Jak zrobić sympozjum samorządów? – krakowska dobra praktyka z projektu 100 lat dla pokoju

Monika Witalis-Malinowska i Anna Morżkowska ze Społecznej Szkoły Podstawowej nr 4 im. Juliusza Słowackiego STO w Krakowie w minionym roku szkolnym realizowały we współpracy z nami projekt 100 lat dla pokoju w Europie. Poniżej prezentujemy ich relację i dobrą praktykę – organizację seminarium dla samorządów szkolnych.

img_1236-2

Projekt „100 lat dla pokoju” zrealizowany został w ramach działań szkolnych zespołów projektowych, zajmujących się prawami człowieka i wychowaniem do samorządności. Zespoły te zorganizowały Sympozjum Samorządów Szkolnych Szkół Podstawowych STO pod hasłem „Sto lat dla pokoju”. Odbyło się ono w naszej szkole w dniach 22-23 kwietnia 2016 r.

W sympozjum wzięli udział uczniowie i uczennice klas 4-6 – reprezentujący samorządy ze szkół podstawowych Społecznego Towarzystwa Oświatowego, a także nauczycielki – opiekunki samorządów szkolnych ( około 54 uczestników, nie licząc grupy organizatorów)

 Uczestnicy:

  1. Społeczna Szkoła Podstawowa nr 35 STO, Legionowo
  2. Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 1 STO im. Jana Nowaka Jeziorańskiego, Warszawa
  3. Społeczna Szkoła Podstawowa nr 2 STO, Warszawa
  4. Zespół Szkół Społecznych im. Lotników Morskich STO, Darłowo
  5. Społeczna Szkoła Podstawa nr 24 STO, Warszawa
  6. Społeczna Szkoła Podstawowa nr 2 STO, Białystok
  7. Społeczna Szkoła Podstawowa STO,Kluczbork
  8. Społeczna Szkoła Podstawowa STO im. Ireny Sendlerowej, Ciechanów
  9. Społeczna Szkoła Podstawa nr 4 im. J.Słowackiego STO, Kraków – organizator

Organizatorzy – nauczyciele  : Małgorzata Starczewska-Aksamit – główna organizatorka i koordynatora działań, Dorota Zatorska i Dorota Wiśniowska – autorki gry terenowej, Adam Musiał – przewodnik po Muzeum Schindlera, Monika Witalis-Malinowska i Anna Morżkowska – przygotowały warsztaty związane z wystawą poświęconą Annie Frank. Zaangażowani byli także inni nauczyciele i nauczycielki, którzy pomagali w organizacji działań, robili zdjęcia itp.

Organizatorzy – dzieci: członkowie samorządu szkolnego i chętni uczniowie przede wszystkim z klas 6 – około 20 osób.

Panie Dorota Whitten i Joanna Wajda z fundacji Dom Pokoju przyjęły nasze zaproszenie i  poprowadziły warsztaty dotyczące rozwiązywania konfliktu i mediacji rówieśniczych.

Mottem spotkania był cytat z filmu „Wspomnienie Anny Frank” :

Wolność jest wtedy, kiedy zasypiasz ze świadomością, że nikogo nie skrzywdziłeś, bo wolność
i dobroć to jedno i łatwo codziennie to osiągnąć

Cele  naszych działań to:

  • Integracja i wymiana doświadczeń Samorządów szkół STO
  • Poznanie metod warsztatowych Peer Teaching i Open Space oraz udział w „Mediacjach  rówieśniczych”
  • Udział w projekcie „Sto lat dla pokoju w Europie”
  • Kreatywne uczestnictwo w grze miejskiej i happeningu
  • Nauka budowania świadomej wspólnoty historycznej
  • Uwrażliwienie na prawa człowieka, promowanie idei pokoju i tolerancji.

Przebieg sympozjum

Sympozjum rozpoczęło się w piątek 22.04 około godz. 12.00. Po zajęciach integracyjnych oraz wprowadzeniu w tematykę i przebieg działań, rozpoczęła się gra miejska.

Podzieleni na kilkuosobowe zespoły goście zwiedzali Kraków pod opieką naszych uczniów i nauczycieli. Wykonując zadania w poszczególnych punktach, poznawali losy miasta i jego mieszkańców w czasie II wojny światowej. W trakcie gry uczestnicy odkrywali słowa-klucze, najważniejsze hasła projektu, które pojawiały się w czasie trwania całego Sympozjum.

img_0703

Gra skończyła się w muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera. W czasie zwiedzania wystawy „Kraków – czas okupacji 1939-1945” dzieci dowiedziały się, jak wyglądało życie Żydów w wojennym Krakowie. Na zakończenie miał miejsce happening „Ptaki Pokoju”, podsumowujący grę miejską i wprowadzający w drugi dzień sympozjum.

Drugiego dnia uczestnicy sympozjum zostali podzieleni na dwie grupy i pracowali w dwóch blokach tematycznych. Jeden z nich poświęcony był Annie Frank. Na początku semestru szóstoklasiści z naszej szkoły zostali poinformowani planowanym sympozjum i wprowadzeni w jego tematykę.  Aby wziąć w nim udział, należało przeczytać „Dziennik Anny Frank”. Zgłosiło się 14 osób. Wystawa poświęcona Annie Frank została zaprezentowana ochotnikom kilka dni przed sympozjum. Za pomocą poznanych we Wrocławiu i Amsterdamie metod, przygotowałyśmy dzieci do oprowadzenia po wystawie gości – uczestników sympozjum. My poprowadziłyśmy część wstępną zajęć – „ badanie poziomu” wiedzy o Annie Frank – i podsumowanie, podczas którego goście wybierali jedno zdjęcie z wystawy, uzasadniali wybór oraz opowiadali o swoich emocjach i skojarzeniach związanych ze zdjęciem. Blok zamykała swobodna dyskusja w kręgu, podczas której uczestnicy mogli podzielić się swoimi przeżyciami i przemyśleniami związanymi z historią Anny Frank i ofiarami konfliktów w ogóle. Celem naszych zajęć było uświadomienie dzieciom, czym kończy się nienawiść do drugiego człowieka oraz brak zrozumienia dla odmienności i różnorodności

Drugie zajęcia, w których wzięli udział uczestnicy sympozjum, wprowadziły dzieci w temat mediacji rówieśniczych – tak ważnych w rozwiązywaniu konfliktów. Tę część poprowadziły panie Dorota Whitten i Joanna Wajda, trenerki Edukacji Pokoju, zaproszone do udziału w sympozjum.

Nasze dwudniowe działania podsumowaliśmy tworząc „ mapę myśli” Każdy uczestnik na małych karteczkach zapisywał swoje przemyślenia na różne tematy: co dał mu udział w sympozjum, co go poruszyło, czego się nauczył, z jakimi wspomnieniami wyjedzie z Krakowa. Kartki z zapiskami przykleiliśmy potem na dużej planszy i powiesiliśmy na korytarzu szkolnym, by wszyscy uczniowie, nauczyciele i rodzice mogli zapoznać się z efektem naszych działań. Stworzyliśmy również galerię zdjęć z sympozjum.

img_0729

Wystawa poświęcona Annie Frank pozostała w naszej szkole jeszcze kilka dni. Obejrzały ją dzieci z klas 4- 6 oraz młodzież z gimnazjum i liceum. Uczniowie SP nie tylko oglądali wystawę – klasy uczestniczyły w takich samych zajęciach, jakie odbyły się w czasie  sympozjum i poznały historię Anny Frank z ust swoich kolegów.

Zorganizowane przez nas sympozjum spotkało się z bardzo pozytywnymi reakcjami. Zarówno dzieci jak i nauczycielki w rozmowach z nami podkreślały wagę poruszanych tematów i ich aktualność. Doceniono także poziom merytoryczny zajęć i atmosferę.

Na ręce Dyrekcji wpłynęły liczne podziękowania za możliwość wzięcia udziału w naszym przedsięwzięciu, co jest dla nas bardzo pochlebne i świadczy o zadowoleniu uczestników sympozjum.

Wnioski

Realizację projektu uważamy za bardzo udaną. Nasze działania spotkały się z niezwykle pozytywnym przyjęciem i odzewem. Uczestnicy mocno angażowali się w zadania i aktywnie uczestniczyli w zajęciach. Jako przedstawiciele samorządów szkolnych zapowiedzieli, że po powrocie przedstawią swoje doświadczenia innym uczniom w szkole. To ważne – chodziło nam właśnie o to, by rozprzestrzeniać idee i pomysły.

Najciekawsze było dla nas doświadczenie z wprowadzeniem metody Peer Teaching. Choć stosowałyśmy ją wcześniej, bałyśmy się, że będzie to zbyt duże wyzwanie dla naszych uczniów, przede wszystkim ze względu na ich młody wiek i poważny, budzący wielkie emocje temat. Tymczasem okazało się, że nasi uczniowie bardzo dobrze sobie poradzili. Opowiadając rówieśnikom o losach Anny Frank, narodzinach faszyzmu i działaniach antyżydowskich w ogóle, wykazali się wiedzą i zrozumieniem tematu. Nie uczyli się na pamięć gotowych formułek, mówili własnymi słowami, dzielili się spostrzeżeniami i wrażeniami, odwoływali do swoich doświadczeń ( np. związanych z samotnością, konfliktami w rodzinie, pierwszą miłością). Dzięki temu dzieci, które nas odwiedziły, a potem inni uczniowie naszej szkoły, bardzo zaangażowali się w zajęcia i chętnie opowiadali o swoich odczuciach. Warto podkreślić, że nie wybrałyśmy do pracy z wystawą najzdolniejszych uczniów – każde dziecko, które chciało się zaangażować, mogło to zrobić.

Bardzo podobało się nam również rozwiązywanie konfliktów drogą mediacji i doświadczenia ze Szkoły Pokoju w Amsterdamie. W tym roku w szkole powstał zespół projektowy „Dobre relacje”, który zajmie się tym zagadnieniem.

Serdecznie dziękujemy za możliwość udziału w projekcie. Było to dla nas bardzo ciekawe doświadczenie.

Monika Witalis-Malinowska, Anna Morżkowska

Społeczna Szkoła Podstawowa nr 4 im. Juliusza Słowackiego STO w Krakowie

 

 

 

 

 

Nowy rok, nowe priorytety…

Joanna Wajda

… czyli dlaczego warto spojrzeć na priorytety MEN przychylnie

Pod koniec zeszłego tygodnia, tak prawie niepostrzeżenie, rozpoczął się nowy rok szkolny, a wraz z nim zaczęły obowiązywać nowe priorytety polityki oświatowej. Na ich czele Ministerstwo Edukacji Narodowej umieściło upowszechnianie czytelnictwa i rozwijanie kompetencji czytelniczych wśród dzieci i młodzieży. Publikacje_100lat (13)Można oczywiście polemizować z MEN wykazując, iż dzisiejsza szkoła zmaga się z trudnościami o większej sile i znaczeniu społecznym (choćby stale obecny i rosnący problem przemocy rówieśniczej). Można również spierać się, czy ministerialny sposób realizacji priorytetu poprzez kontrolę prawidłowości organizacji i funkcjonowania bibliotek szkolnych spowoduje, iż linie statystyczne, obrazujące poziom czytelnictwa, wystrzelą w górę. Można. Jednak z dyżym prawdopodobieństwem popsujemy sobie humor na resztę dnia, a po co? Lepiej spojrzeć na prioryt MEN przychylnie. I to co najmniej z dwóch powodów.

