości oskarżano, nazywając nas zbrodniarzami. Dla mnie było absurdalnym, że państwo odebrało Żydom prawa i obywatelstwo. Moja siostra Sabina miała męża pochodzenia żydowskiego, który przecież przede wszystkim czuł się i był Niemcem. Dlatego jawnie protestowałem, kiedy Hitlerowi powierzono w Niemczech władzę i występowałem przeciwko jego poglądom i czynom. Zarówno jako teolog, jak również w ruchu oporu. W konsekwencji zostałem aresztowany w roku 1943. Wyglądało na to, że policja nie będzie w stanie udowodnić, że byłem przestępcą, ale po zamachu na Hitlera Gestapo oskarżyło mnie jako jednego z ludzi, którzy chcieli odsunąć wodza od władzy. Na rozkaz przywódcy Nazistów zostałem  zmordowany w kwietniu 1945 roku.

Jako teolog odkryłem, że często bardziej szczerze rozmawiałem z ludźmi niewierzącymi. Wydawało mi się, że wierzący zbyt szybko i nierzadko bezrefleksyjnie odwołują się w swoich rozmowach do Boga, podczas gdy niewierzący jakby lepiej rozumieli, że wiara w Boga, który ma błogosławić nasze wojsko i chronić naszych żołnierzy, to nie jest prawdziwa wiara. Taka wiara jest do niczego – Bóg występuje w roli tego, który błogosławi armaty, czołgi… Teraz również się tak dzieje, widzieliście jednego z biskupów obok prezydenta Putina? Podczas pierwszej wojny światowej księża błogosławili francuskich żołnierzy, a po drugiej stronie Niemców błogosławili tamtejsi księża. Tak dzieje się, gdy ludzie próbują manipulować Panem Bogiem. Oprócz tego, zrozumiałem, jak ważne jest to, byśmy dbali o edukację dotyczącą odwagi cywilnej, aby nasi obywateli umieli nie godzić się na wszystko, co dyktuje państwo albo silniejszy na ulicy. Trzeba samemu myśleć krytyczne. Trzeba dbać o odpowiedzialność wobec wolności własnej i innych. O tym pisałem wiele w listach do moich przyjaciół i rodziny. Kiedy ktoś Ci mówi, że Twoja koleżanka jest idiotką, albo przeciwnie – że jest cudowna, nie zgadzaj się z tym ślepo, ale pomyśl, co Ty naprawdę uważasz. Nie ma nic trudniejszego niż posiadanie własnej opinii…

Ciekaw jestem, co Wy o tym myślicie.

No, a teraz przespacerujcie się do kościoła Marii Magdaleny. Tam pracowała pierwsza pani pastor w Wrocławiu. Będziecie mieli okazję z nią porozmawiać….

20160517_112418 (3)

Katharina

Witam Was w kościele, w którym pracowałam jako pastor. Urodziłam się we Wrocławiu, mieszkałam na pl. Macieja nr 3, który wtedy nazywał się Matthiasplatz. Byłam pierwszym pastorem-kobietą, pierwszą pastorką w Wrocławiu! Obecnie mój kościół jest kościołem polsko-katolickim, czyli trochę podobnym do rzymsko-katolickiego, ale za moich czasów był kościołem protestanckim. Pracowałam tu w latach 1932-1942. Odwiedzałam w szpitalach chore dzieci, prowadziłam lekcji w szkołach jako katechetka, i kursy dla tych, którzy chcieli zostać protestantami.

Nasz kościół, nie tylko ten budynek, ale jako wspólnota, był wówczas protestancki. Oficjalnie nazywany jest Kościołem Ewangelicko-Augsburgskim, możecie też nazywać nasz kościół luterańskim. Ale nie chcę was nudzić tymi rzeczami, bo jesteście tu po to, żebym opowiedziała Wam coś o siebie.

Usiądźcie zatem spokojnie. Wyobraźcie sobie, że jesteście członkami naszej wspólnoty i jest rok 1941. Wszyscy razem śpiewamy, modlimy się, czytamy Biblię itd. Jesteśmy wspólnotą ludzi wierzących, uczniami Jezusa. A nagle dostajemy nakaz, by Żydzi, to znaczy też niektórzy z naszej wspólnoty, nosili na ramieniu opaskę z gwiazdą Dawida. Również w kościele. Wyobraźcie to sobie, na przykład Ty, musisz nosić tę paskę. Co się zmieni? Jak zareagować? Nie tylko Ty, ale jak mam postąpić ja, jako pastor, i my wszyscy, jako wspólnota?