Po pierwsze, z badań czytelnictwa przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową i TNS Polska wynika, że w zeszłym roku czterech na dziesięciu Polaków nie przeczytało ani jednej książki,   a ponad połowa nie sięgnęła nawet po tekst dłuższy niż trzy strony. Ktoś zapyta – i co z tego?  I co z tego, że czytanie rozwija wyobraźnię, wzbogaca słownictwo, poprawia pamięć i koncentrację,  a nawet redukuje stres – bez tego da się żyć! Oczywiście, że się da. Wybierając tą drogę musimy jednak liczyć się z konsekwencjami, choćby w postaci anafabetyzmu funkcjonalnego, czyli braku umiejętności rozumienia tekstu – odnajdywania, porównywania, łączenia i przetwarzania zawartych w nim wiadomości oraz wykorzystywania ich w codziennym życiu. Kompetencja ta przydaje się nie tylko do odczytania instrukcji obsługi czy rozkładu jazdy pociągów (problem 40 % Polaków), ale i do świadomego korzystania z dobrodziejstw demokracji. Pozytywną korelację między czytelnictwem a poziomem funkcjonowania społeczeństw dostrzegł już w VI w. p.n.e. Pizystrat, który nakazał spisać i masowo upowszechnić dzieła Homera. Dzięki temu ateńczycy nauczyli się czytać i pisać, a Ateny stały się demokratyczne (K. Popper). Idąc tym tropem łatwo zrozumieć, dlaczego systemy totalitarne opierą swą politykę na indeksach ksiąg zakazanych, promują cenzurę, hołdują propagandzie i populizmowi. Ludzie, którzy mają niskie możliwości alfabetyczne nie są bowiem nauczeni filtrowania informacji, zadawania pytań, rozróżniania demagogii od prawdy, co w efekcie powoduje, że wybierają informacje upraszczające rzeczywistość i nie wywołujące dysonansu poznawczego.  Jest to niebezpieczny aspekt, gdyż, jak wskazuje Jim Trelease: naród, który niewiele czyta, niewiele wie. Naród, który niewiele wie, podejmuje złe decyzje – w domu, na rynku, w sądach, przy urnach wyborczych. Te decyzje ostatecznie odbijają się na całym narodzie. Niewykształcona większość może przegłosować wykształconą mniejszość.

Po drugie – kandyjski psycholog Keith Oatley opublikował w Trends in Cognitive Sciences badania wykazujące, iż czytanie książek i słuchanie opowieści nie tylko rozwija wyobraźnię, ale przede wszystkim stymuluje obszar mózgu odpowiadający za inteligencję emocjonalną, a ta ściśle koreluje z naszymi umiejętnościami radzenia sobie w życiu społecznym. Badania Oatley`a wskazują zwłaszcza na jeden aspekt – empatię. Jest ona zdolnością bez której umieszczenie siebie w mentalnych butach innej osoby (A. Goldman) nie byłoby możliwe. Co ważne, empatia nie opiera się jedynie na współczuciu czy litości, ale na wiedzy i zrozumieniu położenia innej osoby – zachowania, postawy, słów, gestów itp. Dzięki temu jesteśmy w stanie dostroić się do zaistniałej sytuacji i adekwatnie do niej zareagować. Dlaczego emaptia jest taka ważna? Dlatego, że jako ludzie jesteśmy istotami społecznymi i właściwe każda nasza relacja opiera się na komunikacji grupowej. To empatia pozwala nam ograniczyć nasz egocentryzm, egoizm, skłonność do manipulacji oraz agresję powodowaną żądzą zaspokojenia swoich potrzeb. To sprzymierzeniec walki z myśleniem opartym o stereotypy, ksenofobicznym i pełnym uprzedzeń względem drugiego człowieka. Stąd też na walory empatii coraz częściej zwracają uwagę współcześni teolodzy, choćby Manuela Kalsky[1], zdaniem której empatia powinna być przedmiotem w szkole. Nasze społeczeństwo potrzebuje umiejętności wczucia się w położenie drugiego człowieka. W przeciwnym razie będziemy zgubieni.

W moim odczuciu powyższe argumenty są wystarczając,e aby nie zbywać lekceważącym uśmiechem priorytetu MEN. Zatem czytajmy sobie i swoim dzieciom – darując tym samym mądrość, otwartość, roztropność oraz prawie magiczną umiejętność zaglądnięcia do psychiki drugiego człowieka.

Oczywiście nie bez znaczenia jest dobór lektur, ale o tym następnym razem…

 

[1] Manuela Kalsky będzie gościem Jesieni Dialogu 18.10.2016 roku we Wrocławiu, organizowanej przez Fundację Dom Pokoju – szczegóły w aktualnościach na stronie dompokoju.org oraz na naszym Funpage’u.


 

_DSC7432Joanna Wajda

trenerka Edukacji Pokoju i doradczyni obywatelska, w latach 2001-2015 prezes oraz doradca prawny w Dolnośląskim Stowarzyszeniu Pomocy Ofiarom Przestępstw Karta 99; autorka broszur i poradników prawnych; członek Rady ds. Partycypacji działającej przy Prezydencie Wrocławia czy Dolnośląskiej Rady Młodzieży; współtwórczyni wrocławskiego programu poradnictwa prawnego, który w 2015 roku otrzymał nagrodę główną Kongresu Poradnictwa Prawnego i Obywatelskiego, realizowanego przez Instytut Prawa i Społeczeństwa oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w kategorii: Najlepszy model współpracy samorządu i organizacji poradniczych; w 2014 roku, za wkład w rozwój polityki młodzieżowej, otrzymała srebrny medal Zasłużonej dla Dolnego Śląska;

100 lat dla pokoju w Szalom Alejchem

Monika Smolińska i Małgorzata Kiwior to nauczycielki z wrocławskiej szkoły Szalom Alechjem we Wrocławiu, które w połowie ubiegłego roku rozpoczęły współpracę z Fundacją Dom Pokoju i siecią nauczycieli zgromadzonych w ramach projektu 100 lat dla pokoju w Europie. By podsumować podejmowane w szkole działania przygotowały prezentację, którą przytaczamy poniżej – zachęcamy do lektury i inspirowania się pomysłami pedagogów z Szalom Alejchem!

Wstęp

Ze względu na profil szkoły większość działań związana była z tymi elementami historii Polski i świata, których częścią byli Żydzi. Oprócz działań, które miały wpływ jedynie na naszą grupę (lekcje, warsztaty, wystawy), podejmowaliśmy też aktywności, poprzez które oddziaływaliśmy na innych. Gościliśmy dorosłych bardziej znanych jak Abraham Ascher czy Mira Żelechower-Aleksiun oraz mniej znanych jak uczestnicy Forum Unna z Niemiec. Naszymi gośćmi były też dzieci: z przedszkola „Puchatkowa Załoga” i ze szkół podstawowych w Piekarach Śląskich, Tyńcu Małym, Niepublicznej Szkoły Podstawowej Montessori we Wrocławiu oraz Gimnazjum nr 23 we Wrocławiu.
Podczas tych spotkań staraliśmy się podejmować wspólne aktywności, między innymi: tańczyliśmy, tworzyliśmy, składaliśmy żonkile, budowaliśmy makietę żydowskiego Bresloj. Poprzez te działania nawiązywaliśmy bliższe relacje, uczyliśmy się od siebie wzajemnie, rozbudzaliśmy ciekawość, przełamywaliśmy stereotypy i budowaliśmy poczucie bezpieczeństwa oraz wspólnoty.
Efektem działań w ramach projektu „100 lat dla pokoju w Europie” jest również „zasianie ziarenka” ciekawości, chęć wspólnego poszukania odpowiedzi, umiejętność i chęć zadawania pytań tym, którzy chcą dzielić się historią- babcie, dziadkowie, rodzice, ciocie i wujkowie. Okazało się, że nie tylko najbliżsi chętnie sięgają pamięcią do dawnych czasów. Nasi goście niejednokrotnie nam to udowodnili.

Pamięć

16.04.2015 r. – Spotkanie z Martinem Pollackiem – uczniowie mogli dokonywać refleksji nad rozumieniem mechanizmów, w jakie wikła nas historia. Spotkanie prowadziła prezes Fundacji HA Pani Agata Ganiebna.
Martin Pollack, będąc potomkiem austriackiej nazistowskiej rodziny, odciął się od spuścizny przodków i opowiadał nam, jak na złość własnej babci został studentem polonistyki, wolontariuszem w Izraelu, jak oparł się propozycjom współpracy ze strony aparatu bezpieczeństwa Polski Ludowej. Przestrzegał, abyśmy pamiętali, że Hitler nie był samotnikiem – miał tysiące podobnie myślących współobywateli, którzy zdobyli władzę.
Spotkaliśmy się z wybitnym austriackim tłumaczem, eseistą i publicystą. Ponieważ Pan Pollack jest zapalonym ogrodnikiem zaprosiliśmy go do wspólnego sadzenia naszego zielniko-kwiteniko-warzywniaka. Potem rozmawialiśmy o trudnej przeszłości, że każdy z nas decyduje, czy wybierze dobro, czy zło.
Przekonywał, że wciąż musimy aktywnie, publicznie przeciwstawiać się ludziom, którzy nie szanują innych i nienawidzą…

SA2

Maj 2015 r, Pamięć miasta… „Moje miasto, moja historia”, Warsztaty terenowe dla klas IV i VI prowadzi Pan Szymon Białonoga – nasz historyk i zapalony turysta
Autorzy programu: Juliet Golden, (USA, urban studies, dziennikarstwo), Agata Ganiebna
Rodzina Schottlander – przedwojenni Żydzi we Wrocławiu i ich dziedzictwo
Park Południowy powstał jako odpowiedź na postępujący proces urbanistyczny Wrocławia oraz umożliwienie wypoczynku wciąż powiększającej się populacji miasta. Głównym fundatorem tego wrocławskiego obszaru zieleni był Julius Schottländer.
Julius Schottländer (ur. 22.03.1835 w Ziębicach, zm. 01.01.1911 we Wrocławiu) – filantrop pochodzenia żydowskiego, wybitna postać miasta Wrocław, przed wojną patron dzisiejszej ulicy Karkonoskiej we Wrocławiu. Miał syna imieniem Paul (1870 – 1938), doktor filozofii, honorowy senator Uniwersytetu Wrocławskiego, przewodniczący Wrocławskiego Związku Uniwersyteckiego. Na Cmentarzu Żydowskim przy ul. Ślężnej we Wrocławiu, znajduje się grobowiec rodziny Schottländer, w którym również pochowany został Julius.

03-11.06.2015, Wystawa o Annie Frank gościła w naszej szkole, Spotkania warsztatowe poprowadził Pan Sergiusz Kulczewicz współpracujący z Domem Anny Frank w Amsterdamie i Domem Pokoju we Wrocławiu. Bardzo mądre warsztaty z wielką wrażliwością wprowadzające dzieci w wiedzę o Holokauście. Przygotowana została także wystawa, po której starsi szalomowicze oprowadzali najmłodszych.
Do jej obejrzenia zaprosiliśmy też kolegów z sąsiadującego z nami Gimnazjum nr 23. Tym razem piątoklasiści mogli się sprawdzić jako kustosze dla starszych zwiedzających. Poradzili sobie fantastycznie. Dodatkowo, z wystawy chętnie korzystali rodzice, oprowadzani przez swoje dumne pociechy.

SA

12.10.2015 r. – Abraham Ascher naszym gościem, Spotkanie z amerykańskim historykiem Abrahamem Ascherem, autorem książki Oblężona społeczność. Wrocławscy Żydzi w czasach nazizmu. Ascher nie tylko jest historykiem, lecz również świadkiem historii, ponieważ urodził się we Wrocławiu w 1928 r. jako potomek galicyjskich Żydów. Udało mu się opuścić Wrocław wraz z rodziną w 1938 r.

„Perecjada”-Konkurs plastyczny i Warsztaty Jidysz-Synagoga Pod Białym Bocianem
Wspólnie czytaliśmy bajki i opowiadania Pereca. Postanowiliśmy wziąć udział
w konkursie i stworzyliśmy wspólnymi siłami makietę.
Uczniowie Szalom Alejchem za pracę zbiorową (makieta) zdobyli nagrodę specjalną w konkursie plastycznym „Ulica Pereca- nowe spojrzenie”. 13 grudnia 2015 r. w Synagodze pod Białym Bocianem uczestniczyli w warsztatach Jidysz prowadzonych przez panią Annę Rozenfeld oraz panią Dorotę Liliental (prawnuczkę Reginy Lilientalowej). Wtedy też odbierają nagrodę wygraną w konkursie.

18.04.2016 r. – współtworzymy mural Marka Edelmana, W ramach obchodów 73. rocznicy powstania w getcie warszawskim Stowarzyszenie Żydowskie Cukunft zaprosiło Dariusza Paczkowskiego do stworzenia muralu Marka Edelmana we Wrocławiu. Szalomowicze mieli ogromną radość być obecnymi przy początkach powstawania muralu. Zostawili także swoje ślady… Duma, że Wrocław ma ten mural!

SA3

09.11.2015 r. – Marsz Wzajemnego Szacunku, 9 listopada wzięliśmy udział w marszu, by upamiętnić 77. rocznicę nocy kryształowej. Nie jest to nasz pierwszy udział, jednak za każdym razem przeżywamy to równie silnie.

12.04.2016 r. – Gościliśmy w szkole uczestników Forum Unna. Opowiadaliśmy o naszej szkole, śpiewaliśmy hebrajskie piosenki i wspólnie przygotowaliśmy mnóstwo papierowych żonkili, wręczanych na ulicach Wrocławia w dniu 19 kwietnia (ogólnopolski projekt Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN „Łączy nas pamięć”, organizowany dla uczczenia pamięci Powstania w Getcie Warszawskim).
Co roku Forum Unna (Forum für Politik, Wirtschaft und internationale Begegnungen e.V., http://www.forum-unna.de) organizuje wizyty grup dorosłych Niemców, często już emerytowanych, różnych profesji. Przyjeżdżają do kilku miast w Polsce (Wrocław, Kraków, Gdańsk) celem poznawania historii i kultury regionu. Ilekroć spotykają się z młodzieżą naszej szkoły, włączani są w projekt „Pamięć – Teraźniejszość – Przyszłość”. Przedwojenni mieszkańcy Dolnego Śląska (Breslauerzy) we wspólnych działaniach z naszymi uczniami dzielą się swoimi historiami życia.

15.04.2015 r. – Rozmawialiśmy też o przeszłości i teraźniejszości żydowsko-niemiecko-polskiej. Opowiedzieliśmy gościom o naszej szkole, historii, projektach. Podzieleni na trzy niemiecko-szalomowe grupy konstuowaliśmy i dekonstuowaliśmy budowle. Pouczające doświadczenie. Dzieciom wracajacym na lekcje nasi goście zaśpiewali „Szalom Alejchem”. Piękne spotkanie.

Historie opowiedziane

W ramach uczenia się rozumienia przeszłości swoich rodziców, dziadków i pradziadków, młodzież naszej szkoły zaprasza do szkoły osoby najbliższe, które opowiadają o zagmatwanych losach czasów wojny i ich skutkach, co często jest najlepszym sposobem pobudzania do refleksji nad niejednoznacznością ludzkich wyborów.

Warsztaty „Moje miasto, moja historia” 11.05.2016, 16.05.2016, 01.06.2016r.
(A. Zembrzuska, R. Ligus, M. Maciejewska)
Zaproszenie do dzielenie się historiami swojego życia osoby, które trafiły do Wrocławia zaraz po wojnie – SIMCHA 27.05.2016.
Wywiady z dziadkami przeprowadzone przez Biankę Miś, Wiktorię Żurek
(pod kierunkiem R. Ligus, A. Zembrzuska).
Współpraca w ramach projektu „Pamięć – Moje miasto, moja historia” – Agnieszka Zembrzuska, Dolnośląska Szkoła Wyższa

04.03.2016 r. – mieliśmy niesamowitą okazję usłyszeć opowieść Mikołaja z klasy czwartej oraz jego taty o pradziadkach, Eugenii i Wacławie Małasiewiczach, przedstawionych do „Medalu Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.
Po wcześniejszych zajęciach wiedzieliśmy, kim są „Sprawiedliwi”. Jednak słuchanie prawdziwej historii, oglądanie autentycznych dokumentów i medali zrobiło na nas ogromne wrażenie.

SA4

Odkrywanie
Starsze klasy poznawały zagadnienia związane z pokojem i jego brakiem, na różnych przedmiotach. Podczas zajęć z języka polskiego uczniowie analizowali różne teksty literackie.
Ważne były też spotkania autorskie – mieliśmy okazję rozmawiać o „Projekcie Breslau” z Magdaleną Zarębską. Byliśmy pod wzajemnym wrażeniem.
Zapiski z dziennika:
* „Wyspa na ulicy Ptasiej” Uri Orlev
* Irena Sendlerowa – na czym polega bohaterstwo?
* I.L.Perec „Sąd Salomona” – wyciągamy wnioski
z przesłanek zawartych w tekście
* W walce o wolność (P. Beręsewicz „Tajemnica człowieka z blizną”)
* Czy wojna jest dziewczyn?
* ”Dziecko Noego” Eric-Emmanuel Schmitt

Lekcje z historii i społeczeństwa, historii żydowskiej i kultury żydowskiej obfitowały w rozmowy, wycieczki, filmy oraz prace plastyczne.
Uczniowie tworzyli mapy myśli dotyczące wojny i pokoju. Brali udział w lekcjach muzealnych i warsztatach on-line prowadzonych przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Ukoronowaniem tych lekcji była czterodniowa wycieczka do Warszawy, gdzie w żywym mieście poszukiwali śladów przeszłości.
Zapiski z dziennika:
* Milhama. Stosunki polsko-żydowskie podczas okupacji niemieckiej.
* Holokaust w okupowanej Europie.
* Żydzi w przedwojennym Wrocławiu.
* Wzrost antysemityzmu w Europie w latach 20 i 30 XX wieku.
* Żydzi podczas II wojny światowej. Stworzenie mapy myśli czym jest wojna, getto itd. Wytłumaczenie pojęć obozowych (Umschlagplatz, Birkenau, transporty, obozy koncentracyjne). Zapoznanie z historią Szymona Baumana na podstawie książki „Wszystkie moje mamy”. Wprowadzenie do przedstawienia postaci Sprawiediliwych Wśród Narodów Świata.
* Stworzenie mapy myśli – pokój
* Warsztaty o Powstaniu w Getcie Warszawskim w porozumieniu z Muzeum Żydów Polskich – Polin
*Spotkanie z Abrahamem Ascherem. Życie w żydowskim Breslau lat trzydziestych, wojna z perspektywy dziecka.
*Przeszłość Kereta

Lekcja historii Dolnego Śląska w terenie
Uczniowie starszych klas wybrali się na wycieczkę do Twierdzy Kłodzko, aby bliżej przyjrzeć się historii Dolnego Śląska. Nie tylko mieli możliwość wysłuchać jak przebiegały zdarzenia w tym rejonie, ale również zobaczyć i dotknąć mury twierdzy, o której słyszeli wiele ciekawostek.

Na lekcjach matematyki dzieci poznawały sylwetki wrocławskich noblistów. Podczas zajęć komputerowych poszukiwały w Internecie informacji dotyczących wybranej przez siebie instytucji działającej na rzecz pokoju. Przy okazji korzystały z katalogów bibliotecznych, oceniały rzetelność źródeł i uczyły się krytycznego analizowania znalezionych danych. Przypomniały sobie informacje o prawie autorskim oraz spróbowały stworzyć opis bibliograficzny dokumentu elektronicznego.
Dzięki dużej ilości otrzymanych ulotek mogliśmy pracować z nimi na różne sposoby. Uczniowie je rozcinali, analizowali i tworzyli własne klasyfikacje.

SA5

25-28.04.2016 r. – Docieramy do celu
Projekt „100 lat dla pokoju w Europie” , który zaczęliśmy wcielać w życie, rozbudził ciekawość i chęć poznawania historii naszych szalomowiczów do czerwoności.
Dlatego 25 kwietnia wraz ze starszymi klasami wyjechaliśmy do Warszawy.

Państwowe Muzeum Etnograficzne – może być pysznie!
Uczniowie mogli zasmakować historii w czasie Warsztatów „Pierogi świata łączcie się”. Przygotowaliśmy hamantasze na Purim. Obserwowaliśmy mistrzynię, uczyliśmy się nowych nazw pierogów oraz sposobów ich sklejania, podgrzewania i… jedzenia, niektóre wymagają specjalnej techniki. Każdy z nas przygotował przynajmniej sześć pierogów. Tak dobrze skleiliśmy pierogi, że rozpadł się tylko jeden.
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Etnograficzne, Centrum Nauki Kopernik, Syrenka, Łazienki, Grób Nieznanego Żołnierza, Pałac Prezydencki, Zamek Królewski to tylko niektóre punkty wycieczki.

19.04.2016 r. „Sztuka pokoju. Izrael w oczach dzieci”
Maureen Kushner wraz z dziećmi, pochodzącymi z różnych krajów, pracowała nad projektem od 1994 do 2011 roku, którego efektem jest wystawa „Sztuka pokoju. Izrael w oczach dzieci”. Dzieci tworzyły murale i obrazy mówiące o wojnie i pokoju.
Oczywiście nie mogło nas zabraknąć na tej wystawie, więc 19.04.2016 r. wybraliśmy się do Centrum Kultury i Edukacji Żydowskiej w Synagodze Pod Białym Bocianem.

09.05.2016 r. – Dzień Europy
Udaliśmy się do Parku Staromiejskiego, aby świętować Dzień Europy! Przywitaliśmy się z Syriuszem – maskotką Dnia Europy. Odwiedziliśmy stoiska konsulatów Norwegii, Niemiec, Francji, Bułgarii. Przeprowadziliśmy kilka eksperymentów na stoisku wrocławskiego Humanitarium.

Współpraca
Szkolny plan lekcji został ustalony tak, że klasy 2 i 3 miały łączoną lekcję edukacji wczesnoszkolnej. Okazało się to być wspaniałą okazją do realizowania zajęć związanych z projektem „100 lat dla pokoju w Europie”.
Spotkania te miały podwójne znaczenie, gdyż wspólna praca dla tych grup była wyjątkowo trudna. Dodatkowo zajęcia odbywały się regularnie i pozwalały głębiej i bez pośpiechu poznawać wybrane zagadnienia. Pozwoliły też dopasować niektóre tematy do młodszych uczniów oraz postawić dodatkowe zadania przed starszymi.

Tworzyliśmy „słoneczka” i mapy myśli dotyczące Europy, pokoju. Rozmawialiśmy też o szkole – bezpiecznej, otwartej, uczącej się. Uczniowie pracowali w grupach. Uczyli się wyrażać swoje opinie i dyskutować, nie obrażając swoich rozmówców.
Podobała im się możliwość oceniania zajęć.
Podczas zajęć z klasami młodszymi i starszymi wykorzystywane były również materiały z publikacji „Kompasik. Edukacja na rzecz praw człowieka w pracy z dziećmi”.