Kiedy tu pracowałam, połowa mieszkańców Wrocławia to byli protestanci, niemal połowę stanowili też rzymscy katolicy, a około 1% to byli Żydzi. Zdarzało się, że ludzie odchodzili z naszego kościoła i wybierali inny obrządek albo odwrotnie. Czasem na przykład z tego powodu, że panna młoda nie chciała zostać żoną kogoś z innej religii, albo młody pan nakłonił swoją żonę do zmiany wyznania. Dlatego w naszej wspólnocie w 1941 roku wszyscy byli protestantami, ale niektórzy z nich byli kiedyś Żydami lub katolikami.

Oczywiście wiecie, że wtedy Wrocław i cały Dolny Śląsk znajdowały się w Niemczech. Wrocław brzmi po niemiecku Breslau. I kiedy Hitler doszedł do władzy w Niemczech, rozpoczęły się prześladowania Żydów. Byli oni dyskryminowani, prześladowani, maltretowani itd. Zapanowała ogromna nienawiść wobec nich, która była efektem antysemickiej propagandy. Antysemityzm występował od dawna, ale od momentu kiedy Hitler przejął w Niemczech władzę, prześladowania Żydów stały się fundamentalnym elementem polityki. Jeśli obywatele nie akceptowali tych zmian mogli na przykład stracić pracę i byli terroryzowani.

Zarząd niemieckiego kościoła ewangelickiego, nie protestował, a tym samym akceptował nazizm. Niewielu moich kolegów było przeciwnych Hitlerowi tak jak Dietrich Bonhoeffer, i z tego powodu osoby takie sprzeciwiały się również władzom kościelnym. Mieliśmy więc wielki konflikt, a kiedy pastor nie akceptował polityki rządu i kościoła, też często tracił pracę. No, ale staraliśmy się z niektórymi kolegami występować przeciwko tej polityce tak, jak było można. Udało nam się pomóc w ucieczce wielu Żydom.

Już w czasie wojny Żydzi musieli nosić opaski z gwiazdą Dawida. Uważałam że to nie do akceptowania i pisałam list do moich kolegów przypominając, że ten nakaz stoi w sprzeczności z naszą wiarą i że nie możemy akceptować takiego zachowania miedzy nami, nie możemy pozwolić, by w kościele, w trakcie nabożeństwa, ktoś miał się czuć osobą drugiej kategorii. A oprócz tego, przecież Pan Jezus był Żydem! Nie możemy działać przeciw Niemu i zapominać o naszych korzeniach. Pisałam te listy i wysyłałam. Jak reagowali moje koledzy? Jak Ty byś zareagował? Możesz to sobie wyobrazić?

W konsekwencji tych sprzeciwów zostałam natychmiastowo zwolniona, a potem aresztowana i osadzona na rok w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. Zostałam zatem skazana jak zbrodniarz. Wiara i solidarność były wtedy przestępstwem. O tym mówił Wam też Dietrich Bonhoeffer.

Po powrocie z obozu nadal nie mogłam prowadzić publicznej działalności. To było okropnie. W styczniu ewakuowałam się z moją rodziną z Wrocławia, wtedy, kiedy jeszcze było można. Trafiliśmy do Frankfurtu nad Menem. Nie było łatwo dostać tam tę samą pracę. Niektórzy koledzy nie akceptowali mnie jako pastora-kobiety. Ale w końcu udało mi się i pracowałam tam do końca mojego życia, w 1953 roku.

Zaraz pójdziecie dalej, do rabina Benno Jacoba. Pozdrówcie go z ode mnie, bo choć nigdy z nim nie rozmawiałam, chciałabym poruszyć kilka kwesti…

Benno Jacob

Witam Państwa na Judaistyce na Uniwersytecie Wrocławskim. Tu można studiować żydowską kulturę i tradycję. Ta kultura istnieje nadal, ale też ma bardzo bogatą historię.