Łączymy pokolenia

21.01.2016 r. – Dzień Babci i Dziadka
Rabi Choni był świadkiem sadzenia drzew przez dziadków i zbierania z nich owoców przez wnuczków po 70 latach:) Pielęgnujemy międzypokoleniową więź także w Szalom Alejchem.
Zawsze bardzo serdecznie witamy nasze Babcie i Dziadków w szkole. Są źródłem cudownych opowieści, którymi chętnie się z nami dzielą. Słuchamy o dzieciństwie, ulubionych zabawkach i zabawach. Wspólnie się bawimy i spędzamyczas.

https://www.youtube.com/watch?v=hRfV7XrGfBo opowieść o Rabim Choni
03.06.2016 r. Spotkaliśmy się z Janem Cervinką – Dziadkiem Szymona z trzeciej klasy. Ten znany czeski himalaista przywiózł do naszej szkoły mnóstwo sprzętu i pamiątek. Opowiedział nam o przygotowaniach do wyprawy, o trudnościach i o zwycięstwach. Pokazał nam też różnice między wyprawami dawnymi, a obecnymi.
Nasz gość chętnie odpowiadał na pytania.
Zobaczyliśmy na mapie trasy wypraw. Oglądaliśmy na zdjęciach stare ciężarówki. Dowiedzieliśmy się, że czasami najtrudniejszą częścią wyprawy było dotarcie do stóp góry.

SA6

Bardzo ciekawe opowieści snują też nasi Rodzice. Zapraszają nas do miejsc pracy i opowiadają o swoich zadaniach. Przychodzą też do nas i opowiadają, skąd pochodzą. Pokazują na mapie, jak daleko od Wrocławia się urodzili. Prezentują swe rodzinne strony zarówno od strony przyrodniczej, jak i kulturalnej i zabytkowej. Wspominają swoje dzieciństwo. Mówią o tym, w czym było podobne, a czym się różniło od współczesnego.
Jakie były ich marzenia, ulubione zajęcia. Które z tych marzeń udało im się spełnić.
Mogliśmy spojrzeć zupełnie inaczej na naszych Rodziców. Oni też byli dziećmi i świetnie się bawili. Mieli swoje marzenia i wyzwania.
Dla Rodziców była to również okazja do opowiedzenia dzieciom, co robią, gdy nie ma ich w pobliżu.

18.04.206 r. Wystawa prac Miry Żelechower-Aleksiun

Wybraliśmy się do Galerii Miejskiej na wystawę prac Miry Żelechower-Aleksiun.
Usłyszeliśmy o okolicznościach powstawania tych prac. Wyszukiwaliśmy żydowskie symbole na obrazach.
A później mamy ogromną niespodziankę i …
… z wielką uwagą słuchamy opowieści naszego gościa.

10.06.2016 r. gościliśmy Panią Mirę
w naszej szkole. Poprosiła nas wcześniej o przygotowanie prac inspirowanych jej twórczością. Zrobiliśmy to z radością. Pani Mira z radością przyjęła nasz prezent
i chętnie dopytywała o szczegóły naszych prac. Dostaliśmy też kilka wartościowych rad. Ogromnym zaszczytem była możliwość podpisania prac dla znakomitej artystki.

Działamy!

30.11.2015 r. – Mini-maraton pisania listów z Amnesty International
Pisaliśmy w obronie i do tegorocznej bohaterki Maratonu Yecenii Armenty. W kopertach wylądowały listy, rysunki, świąteczne kartki, a nawet rzeźby z papieru.
We wrześniu Amnesty International Poland otrzymało Global Activism Avard 2015. Mieliśmy w tym swój udział. W tym roku też dowodziliśmy, że nasz głos się liczy i warto działać.

19.04.2016 r. w 73. rocznicę powstania w getcie warszawskim zapraszaliśmy przechodniów do wspólnego malowania łąki żonkili przed pomnikiem bohaterów getta
i rozdawaliśmy składane wcześniej papierowe żonkile. Łączy nas pamięć – 73. rocznica powstania w getcie warszawskim.
http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,19943982,wroclaw-dzieci-namalowaly-zonkile-dla-marka-edelmana.html?disableRedirects=true

SA7

18.06.2016 r. – Występ na Festiwalu „Kalejdoskop Kultur”
Dwudziestoosobowy zespół Szalomowiczów z różnych klas wystąpił na Festiwalu „Kalejdoskop Kultur”. Na Wyspie Słodowej zaprezentowaliśmy dwie piosenki w języku hebrajskim (Ani Purim i Chag Purim) oraz dwa tańce izraelskie (Karev Yom i Hora Chadera).
Przygotowywała do śpiewu i wspierała w czasie występu p. Natalia Wyszyńska, tańce trenowaliśmy z paniami Małgosią Kiwior i Moniką Smolińską. Tremę pomagała rozładować Pani Dyrektor Rozalia Ligus i pani Małgosia Maciejewska. Wspierało nas również wielu Rodziców. Dla wielu osób był to pierwszy występ na scenie przed tak liczną publicznością.

14.04.2016 r. – Oglądaliśmy SERCE NADODRZA – instalację na ścianie budynku zrobioną z ręcznie malowanych kafli. A wśród sercowych kafli są też te ozdobione przez naszych uczniów i ich rodziców!

Wymiana
20-22.09.2015 r. – wizyta uczniów ze Szkoły Podstawowej w Piekarach Śląski. Przyjechali do nas w czasie żydowskiego święta Sukkot. Przy okazji tworzenia lulawów opowiadaliśmy im o święcie, o jego symbolice, o kulturze żydowskiej, o naszej szkole.
Wybraliśmy się również wspólnie na warsztaty w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Nauki i odwiedziliśmy wrocławskie ZOO.

22.01.2016 r. przyjechali do nas koledzy z SP w Tyńcu Małym. Towarzyszyli nam w obchodach święta Tu BiSzwat (Nowy Rok Drzew). Wspólnie przygotowywaliśmy uroczysty poczęstunek dla całej społeczności szkolnej. Odbył się turniej wiedzy o drzewach i wspólne tańce.
25.05.2016 r. miała miejsce rewizyta. Tworzyliśmy prezentacje, mapy i plany żydowskiej dzielnicy z najważniejszymi instytucjami religijnymi i kulturalnymi. Przeprowadziliśmy też warsztaty na temat żydowskiego Bresloj.

11.05.2016 r. odwiedziły nas przedszkolaki z „Puchatkowej Załogi”. Przyniosły nam wspaniały obraz, który sami stworzyli. Wspólnie śpiewaliśmy po hebrajsku, tańczyliśmy i tworzyliśmy papierowe sowy.

Odpowiedzialność
Budujemy świadomość historyczną i dzielimy się wiedzą i umiejętnościami z innymi.
Ważna jest również teraźniejszość. Staramy się budować poczucie odpowiedzialności za siebie, drugiego człowieka i otaczające nas środowisko.
Planując działania w naszej szkole dbamy o to, aby brali w nich udział wszyscy uczniowie na miarę swoich możliwości. W ten sposób uwrażliwiamy się na drugiego.
Zapiski z dziennika:
* Otworzyć oczy i pomóc
* Porozmawiajmy o prawach dzieci
* Oglądamy film – Chłopiec w pasiastej piżamie.
* Oglądamy film o Marku Edelmanie.
* Film „Lista Schindlera”

10.11.2015 r. – warsztaty o wolontariacie prowadzone przez wrocławskie hospicjum – kim jest wolontariusz, jakie musi mieć cechy, czy każdy może zostać wolontariuszem? Po raz kolejny przekonaliśmy się, że siła tkwi we wspólnocie.
23.10.2015 r. – stowarzyszenie „Otwarte Klatki” -edukacja empatyczna. W czasie tego spotkania dowiedzieliśmy się, jak różne zachowania mogą prezentować zwierzęta hodowlane, jaką dysponują inteligencją i jak potrafią się przywiązywać do ludzi.
W ramach zajęć mogliśmy też przygotować sobie koszulki z wybranymi wzorami związanymi z kampanią.
15.04.2016 r. – cztery uczennice klasy 6 zostały zaproszone na bal wolontariatu do ZS nr 3 we Wrocławiu. Jednym z punktów programu była nauka tańców integracyjnych. My nauczyliśmy koleżanki i kolegów z czterech innych szkół dwóch tańców- Nigun Atik i Od Jiszama.

16.02.2016 r. – warsztaty asertywności – zostały zorganizowane przez jednego z Rodziców uczennicy z klasy pierwszej. Dzieci odkrywały, jak wielką siłę mają słowa. Poprzez scenki dramowe uczyły się bronić swego w różnych sytuacjach.

22.02.2016 r. – warsztaty z pierwszej pomocy – wszystkie dzieci potrafią ułożyć poszkodowanego w pozycji bezpiecznej i skontaktować się ze służbami ratunkowymi. Starsi uczniowie trenowali dodatkowo resuscytację krążeniowo-oddechową. Czujemy się bezpieczniej.

06.05.2016 r. – pierwsze spotkanie z dr Rafałem Włodarczykiem z cyklu „Z zagadnień etyki żydowskiej”: „POMAGAĆ”. Zaczęliśmy od rozmowy dlaczego ludzie sobie pomagają i kto potrzebuje pomocy? Nasze zadanie: w grupach zaplanować i zapakować tira z akcją humanitarną dla poszkodowanych dzieci i dorosłych w trzy dni po trzęsieniu ziemi w Nepalu. Dużo pytań: jak pomagać?, skąd wziąć te „rzeczy”?, ile swojego czasu i pieniędzy przeznaczyć na pomoc? Rozmawialiśmy też o pomaganiu w judaizmie i etyce żydowskiej, chrześcijańskiej, muzułmańskiej – gościnności, cedace bez wdzięczności, właściwej dystrybucji środków, obowiązkach bogatych…

SA8

Finał Projektu
Podczas budowania wystawy współpracowaliśmy i pomagaliśmy sobie wzajemnie.
W ostatnim tygodniu roku szkolnego, dzięki wspólnemu wysiłkowi uczniów i nauczycieli, stanęła kartonowa wystawa „100 lat dla pokoju w Europie”. Negocjowaliśmy, dyskutowaliśmy i dochodziliśmy do kompromisów. Wykorzystywaliśmy wiedzę i umiejętności nabyte w ciągu roku szkolnego. Utworzyliśmy symboliczny łańcuch wokół elementów wystawy. Starsi opowiadali młodszym o znaczeniu obrazków, które znalazły się na kartonach.
-Dlaczego w jednym z kartonów jest dziura?
-Tam się zmieści moja głowa!
-Moja też!
-Czyli, że każdy z nas jest częścią historii?
-I ma wpływ na pokój

20.07.2016 r. – Spacer Pokoju i debata „Pięciu myślicieli wrocławskich w obronie praw człowieka”
W czasie wakacji odbył się finał projektu „100 lat dla pokoju w Europie”, w którym nie mogliśmy wszyscy wziąć udziału, ale udało się to kilku osobom. To było fascynujące doświadczenie.

SA8

 


Monika Smolińska i Małgorzata Kiwior uczestniczyły w projekcie 100 lat dla pokoju w Europie, realizowanym przez Fundację Dom Pokojuze środków Komisji Europejskiej. Bardzo dziękujemy za współpracę i relację

Spacer Pokoju we Wrocławiu

20 lipca 2016 roku, na zakończenie osiemnastomiesięcznego projektu „Sto lat dla pokoju w Europie”, zapraszamy na Spacer Pokoju – wędrówkę śladami wrocławskich myślicieli-teologów, którzy tutaj działali na rzecz pokoju, a poniżej zamieszczamy tekst spaceru autorstwa Edwarda Skubisza, który od lat zgłębia myśli wrocławskich teologów i organizuje spacery popularyzujące ich myśli.

Spacer Pokoju wyruszy 20 lipca 2016 roku, o godzinie o godzinie 16:00  spod Sukiennic, a o godzinie 18.00 w siedzibie Fundacji Dom Pokoju, przy ul. Łokietka 5/1 rozpocznie się debata pt. „Pięciu myślicieli wrocławskich w obronie praw człowieka”.

Aktualności zamieszczamy na wydarzeniu promującym spacer i debatę, a więcej o finalizowanym projekcie można przeczytać również na naszej stronie.

Ideą spaceru jest upamiętnianie oraz ożywianie dziedzictwa duchowego Dolnego Śląska. Na przestrzeni stulecia dążeń do pokoju i walki w obronie praw człowieka w historii Wrocławia zapisali się wielcy myśliciele: Edyta Stein, Benno Jacob, Katharina Staritz, Dietrich Bonhoeffer i kardynał Bolesław Kominek. Spacer prowadzić będzie przez miejsca im poświęcone i zakończy się w Miejskim Arsenale, wspólnym zwiedzaniem wystawy poświęconej Kardynałowi Kominkowi.

 

100 lat_finał_baner

Edward Skubisz

Czterej wrocławscy teolodzy

 

Dietrich Bonhoeffer

Witam Was serdecznie wrocławianie! Czy możecie przeczytać napis umieszczony pod tym pomnikiem? Proszę przeczytać głośno, po polsku. Jeśli ktoś z Was umie czytać po niemiecku, to też bardzo proszę o przeczytanie. 

Tak, urodziłem się tu, w waszym mieście, w roku 1906. Mieszkałem tu 10 lat, na ul. która teraz nazywa się ul. Kazimierza Bartla 7, blisko Mostu Zwierzynieckiego, za Starą Odrą. Wiedziecie gdzie to jest? Za moich czasów ta ulica nazywała się Birkenwäldchen. Stąd wyprowadziliśmy się do Berlina. Mój ojciec dostał tam pracę jako lekarz.

Moja siostra Sabine i ja byliśmy bliźniakami. Jako dziecko nie chodziłem do szkoły, ponieważ moja mama nie lubiła dyscypliny, jaka panowała w niemieckich szkołach. Dzieci były wówczas bite i musiały być ślepo posłuszne. Mama mówiła że w Niemczech kręgosłup człowieka był dwa razy łamany: w szkole i w wojsku. Dlatego mama początkowo uczyła nas sama.

To dla mnie ważne, że jesteście ciekawi mojej osoby. Nie chodzi o mnie samego, ale chciałbym Wam opowiedzieć o tym, co było. Jak wiecie, już nie żyję, to znaczy, jako wierzący żyje teraz w niebie. To, co teraz do Was powiem, jest tylko wyobrażeniem sformułowanym na podstawie moich tekstów, a przede wszystkim listów, który pisałem w więzieniu.

Przez dwa lata przebywałem w więzieniu osądzony jako zbrodniarz. Dziś również spotykacie się ze zbrodniarzami. Jak to się stało, że Katharin Staritz i ja, protestanccy pastorzy, zostaliśmy uznani za zbrodniarzy?

Przyczyną było właśnie to, że byliśmy niemieckimi pastorami. W czasach nazistowskich nasz rząd, nasze państwo i nas kościół stały się antyludzkie i antysemickie. A tych, którzy protestowali przeciwko niesprawiedliwości oskarżano, nazywając nas zbrodniarzami. Dla mnie było absurdalnym, że państwo odebrało Żydom prawa i obywatelstwo. Moja siostra Sabina miała męża pochodzenia żydowskiego, który przecież przede wszystkim czuł się i był Niemcem. Dlatego jawnie protestowałem, kiedy Hitlerowi powierzono w Niemczech władzę i występowałem przeciwko jego poglądom i czynom. Zarówno jako teolog, jak również w ruchu oporu. W konsekwencji zostałem aresztowany w roku 1943. Wyglądało na to, że policja nie będzie w stanie udowodnić, że byłem przestępcą, ale po zamachu na Hitlera Gestapo oskarżyło mnie jako jednego z ludzi, którzy chcieli odsunąć wodza od władzy. Na rozkaz przywódcy Nazistów zostałem  zmordowany w kwietniu 1945 roku.

Jako teolog odkryłem, że często bardziej szczerze rozmawiałem z ludźmi niewierzącymi. Wydawało mi się, że wierzący zbyt szybko i nierzadko bezrefleksyjnie odwołują się w swoich rozmowach do Boga, podczas gdy niewierzący jakby lepiej rozumieli, że wiara w Boga, który ma błogosławić nasze wojsko i chronić naszych żołnierzy, to nie jest prawdziwa wiara. Taka wiara jest do niczego – Bóg występuje w roli tego, który błogosławi armaty, czołgi… Teraz również się tak dzieje, widzieliście jednego z biskupów obok prezydenta Putina? Podczas pierwszej wojny światowej księża błogosławili francuskich żołnierzy, a po drugiej stronie Niemców błogosławili tamtejsi księża. Tak dzieje się, gdy ludzie próbują manipulować Panem Bogiem. Oprócz tego, zrozumiałem, jak ważne jest to, byśmy dbali o edukację dotyczącą odwagi cywilnej, aby nasi obywateli umieli nie godzić się na wszystko, co dyktuje państwo albo silniejszy na ulicy. Trzeba samemu myśleć krytyczne. Trzeba dbać o odpowiedzialność wobec wolności własnej i innych. O tym pisałem wiele w listach do moich przyjaciół i rodziny. Kiedy ktoś Ci mówi, że Twoja koleżanka jest idiotką, albo przeciwnie – że jest cudowna, nie zgadzaj się z tym ślepo, ale pomyśl, co Ty naprawdę uważasz. Nie ma nic trudniejszego niż posiadanie własnej opinii…

Ciekaw jestem, co Wy o tym myślicie.

No, a teraz przespacerujcie się do kościoła Marii Magdaleny. Tam pracowała pierwsza pani pastor w Wrocławiu. Będziecie mieli okazję z nią porozmawiać….

20160517_112418 (3)

Katharina

Witam Was w kościele, w którym pracowałam jako pastor. Urodziłam się we Wrocławiu, mieszkałam na pl. Macieja nr 3, który wtedy nazywał się Matthiasplatz. Byłam pierwszym pastorem-kobietą, pierwszą pastorką w Wrocławiu! Obecnie mój kościół jest kościołem polsko-katolickim, czyli trochę podobnym do rzymsko-katolickiego, ale za moich czasów był kościołem protestanckim. Pracowałam tu w latach 1932-1942. Odwiedzałam w szpitalach chore dzieci, prowadziłam lekcji w szkołach jako katechetka, i kursy dla tych, którzy chcieli zostać protestantami.

Nasz kościół, nie tylko ten budynek, ale jako wspólnota, był wówczas protestancki. Oficjalnie nazywany jest Kościołem Ewangelicko-Augsburgskim, możecie też nazywać nasz kościół luterańskim. Ale nie chcę was nudzić tymi rzeczami, bo jesteście tu po to, żebym opowiedziała Wam coś o siebie.

Usiądźcie zatem spokojnie. Wyobraźcie sobie, że jesteście członkami naszej wspólnoty i jest rok 1941. Wszyscy razem śpiewamy, modlimy się, czytamy Biblię itd. Jesteśmy wspólnotą ludzi wierzących, uczniami Jezusa. A nagle dostajemy nakaz, by Żydzi, to znaczy też niektórzy z naszej wspólnoty, nosili na ramieniu opaskę z gwiazdą Dawida. Również w kościele. Wyobraźcie to sobie, na przykład Ty, musisz nosić tę paskę. Co się zmieni? Jak zareagować? Nie tylko Ty, ale jak mam postąpić ja, jako pastor, i my wszyscy, jako wspólnota?

Kiedy tu pracowałam, połowa mieszkańców Wrocławia to byli protestanci, niemal połowę stanowili też rzymscy katolicy, a około 1% to byli Żydzi. Zdarzało się, że ludzie odchodzili z naszego kościoła i wybierali inny obrządek albo odwrotnie. Czasem na przykład z tego powodu, że panna młoda nie chciała zostać żoną kogoś z innej religii, albo młody pan nakłonił swoją żonę do zmiany wyznania. Dlatego w naszej wspólnocie w 1941 roku wszyscy byli protestantami, ale niektórzy z nich byli kiedyś Żydami lub katolikami.

Oczywiście wiecie, że wtedy Wrocław i cały Dolny Śląsk znajdowały się w Niemczech. Wrocław brzmi po niemiecku Breslau. I kiedy Hitler doszedł do władzy w Niemczech, rozpoczęły się prześladowania Żydów. Byli oni dyskryminowani, prześladowani, maltretowani itd. Zapanowała ogromna nienawiść wobec nich, która była efektem antysemickiej propagandy. Antysemityzm występował od dawna, ale od momentu kiedy Hitler przejął w Niemczech władzę, prześladowania Żydów stały się fundamentalnym elementem polityki. Jeśli obywatele nie akceptowali tych zmian mogli na przykład stracić pracę i byli terroryzowani.

Zarząd niemieckiego kościoła ewangelickiego, nie protestował, a tym samym akceptował nazizm. Niewielu moich kolegów było przeciwnych Hitlerowi tak jak Dietrich Bonhoeffer, i z tego powodu osoby takie sprzeciwiały się również władzom kościelnym. Mieliśmy więc wielki konflikt, a kiedy pastor nie akceptował polityki rządu i kościoła, też często tracił pracę. No, ale staraliśmy się z niektórymi kolegami występować przeciwko tej polityce tak, jak było można. Udało nam się pomóc w ucieczce wielu Żydom.

Już w czasie wojny Żydzi musieli nosić opaski z gwiazdą Dawida. Uważałam że to nie do akceptowania i pisałam list do moich kolegów przypominając, że ten nakaz stoi w sprzeczności z naszą wiarą i że nie możemy akceptować takiego zachowania miedzy nami, nie możemy pozwolić, by w kościele, w trakcie nabożeństwa, ktoś miał się czuć osobą drugiej kategorii. A oprócz tego, przecież Pan Jezus był Żydem! Nie możemy działać przeciw Niemu i zapominać o naszych korzeniach. Pisałam te listy i wysyłałam. Jak reagowali moje koledzy? Jak Ty byś zareagował? Możesz to sobie wyobrazić?

W konsekwencji tych sprzeciwów zostałam natychmiastowo zwolniona, a potem aresztowana i osadzona na rok w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. Zostałam zatem skazana jak zbrodniarz. Wiara i solidarność były wtedy przestępstwem. O tym mówił Wam też Dietrich Bonhoeffer.

Po powrocie z obozu nadal nie mogłam prowadzić publicznej działalności. To było okropnie. W styczniu ewakuowałam się z moją rodziną z Wrocławia, wtedy, kiedy jeszcze było można. Trafiliśmy do Frankfurtu nad Menem. Nie było łatwo dostać tam tę samą pracę. Niektórzy koledzy nie akceptowali mnie jako pastora-kobiety. Ale w końcu udało mi się i pracowałam tam do końca mojego życia, w 1953 roku.