W Polsce, przed wojna mieszkało około 35 milionów ludzi, z czego 3,5 miliona to byli Żydzi, a to znaczy że ludność żydowska stanowiła 10% ludzkości polskiej. Dla porównania – w Niemczech przed wojną było około 1% Żydów, również w niemieckim Breslau. Teraz w Polsce mieszka około 7000 Żydów, a polscy Żydzi mają do tej pory bardzo ważne znaczenie dla polskiej kultury. Wiecie dlaczego?

Najpierw powinienem się jednak przedstawić. Nazywam się Benno Jacob, jestem rabinem. Od 1883 roku studiowałem na Uniwersytecie Wrocławskim oraz  na Seminarium Żydowskim we Wrocławiu. Budynek tego Seminarium stał kiedyś na ul. Włodkowica i tam uzyskałem dyplom jako rabin. Natomiast tu, na Uniwersytecie, studiowałem filologią i języki starożytnie – grekę , aramejski i hebrajski, czyli języki w których została pisana Biblia.

Widzieliście Szermierza na Placu Uniwersyteckim? Jako student byłem założycielem klubu żydowskich studentów, którzy uczyli się szermierki. Protestanckie organizacje studentów miały takie kluby, katolicy też, ale dla Żydów było to wtedy nieakceptowane. I Żydzi, którzy uprawiają sport, to też coś nowego! Ale byliśmy obywatelami niemieckimi i przecież mieliśmy służyć w wojsku! I jako Żydzi chcieliśmy się bronić! Na moim grobie w Londynie jest napisane: „Aby żyć i uczyć się, aby walczyć i pomagać“.

Uważałem, że moje życie czasem naprawdę było walką. Nie szablą, ale słowami i nauką. Mieć odwagę, tak jak pisał Bonhoeffer, mieć odwagę cywilną. Nie bać się. Pamiętam jak kiedyś jakiś profesor w Dortmundzie, na otwartej debacie, stwierdził że Talmud, czyli bardzo ważna dla Żydów księga, jest idiotyczną książką. Cała sala była pełna ludźmi, którzy mu wierzyli. Wtedy miałem odwagę zapytać, czy potrafi czytać po hebrajsku. Odpowiedział, że nie, dlatego opowiedziałem zebranym, na czym polega Talmud i starałem się udowodnić, że to piękna i wartościowa księga. Publiczność nagrodziła mnie oklaskami.

Wracam do sprawy studiów! Dlaczego chciałem studiować też na uniwersytecie?

Byłem pierwszym studentem pochodzenia żydowskiego, który studiował zarówno na Seminarium Żydowskim, jak i na Uniwersytecie. Chciałem bowiem zgłębiać tajniki Biblii również metodą, która jest używana na Uniwersytecie. Bo, i to jest trudne do zrozumienia, uważałem, że na Uniwersytecie profesorowie nie szanowali Biblii, ani jako wierzący, ani jako naukowcy. Znacie przysłowie „Zwyciężyć kogoś jego własną bronią”? Chciałem zrozumieć, czego oni nauczali tu o Biblii. Mówili na przykład, że księgi hebrajskie są tak prymitywne, że nie można ich zaliczać do Biblii. Już wtedy zrozumiałem, że takie stwierdzenia są bardzo antysemickie i zyskują na popularności wśród chrześcijanin. Tak jak stwierdzenia, że Jezus nie był Żydem, ale Aryjczykiem. Zrozumiałem, że takie kłamstwa doprowadzą do likwidacji kultury żydowskiej i do prześladowań ludności. Chciałem podjąć dyskusję z profesorami wygłaszającymi takie poglądy na ich terenie, i ich metodami udowodnić, że Biblia Hebrajska jest bardzo ważna oraz kształtowała i nadal kształtuje europejską cywilizację. Nie da się wymazać z Biblii opowiadania o Mojżeszu, Dawidzie czy Eliaszu.

Dostałem dyplom, zostałem magistrem na Uniwersytecie Wrocławskim. Dlatego tak cieszę się, że mogę się tu z Wami spotkać! A potem, od 1890 roku, pracowałem długo w Getyndze i w Dortmundzie, jako rabin i jako teolog. Jako rabin prowadziłem nabożeństwa, kursy o Biblii, rozmawiałem z członkami moich wspólnot, to praca podobna do pracy księdza czy pastora. Pisałem też dużo artykułów i książek o Biblii. Również po 1929 roku, kiedy odszedłem na emeryturę.