Zaraz pójdziecie dalej, do rabina Benno Jacoba. Pozdrówcie go z ode mnie, bo choć nigdy z nim nie rozmawiałam, chciałabym poruszyć kilka kwesti…

Benno Jacob

Witam Państwa na Judaistyce na Uniwersytecie Wrocławskim. Tu można studiować żydowską kulturę i tradycję. Ta kultura istnieje nadal, ale też ma bardzo bogatą historię.

W Polsce, przed wojna mieszkało około 35 milionów ludzi, z czego 3,5 miliona to byli Żydzi, a to znaczy że ludność żydowska stanowiła 10% ludzkości polskiej. Dla porównania – w Niemczech przed wojną było około 1% Żydów, również w niemieckim Breslau. Teraz w Polsce mieszka około 7000 Żydów, a polscy Żydzi mają do tej pory bardzo ważne znaczenie dla polskiej kultury. Wiecie dlaczego?

Najpierw powinienem się jednak przedstawić. Nazywam się Benno Jacob, jestem rabinem. Od 1883 roku studiowałem na Uniwersytecie Wrocławskim oraz  na Seminarium Żydowskim we Wrocławiu. Budynek tego Seminarium stał kiedyś na ul. Włodkowica i tam uzyskałem dyplom jako rabin. Natomiast tu, na Uniwersytecie, studiowałem filologią i języki starożytnie – grekę , aramejski i hebrajski, czyli języki w których została pisana Biblia.

Widzieliście Szermierza na Placu Uniwersyteckim? Jako student byłem założycielem klubu żydowskich studentów, którzy uczyli się szermierki. Protestanckie organizacje studentów miały takie kluby, katolicy też, ale dla Żydów było to wtedy nieakceptowane. I Żydzi, którzy uprawiają sport, to też coś nowego! Ale byliśmy obywatelami niemieckimi i przecież mieliśmy służyć w wojsku! I jako Żydzi chcieliśmy się bronić! Na moim grobie w Londynie jest napisane: „Aby żyć i uczyć się, aby walczyć i pomagać“.

Uważałem, że moje życie czasem naprawdę było walką. Nie szablą, ale słowami i nauką. Mieć odwagę, tak jak pisał Bonhoeffer, mieć odwagę cywilną. Nie bać się. Pamiętam jak kiedyś jakiś profesor w Dortmundzie, na otwartej debacie, stwierdził że Talmud, czyli bardzo ważna dla Żydów księga, jest idiotyczną książką. Cała sala była pełna ludźmi, którzy mu wierzyli. Wtedy miałem odwagę zapytać, czy potrafi czytać po hebrajsku. Odpowiedział, że nie, dlatego opowiedziałem zebranym, na czym polega Talmud i starałem się udowodnić, że to piękna i wartościowa księga. Publiczność nagrodziła mnie oklaskami.

Wracam do sprawy studiów! Dlaczego chciałem studiować też na uniwersytecie?

Byłem pierwszym studentem pochodzenia żydowskiego, który studiował zarówno na Seminarium Żydowskim, jak i na Uniwersytecie. Chciałem bowiem zgłębiać tajniki Biblii również metodą, która jest używana na Uniwersytecie. Bo, i to jest trudne do zrozumienia, uważałem, że na Uniwersytecie profesorowie nie szanowali Biblii, ani jako wierzący, ani jako naukowcy. Znacie przysłowie „Zwyciężyć kogoś jego własną bronią”? Chciałem zrozumieć, czego oni nauczali tu o Biblii. Mówili na przykład, że księgi hebrajskie są tak prymitywne, że nie można ich zaliczać do Biblii. Już wtedy zrozumiałem, że takie stwierdzenia są bardzo antysemickie i zyskują na popularności wśród chrześcijanin. Tak jak stwierdzenia, że Jezus nie był Żydem, ale Aryjczykiem. Zrozumiałem, że takie kłamstwa doprowadzą do likwidacji kultury żydowskiej i do prześladowań ludności. Chciałem podjąć dyskusję z profesorami wygłaszającymi takie poglądy na ich terenie, i ich metodami udowodnić, że Biblia Hebrajska jest bardzo ważna oraz kształtowała i nadal kształtuje europejską cywilizację. Nie da się wymazać z Biblii opowiadania o Mojżeszu, Dawidzie czy Eliaszu.

Dostałem dyplom, zostałem magistrem na Uniwersytecie Wrocławskim. Dlatego tak cieszę się, że mogę się tu z Wami spotkać! A potem, od 1890 roku, pracowałem długo w Getyndze i w Dortmundzie, jako rabin i jako teolog. Jako rabin prowadziłem nabożeństwa, kursy o Biblii, rozmawiałem z członkami moich wspólnot, to praca podobna do pracy księdza czy pastora. Pisałem też dużo artykułów i książek o Biblii. Również po 1929 roku, kiedy odszedłem na emeryturę.

Byłem Żydem, ale też Niemcem. I byłem dumny z tego, że jestem Niemcem. Uważałem że Niemcem może być zarówno wierzący, jak i niewierzący. Katolik, protestant, Żyd – to bez różnicy. Ale kiedy Hitler doszedł do władzy, zrozumiałem, że ten antysemityzm jest tak mocny… Moje książki zostały zabronione i spalone. W Noc Kryształową wszędzie w Niemczech, również we Wrocławiu, sklepy żydowskie i synagogi zostały zniszczone, a książki pisarzy niemieckich żydowskiego pochodzenia były publiczne palone.

Wyobrażacie sobie, żeby coś takiego znowu mogło się zdarzyć? Że na przykład w Polsce, tu we Wrocławiu, książki Juliana Tuwima, Janusza Korczaka, Jana Brzechwy, Edyty Stein można spalić…?

Po 1938 roku zdecydowałem się uciec do Londynu. Tam zmarłem w 1945 roku.

4teolodzy_RKE_AP

Edyta Stein

Witam Was tutaj, w moim domu! Byliście już na Rynku, w Kościele i na Uniwersytecie, a teraz trafiliście tu, do mojego domu. Proszę, rozgośćcie się!

Jestem ciekawa, co o mnie wiedziecie. Prawdopodobnie, że jestem Żydówką, urodziłam się we Wrocławiu i później zostałam siostrą zakonną. Tak, urodziłam się we Wrocławiu, w roku 1891, dokładnie 12 października – to był na dzień Jom Kippur, Dzień Wybaczenia. Nie urodziłam się w tym domu, ale na ulica Stanisława Dubois, pod numerem 29. Tam był wtedy inny dom, i ulica nazywała się Kohlenstrasse, czyli ulica Węgielna. Dopiero w roku 1910 wprowadziliśmy się do tego domu, na ul. Nowowiejską, wtedy Michaelisstrasse, co oznacza ul. św. Michała.

No, ale takie rzeczy nie są dla Was pewnie istotne… Nie do końca wiem, co jest dla Was ważne. Nie wiem, co myślicie o Żydówce, która została siostrą zakonną?

Dla mnie to było bardzo ważne. Ale nie tylko to. Ważna była oczywiście żydowska tradycja. Na przykład Pascha zawsze była u nas w domu bardzo szanowana. Kiedy miałam 14 lat, podjęłam decyzję o tym, że jestem ateistką. Dla mojej mamy to był szok i bardzo cierpiała z tego powodu.

Studiowałam najpierw tu, we Wrocławiu, filologię, psychologię i filozofię. Chciałam odkryć, co jest ważne w życiu człowieka. Jak poznać siebie? Jak zrozumieć innych ludzi? Kiedy możemy powiedzieć, że coś jest prawdą? Jak poznać prawdę w sobie, miedzy nami? Takie zagadnienia ogromnie mnie interesowały. A także to, jak być kobietą. Bo widziałam, że muszę walczyć o prawa kobiet. Dziś powiedzielibyście, że byłam feministką. Często napotykałam przez to na rozmaite przeszkody i uprzedzenia. Twierdzono, że miejsce kobiet jest w kuchni, i powinny zajmować się tylko dziećmi. Często jeszcze praca naukowa była zabroniona dla kobiet. To mnie ogromnie denerwowało. Studia były dla nas kobiet często okresem walki. Podobnie było we wszystkich miastach, w których studiowałam, również w Getyndze.

Mimo tych przeszkód zostałam asystentką jednego najważniejszych ówczesnych filozofów – Edmunda Husserla. Dało mi to ogromną satysfakcję, ale nie spowodowało, że osiadłam na laurach. Wobec tragedii pierwszej wojny światowej wydawało mi się, że filozofia nie daje wystarczającej odpowiedzi na moje pytania. Działałam jako pielęgniarka, blisko linii frontu. To całkiem inna praca niż studiowanie, czytanie książek czy prowadzenie badań. Widziałam na własne oczy cierpienie żołnierzy, straciłam niektórych przyjaciół. Starałam się utrzymywać kontakt z ich bliskimi, i odkryłam że oni, ich żony, nie straciły sensu życia, nadziei, wiary. To było dla mnie wielkim odkryciem. Mąż mojej bliskiej przyjaciółki zginął, a ona poradziła sobie dzięki wierze. Mówiła o krzyżu, z którym mamy żyć. Krzyż Wybaczenia. Krzyż Pana Boga. Ona była protestantką, i od tej pory od czasu do czasu odwiedziłam kościoły. Również katolickie. Zawsze były otwarte. To niesamowite, że zawsze można tam wejść, pomodlić się, porozmawiać z Bogiem. Ale jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy modlić się. Powoli zaczynałam jednak szukać prawdy w wierze. I zrozumiałam że ta Prawda mnie szukała, że Bóg mnie szukał.

Nie wiem, czy mnie rozumiecie. Dla mnie to była długa droga. I każdy ma swoją drogę. Dla mnie to było bardzo ważne, a dla mojej mamy to był znowu szok, że zdecydowałam się zostać katoliczką. Kontynuowałam moją pracę naukową. Pisałam o filozofach chrześcijańskich, prowadziłam wykłady i spotkania, zgłębiając zagadnienia istotne dla naszych czasów. Na przykład tematy roli pracy w życiu człowieka, a także edukacji kobiet, czy braku orientacji w życiu i sensu istnienia. Chciałam wstąpić do klasztoru, żeby móc skoncentrować się na spotkaniu z Bogiem, z Jezusem i jego Krzyżem, ale prowadziłam wykłady, byłam nauczycielką i ta praca była również bardzo potrzebna, nie tylko mi samej.

Tymczasem w Niemczech coraz bardziej szerzył się antysemityzm. Zabroniono mi w końcu pracować na szkołach i uniwersytetach. Nie tylko z powodu faktu, że jestem kobietą, ale też Żydówką. Zrozumiałam, że w ten sposób miałam nauczyć się nosić mój krzyż. Wstąpiłam do zakonu w roku 1933 roku.

Możecie wyobrazić sobie, jak ciężko było mojej matce zrozumieć mój wybór. Nie spotkałyśmy się od momentu, w którym zamieszkałam w klasztorze. Nie mogłam podróżować, ale tez, w Niemczech szerzył się nazizm, Hitler został wybrany przez około 32%  Niemców i otrzymał niemal nieograniczoną władzę. Od tego momentu nazizm został oficjalnie uznany i rozpoczęto całkowite terroryzowanie każdego, kto sprzeciwiał się tym poglądom. Prasa została poddana bezpośredniej kontroli rządu nazistowskiego, na ulicach zapanował terror, rozpoczęto budowę obozów koncentracyjnych itd.  

Próbowałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, by przeciwstawić się temu totalitaryzmowi. Napisałam list do papieża, opisując to, co się stało w Niemczech. Nie dostałam poważnej odpowiedzi ale nie straciłam nadziei. Pisałam również do domu.

Musiałam wyprowadzić się do bezpieczniejszego, zagranicznego klasztoru. Przełożona znalazła dla mnie miejsce w klasztorze naszego zakonu w Echt, w Holandii. Ale w 1940 roku Hitler zajął również Holandię, i w 1942 roku zostałam aresztowana, i wysłana do Auschwitz. Tam 9 sierpnia 1942 roku skończyła się moja droga krzyżowa i zaczęło moje życie wieczne…

Na zakończenie spaceru odwiedzimy wystawę poświęconą kardynałowi Kominkowi. Wystawa autorstwa prof. Krzysztofa Pomiana, poświęcona jest osobie Bolesława Kominka (1903-1974), arcybiskupa Wrocławia, autora słynnego listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 r., zawierającego słynne zdanie „Udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. To piąty myśliciel z Wrocławia, którego chcemy włączyć do Spaceru Pokoju.

_DSC7121.jpg

Edward Boudewijn Skubisz

edukator pokoju, założyciel Fundacji Dom Pokoju, urodzony
w Bredzie, holenderski teolog o polskich korzeniach; w Niderlandach, pracował jako pastor, nauczyciel, trener oraz teolog w różnych miastach w  Holandii w latach 1978-2007; od 2005 roku dzieli czas między pobyty w Polsce i Holandii (gdzie pisze doktorat na Uniwersytecie w Amsterdamie);

Rola mediatora w konsultacjach społecznych

Dorota Whitten

Rolę mediatora można określić poprzez definicję konfliktu w rozumieniu Mortona Deutscha:

„Konflikt ma miejsce wtedy, gdy dwie lub więcej zależnych od siebie stron dostrzegają niemożność jednoczesnego zaspokojenia swoich potrzeb (często sprzecznych) i podejmują działanie (na ogół destruktywne) w celu zmiany sytuacji”

Najprościej mówiąc – w danym momencie zderzają się dwie różne: tendencje, postawy, koncepcje, pomysły, poglądy, przekonania, interesy, cele, wartości, uczucia, potrzeby, czy po prostu postrzeganie rzeczywistości. Ta różnica nie jest przez strony akceptowana i dochodzi do kolizji, sporu.

Rolą mediatora jest pomoc w rozwiązaniu sytuacji zastanej w sposób, który daje satysfakcję wszystkim stronom zaangażowanym w konflikt (strategia win-win) oraz stwarza atmosferę do budowania współpracy między stronami. Oznacza to, że strony przestają blokować realizację swoich dążeń a przeciwnie – wspierają się w tych dążeniach, ponieważ udało im się zdefiniować wspólny cel.

007_Konsultacje z mieszkancami

Dlaczego mediator? Jest bowiem bezstronny i neutralny wobec przedmiotu sporu. Nie będzie więc forsował żadnego rozwiązania. Potrzeby stron nie są jego potrzebami, nie angażuje się więc w spór.

W przypadku konsultacji społecznych, w których spór często nie występuje w sposób bezpośredni, rola mediatora dotyczy raczej dostarczenia narzędzi rozwiązania kwestii problemowych, poprzez wspólne wypracowanie procedury budowania relacji ukierunkowanej na współpracę. Mediator również, dzięki umiejętnie stawianym pytaniom o potrzeby, jest w stanie zmienić optykę postrzegania kwestii dzielących strony zaangażowane w procedurę konsultacji.

Jak zaprosić mieszkańców do rozmowy?

Jeżeli jedną ze stron konsultacji jest grupa mieszkańców (podwórka, osiedla, społeczności lokalnej) warto zgromadzić jak najszerszą ich reprezentację, aby mieć pewność, że deklarowane przez nich potrzeby nie są potrzebami jednostek, a całej grupy.

Czasem się zdarza, że grupa, którą postrzegamy jako „mieszkańców” jest dychotomiczna i reprezentuje dwa stanowiska (np. stanowisko seniorów i młodzieży jest odmienne), warto wówczas, przed przystąpieniem do właściwych konsultacji, zadbać o uwspólnienie tych stanowisk poprzez mediacje przedwstępne. Co nie oznacza, że któraś ze stron ustępuje drugiej. Warto w tym miejscu stanowczo nadmienić stanowczo, że kompromis nie stanowi rozwiązania konfliktu, sporu czy sytuacji trudnej. Takim rozwiązaniem według strategii win-win, dającym więc obu stronom poczucie zaspokojenia potrzeb jest współpraca.

002_Konsultacje z mieszkancami

Pozostaje jeszcze jedna kwestia: jak zgromadzić mieszkańców, jak zorganizować spotkanie? Odpowiedź na to pytanie w dużym stopniu jest związana z naszą inwencją i zasobami, jakimi dysponujemy (czas, współpracownicy i/lub wolontariusze, materiały, przestrzeń itp.). Najprostszym sposobem jest zwołanie zebrania mieszkańców poprzez dostępne instytucje i kanały informacyjne, takie jak: rada osiedla, lokalna szkoła, tablice ogłoszeń, ogłoszenia w kościołach parafialnych. Preferowanym przez nas sposobem spotkania mieszkańców jest organizacja pikniku, który pełni funkcję rekreacyjną, a także jest świetną okazją na zebranie czy przekazanie koniecznych informacji. Każde kolejne spotkanie z mieszkańcami jest już łatwiejsze, bo mieszkańcy znają nas i siebie i powoli przekonują się, że mamy dobre intencje i otwierają nas dialog.

Jak rozmawiać z grupą ludzi?

Jest to na pewno pytanie nurtujące wiele osób. Tu, jak i w opisanym powyżej działaniu, warto pomóc mediatorowi w zbieraniu informacji od zgromadzonych osób. Warto je spisywać, aby przybyli na spotkanie mieli pewność, że zostali usłyszeni, a każdy głos ma znaczenie. Od razu również warto grupować otrzymywane informacje na takie, które są istotne dla procesu konsultacji społecznych (eksplikują realne potrzeby mieszkańców związane z przedmiotem konsultacji) oraz takie, które nie zostaną wykorzystane ani nawet poruszone podczas konsultacji, ale np. zostaną przekazane im zwrotnie, jako materiał do dalszego działania, nie mający związku z przedmiotem konsultacji.

Czyli jak?

    krótko i konkretnie: od razu wyznaczyć czas spotkania i konsekwentnie go pilnować, ucinać tematy niezwiązane z głównym problemem, ale nie lekceważyć – spisać je osobno i przekazać liderowi wskazanemu przez mieszkańców;

    uczciwie i transparentnie: zaznaczyć, co zostanie poruszone podczas rzeczywistych konsultacji społecznych, nie obiecywać, że być może się uda poruszyć więcej tematów, gdyż jedna mediacja to jeden temat, zakończony porozumieniem o współpracy, każda kolejna rzecz wymaga odrębnej procedury konsultacyjno-mediacyjnej, ze ściśle określonymi stronami w dialogu;

    z szacunkiem i uwzględnieniem możliwości odbiorców;

    bezstronnie i neutralnie: tu jest to szczególnie istotne, ponieważ wciąż nie rozpoczął się właściwy proces konsultacji, jesteśmy w fazie przygotowawczej; mieszkańcy nie mogą wyjść z tej fazy z poczuciem, że „mają mediatora po swojej stronie”.

Jak pokonać konflikt?

Konflikt można pokonać w czterech prostych krokach, jednak przed rozpoczęciem procesu ważne jest, aby zapoznać wszystkich jego uczestników z zasadami komunikacji (komunikat ja, nie ocenianie się nawzajem, dyskusja z opinią, a nie z osobą itp.) oraz sporządzenie kontraktu (spis zasad zachowania, obowiązujący podczas całego przebiegu konsultacji), który stanowić będzie użyteczne narzędzie pracy mediatora.

  1. Deklaracja i opis punktów widzenia

Na tym etapie ważne jest, aby wszystkie racje zostały wypowiedziane i wysłuchane. Rolą mediatora jest tu zwracanie uwagi na sposób komunikacji (zorientowany na opis sytuacji, a nie ocenę stron) oraz na to, aby każdy, kto zgłasza się do zabrania głosu, miał możliwość wypowiedzenia się.

  1. Porównanie punktów widzenia

I znalezienie pól wspólnych oraz jednoznacznie sprzecznych. Na początek skupiamy się na tych, które nas łączą, wskazujemy dzięki temu wspólnotę interesów jako przeciwieństwo ich kategorycznej biegunowości. W drugiej kolejności zastanawiamy się co zrobić, aby zniwelować różnice i co musiałoby się zadziać, żeby to było realne.

  1. Tworzenie projektów rozwiązań

Ten etap jest dwustopniowy. Na początek zachęcamy strony zaangażowane w proces do burzy mózgów z ideą „sky is the limit”, czyli bez ograniczeń. Rolą mediatora jest uważne notowanie wszystkich pomysłów, przy jednoczesnym zachęcaniu do łamania wszelkich granic realności. Ponadto mediator dba o przestrzeganie zasady nieoceniania się nawzajem oraz nie dopuszcza do krytyki poszczególnych pomysłów, co może przytrafiać się szczególnie w przypadku pracy z dużą grupą osób, mimo ustalonych wyraźnie zasad komunikacji.

Następnie pozwalamy uczestnikom konsultacji, na drodze dyskusji, zastanowić się, które z zaproponowanych rozwiązań jest najbliższe zaspokojeniu ich potrzeb.

  1. Wybór rozwiązania

Strony po przedyskutowaniu różnych aspektów sytuacji budują strategię współpracy, która dla każdego z uczestników będzie satysfakcjonująca, konkretna i realna.

wroclaw rozmawia 26.04

Co dalej?

Dzięki tak przepracowanym początkowym rozbieżnościom czy sytuacjom problematycznym dochodzimy do strategii współpracy, angażującej (w miarę ich możliwości) wszystkie zainteresowane strony, w kontekście zaspokajania potrzeb. Jest to więc wezwanie do działania.

Może się okazać, że w trakcie realizowania takiej strategii pojawią się kolejna napięcia czy niejasności. Wtedy warto powtórzyć procedurę dochodzenia do porozumienia.

Na koniec warto nadmienić, że opisany proces nie jest kreacją teoretyczną, został wypracowany w oparciu o wiedzę, kompetencje i doświadczenia praktyczne pracowników Fundacji Dom Pokoju.

_DSC6951Dorota Whitten

koordynator działu Edukacji Pokoju w Fundacji Dom Pokoju; edukator, mediator, socjolog-empirysta, trener; zawodowo i prywatnie propaguje ideę mediacji jako komunikacji bez agresji; współtwórczyni licznych projektów, m. in. ze współpracy z Radą Seniorów Osiedla Nadodrze i wielu innych działań społecznych; członek Zarządu Stowarzyszenia COŚ DOBREGO, a także wolontariusz Fundacji Greenpeace, od początku jej istnienia w Polsce; współautorka diagnozy potrzeb i możliwości szkół w zakresie pracy z uczniami, badania wielokulturowego, a obecnie również Analizy Funkcjonalnej Wrocławskich Osiedli oraz adaptacji podręczników i metod do Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych dla szkół;

Bycie mediatorem daje satysfakcję!