Byłem Żydem, ale też Niemcem. I byłem dumny z tego, że jestem Niemcem. Uważałem że Niemcem może być zarówno wierzący, jak i niewierzący. Katolik, protestant, Żyd – to bez różnicy. Ale kiedy Hitler doszedł do władzy, zrozumiałem, że ten antysemityzm jest tak mocny… Moje książki zostały zabronione i spalone. W Noc Kryształową wszędzie w Niemczech, również we Wrocławiu, sklepy żydowskie i synagogi zostały zniszczone, a książki pisarzy niemieckich żydowskiego pochodzenia były publiczne palone.

Wyobrażacie sobie, żeby coś takiego znowu mogło się zdarzyć? Że na przykład w Polsce, tu we Wrocławiu, książki Juliana Tuwima, Janusza Korczaka, Jana Brzechwy, Edyty Stein można spalić…?

Po 1938 roku zdecydowałem się uciec do Londynu. Tam zmarłem w 1945 roku.

4teolodzy_RKE_AP

Edyta Stein

Witam Was tutaj, w moim domu! Byliście już na Rynku, w Kościele i na Uniwersytecie, a teraz trafiliście tu, do mojego domu. Proszę, rozgośćcie się!

Jestem ciekawa, co o mnie wiedziecie. Prawdopodobnie, że jestem Żydówką, urodziłam się we Wrocławiu i później zostałam siostrą zakonną. Tak, urodziłam się we Wrocławiu, w roku 1891, dokładnie 12 października – to był na dzień Jom Kippur, Dzień Wybaczenia. Nie urodziłam się w tym domu, ale na ulica Stanisława Dubois, pod numerem 29. Tam był wtedy inny dom, i ulica nazywała się Kohlenstrasse, czyli ulica Węgielna. Dopiero w roku 1910 wprowadziliśmy się do tego domu, na ul. Nowowiejską, wtedy Michaelisstrasse, co oznacza ul. św. Michała.

No, ale takie rzeczy nie są dla Was pewnie istotne… Nie do końca wiem, co jest dla Was ważne. Nie wiem, co myślicie o Żydówce, która została siostrą zakonną?

Dla mnie to było bardzo ważne. Ale nie tylko to. Ważna była oczywiście żydowska tradycja. Na przykład Pascha zawsze była u nas w domu bardzo szanowana. Kiedy miałam 14 lat, podjęłam decyzję o tym, że jestem ateistką. Dla mojej mamy to był szok i bardzo cierpiała z tego powodu.

Studiowałam najpierw tu, we Wrocławiu, filologię, psychologię i filozofię. Chciałam odkryć, co jest ważne w życiu człowieka. Jak poznać siebie? Jak zrozumieć innych ludzi? Kiedy możemy powiedzieć, że coś jest prawdą? Jak poznać prawdę w sobie, miedzy nami? Takie zagadnienia ogromnie mnie interesowały. A także to, jak być kobietą. Bo widziałam, że muszę walczyć o prawa kobiet. Dziś powiedzielibyście, że byłam feministką. Często napotykałam przez to na rozmaite przeszkody i uprzedzenia. Twierdzono, że miejsce kobiet jest w kuchni, i powinny zajmować się tylko dziećmi. Często jeszcze praca naukowa była zabroniona dla kobiet. To mnie ogromnie denerwowało. Studia były dla nas kobiet często okresem walki. Podobnie było we wszystkich miastach, w których studiowałam, również w Getyndze.

Mimo tych przeszkód zostałam asystentką jednego najważniejszych ówczesnych filozofów – Edmunda Husserla. Dało mi to ogromną satysfakcję, ale nie spowodowało, że osiadłam na laurach. Wobec tragedii pierwszej wojny światowej wydawało mi się, że filozofia nie daje wystarczającej odpowiedzi na moje pytania. Działałam jako pielęgniarka, blisko linii frontu. To całkiem inna praca niż studiowanie, czytanie książek czy prowadzenie badań. Widziałam na własne oczy cierpienie żołnierzy, straciłam niektórych przyjaciół. Starałam się utrzymywać kontakt z ich bliskimi, i odkryłam że oni, ich żony, nie straciły sensu życia, nadziei, wiary. To było dla mnie wielkim odkryciem. Mąż mojej bliskiej przyjaciółki zginął, a ona poradziła sobie dzięki wierze. Mówiła o krzyżu, z którym mamy żyć. Krzyż Wybaczenia. Krzyż Pana Boga. Ona była protestantką, i od tej pory od czasu do czasu odwiedziłam kościoły. Również katolickie. Zawsze były otwarte. To niesamowite, że zawsze można tam wejść, pomodlić się, porozmawiać z Bogiem. Ale jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy modlić się. Powoli zaczynałam jednak szukać prawdy w wierze. I zrozumiałam że ta Prawda mnie szukała, że Bóg mnie szukał.

Nie wiem, czy mnie rozumiecie. Dla mnie to była długa droga. I każdy ma swoją drogę. Dla mnie to było bardzo ważne, a dla mojej mamy to był znowu szok, że zdecydowałam się zostać katoliczką. Kontynuowałam moją pracę naukową. Pisałam o filozofach chrześcijańskich, prowadziłam wykłady i spotkania, zgłębiając zagadnienia istotne dla naszych czasów. Na przykład tematy roli pracy w życiu człowieka, a także edukacji kobiet, czy braku orientacji w życiu i sensu istnienia. Chciałam wstąpić do klasztoru, żeby móc skoncentrować się na spotkaniu z Bogiem, z Jezusem i jego Krzyżem, ale prowadziłam wykłady, byłam nauczycielką i ta praca była również bardzo potrzebna, nie tylko mi samej.

Tymczasem w Niemczech coraz bardziej szerzył się antysemityzm. Zabroniono mi w końcu pracować na szkołach i uniwersytetach. Nie tylko z powodu faktu, że jestem kobietą, ale też Żydówką. Zrozumiałam, że w ten sposób miałam nauczyć się nosić mój krzyż. Wstąpiłam do zakonu w roku 1933 roku.

Możecie wyobrazić sobie, jak ciężko było mojej matce zrozumieć mój wybór. Nie spotkałyśmy się od momentu, w którym zamieszkałam w klasztorze. Nie mogłam podróżować, ale tez, w Niemczech szerzył się nazizm, Hitler został wybrany przez około 32%  Niemców i otrzymał niemal nieograniczoną władzę. Od tego momentu nazizm został oficjalnie uznany i rozpoczęto całkowite terroryzowanie każdego, kto sprzeciwiał się tym poglądom. Prasa została poddana bezpośredniej kontroli rządu nazistowskiego, na ulicach zapanował terror, rozpoczęto budowę obozów koncentracyjnych itd.  

Próbowałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, by przeciwstawić się temu totalitaryzmowi. Napisałam list do papieża, opisując to, co się stało w Niemczech. Nie dostałam poważnej odpowiedzi ale nie straciłam nadziei. Pisałam również do domu.

Musiałam wyprowadzić się do bezpieczniejszego, zagranicznego klasztoru. Przełożona znalazła dla mnie miejsce w klasztorze naszego zakonu w Echt, w Holandii. Ale w 1940 roku Hitler zajął również Holandię, i w 1942 roku zostałam aresztowana, i wysłana do Auschwitz. Tam 9 sierpnia 1942 roku skończyła się moja droga krzyżowa i zaczęło moje życie wieczne…

Na zakończenie spaceru odwiedzimy wystawę poświęconą kardynałowi Kominkowi. Wystawa autorstwa prof. Krzysztofa Pomiana, poświęcona jest osobie Bolesława Kominka (1903-1974), arcybiskupa Wrocławia, autora słynnego listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 r., zawierającego słynne zdanie „Udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. To piąty myśliciel z Wrocławia, którego chcemy włączyć do Spaceru Pokoju.

_DSC7121.jpg

Edward Boudewijn Skubisz

edukator pokoju, założyciel Fundacji Dom Pokoju, urodzony
w Bredzie, holenderski teolog o polskich korzeniach; w Niderlandach, pracował jako pastor, nauczyciel, trener oraz teolog w różnych miastach w  Holandii w latach 1978-2007; od 2005 roku dzieli czas między pobyty w Polsce i Holandii (gdzie pisze doktorat na Uniwersytecie w Amsterdamie);