Katarzyna Nowicka

Mediacje rówieśnicze to projekt realizowany we Wrocławiu przez Fundacje Dom Pokoju od 2012 roku. W Szkole Podstawowej nr 108 przeprowadzony został pilotaż programu i od 2013 roku w szkole działają mediatorzy rówieśniczy, którzy pomagają kolegom i koleżankom w rozwiązywaniu konfliktów. Projekt jest realizowany w szkole jako innowacja pedagogiczna od 2014 roku. Uczniowie od najmłodszych klas regularnie uczestniczą w zajęciach, których celem jest wspieranie umiejętności interpersonalnych.  Już uczniowie w zerówce uczą się zarządzania konfliktem, uczą się jak być asertywnym, poznają pracę w grupie, uczą się rozróżniać kłótnię od konfliktu, po to by od IV klasy uczestniczyć w mediacjach.

Chciałabym dzisiaj porozmawiać z mediatorkami o tym, jak według nich działa program, jakie są blaski i cienie bycia mediatorem i co realizacja programu daje uczniom. Zastanowimy się, czy dzięki udziałowi w programie w szkole widać zmianę.

SAMSUNG CSC

fot. K. Nowicka

KN: Przedstawcie się proszę i powiedzcie z której jesteście klasy.

Helena Czech, lat 11: Nazywam się Helena Czech, chodzę do klasy IV b.

KN: A mogłabyś coś więcej powiedzieć o sobie, co lubisz?

H. Cz.: Lubię śpiewać, chodzę do Opery Wrocławskiej na chór dziecięcy. Chodzę tam już od 4 lat. Mam tam dwie główne role w “Joannie D’arc” gram Joasię, a w “Kawalerze Srebrnej Róży” gram Mahometa.

Alicja Podufalska, lat 11: A ja nazywam się Alicja Podufalska, mam 11 lat, chodzę do klasy IV a. Moimi zainteresowaniami są: sport, taniec i zwierzęta.

KN: Zacznijmy od tego, jak to się stało, że zostałyście mediatorkami? Od czego to się zaczęło?

HCz: Od wypełnienia karteczek (śmiech)

AP: Po zajęciach, które trwały jakiś czas, dostaliśmy od Pani Psycholog karteczki. Mieliśmy napisać na nich jak minęły nam te zajęcia i czy chcielibyśmy zostać mediatorami i pomagać innym osobom. Po przeliczeniu głosów okazało się, że zostałyśmy wybrane.

KN: A czy możecie powiedzieć, czego dotyczyły zajęcia prowadzone przez psychologa i przez wychowawców?

AP: To były zajęcia o rozwiązywaniu konfliktów. Uczyliśmy się, jak nie reagować agresywnie, jak rozwiązywać problemy w spokoju. Uczyliśmy się, że każdy z nas ma czuły punkt, którego jeśli ktoś dotknie, to może bardzo zaboleć.

HCz: Rozmawialiśmy o emocjach, o smutku, złości, strachu, wstydzie. O tym, że każda emocja jest nam potrzebna, ale z jednymi trudniej jest nam sobie radzić. Uczyliśmy się o tym, co się dzieje jak konflikt eskaluje, czyli powiększa się i trenowaliśmy wyciszanie złości.

KN: Tak sobie pomyślałam, że to czasem bardzo trudne umieć się wyciszyć, kiedy jesteśmy bardzo źli. A powiedzcie, jak to jest być mediatorem? Jakie są wasze obowiązki? Co trzeba robić?

HCz: Jestem mediatorem od roku. Trzeba przychodzić na przerwie, kiedy Pani Psycholog albo Pedagog zawałają, rozwiązywać problemy i chodzić na szkolenia.

AP: Intensywnie trzeba sprawdzać skrzynkę, czy są zgłoszenia do mediacji wrzucone. Bo w naszej szkole działa skrzynka mediacyjna, do której uczniowie wrzucają wypełnione karty zgłoszenia konfliktu.

KN: A jak wygląda rozwiązywanie konfliktów w szkole?

HCz: Siedzą trzy osoby. Jedna osoba to mediator, a dwie pozostałe osoby to strony, z którymi rozwiązuje się konflikt. Mediacje prowadzimy w gabinecie u Pani Psycholog albo Pani Pedagog. Jeśli w trakcie mediacji mamy problem to panie zawsze nam pomagają. Po mediacjach możemy też omówić to, co było trudne. To też robimy na szkoleniach.

KN: A jak wyglądają szkolenia? Gdzie się one odbywają, kto je prowadzi?

AP: Ja byłam na jednym szkoleniu w Fundacji Dom Pokoju, na którym najpierw musieliśmy się poznać, bo byli tak też mediatorzy z innych szkół. Potem robiliśmy takie mapy myśli, na których zaznaczaliśmy, w jaki sposób należy prowadzić mediacje. Uczyliśmy się o zasadach mediacji, np o tym, że mediacje są dobrowolne i że mediator nie stoi po żadnej ze stron. Plakat, który zrobiliśmy powiesiliśmy później przy skrzynce mediacyjnej.

KN: A ty Helenka? Brałaś udział w szkoleniu?

HCz: Byłam na dwóch szkoleniach. Na tym, na którym była Ala i na drugim, na którym Pani mediator z Fundacji Dom Pokoju (Pani Dorota Whitten) zapraszała trójkę dzieci. Jedna była mediatorem, dwójka była stronami i ta dwójka musiała sobie wybrać konflikt, a mediator miał pomagać w rozwiązaniu.

KN: A co Wam się podoba w byciu mediatorem?

AP: Może to, że tak pomiędzy sobą w szkole się nie poznajemy, że się tak nie znamy, jedynie z widzenia a jak jest konflikt to możemy się lepiej poznać też. I na szkoleniach poznajemy się z mediatorami ze starszych klas i z innych szkół.

HCz: To, że możemy pomagać innym w rozwiązywaniu trudności.

KN:A czy jest coś trudnego w byciu mediatorem?

HCz: Dla mnie nic nie jest trudne.

AP: No wyciągnąć od osoby poszkodowanej, jakby od niej sposób żeby rozwiązać dany konflikt. Żeby podołać danej sprawie. Żeby połączyć jakoś dwie sytuacje, bo jedna osoba mówi co innego i druga osoba mówi co innego i najtrudniejsze jest, żeby to jakoś połączyć, złożyć w jedną całość.

KN: A czy była taka sprawa którą pamiętacie jako szczególnie trudną?

HCz: Szczególnie trudnej jakoś nie było…

AP: Dzień dobry, jak tylko wystawa się pojawi, wszystko zostanie załatwione i odesłane. Planujemy pracować z wystawą do końca lipca. Pozdrawiam. Katarzyna Zbrzeźna.: Ale z mojej klasy było jak koledzy się przezywali i to było trudne, bo jedna strona była bardzo smutna, bardzo zdenerwowana, pod taką presją, to było widać. Przekrzykiwali się i nie dało rady dojść do słowa.

KN: I jak sobie poradziłyście w tej mediacji?

AP: Przypominałyśmy, jakie są zasady rozmowy. że nie krzyczymy i po prostu po kolei zadawałyśmy pytania dotyczące tej sytuacji.

KN: Czy udało się rozwiązać ten konflikt?

AP: Tak, udało się.

KN: A jakie sprawy zgłaszane są najczęściej?

HCz: Przezywanie się, kopanie, robienie krzywd, zabierani czegoś.

KN: A co Wam daje bycie mediatorem?

HCz: Mam na końcu języka to słowo…. oooooo… satysfakcje, satysfakcje z tego, że w przyszłości będzie nam łatwiej rozwiązać konflikt z mężem, babcią, dziadkiem z mamą, siostrą kolegą, że lepiej będziemy mogły podejść do tego, a nie przysłowiowo że będziemy mogły to olać i pójść w drugą stronę.

KN: Czyli, że poprzez zajęcia w szkole i prowadzenie mediacji jesteście bardziej wrażliwe na to, jak wygląda komunikacja między ludźmi. A czy zauważyłyście jakieś zmiany w sposobie rozmowy w domu, albo na podwórku?

AP: Wczoraj była taka sytuacja z moimi dwoma kolegami i jedna koleżanką. Dwie osoby kłóciły się o jedną huśtawkę, bo u nas na podwórku jest jedna huśtawka. Jedna osoba po prostu stała i czekała. No i ja powiedziałam, że może spróbujemy rozwiązać tą sytuację. Kazałam zejść każdej i powiedziałam, że może spróbują znaleźć jakieś rozwiązanie. Nie potrafili się dogadać, bo żadna nie chciała odpuścić i w końcu huśtawkę dostał ten kolega który stał obok.

KN.: A czy mediacje wg Was są potrzebne?

HCz: Tak, bo nawet czasami na korytarzu widać, ze dwie osoby się przezywają, biją i to wtedy można skorzystać z mediacji.

KN: A jak by nie było mediacji to jak było?

HCz: Chyba jest trochę mniej problemów.

AP: Jest teraz tak, że nie załatwiają miedzy sobą, ale że potrafią przyjść, napisać problem wrzucić do skrzyneczki i ten problem jest rozwiązywany, a nie przez właśnie bójkę, kłótnię i przez przemoc.

KN: A czy uczestniczyłyście w zajęciach w Szkole Pokoju?

AP: Mieliśmy w trzeciej klasie, uczyliśmy się… ja to pamiętam i cały czas mam w głowie….takie hasło STOP TRZYMAJ. Uczyliśmy się, że jak ktoś robi coś co sprawia nam przykrość, albo nie jest dla nas przyjemne to możemy tak powiedzieć, żeby zatrzymać tą drugą osobę. Jak ktoś się zbliża do przemocy i do przezywania to żeby się odwrócić. Były pacynki na każdej lekcji – Małpka i Tygrys. Gdyby lekcje były bez tych pacynek, to ta lekcja byłaby taka nudniejsza. A jak Pani nimi tak poruszała i robiła różne scenki, mówiła głosem za nich to ta lekcja się robiła taka milsza. Jakoś raz w tygodniu były te lekcje.

KN: Czy jest coś co chciałybyście powiedzieć na koniec rozmowy?

AP: Warto rozwiązywać konflikty, bo lepiej żyć w zgodzie niż w kłamstwie i oszustwie

KN: Bardzo Wam dziękuję za rozmowę.

 


 

Katarzyna Nowicka

K.Nowicka_fot.A.J_obrKatarzyna Nowicka – psycholog; na co dzień, prowadzi terapię dzieci, młodzieży i dorosłych w Centrum Wsparcia Rodziny Consilia oraz pracuje jako psycholog w szkole podstawowej; we współpracy z Fundacją Dom Pokoju opracowuje i wprowadza w szkołach program Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych. Prowadzi szkolenia dla nauczycieli, wykłady wspierające kompetencje wychowawcze dla rodziców oraz warsztaty psychoedukacyjne dla dzieci i młodzieży; telefon: 514890015, e-mail nowicka@consilia.com.pl, strona www.consilia.com.pl;

Pogotowie Mediacyjne, słucham…

Rozwód, podział majątku, kłopoty z ustaleniem opieki nad dzieckiem… ale też spór sąsiedzki, nieporozumienie w zespole, czy nieumiejętność dogadania się z rodziną. To najczęstsze sprawy, w jakich pomagamy wrocławianom dogadać się przy pomocy mediacji

pm_kolor_s

 Telefon Pogotowia Mediacyjnego dzwoni z różną regularnością. Średnio raz dziennie. Czasem w ciągu dnia pracy w Fundacji nie odbieramy żadnego zgłoszenia, innym razem– telefon nie przestaje dzwonić. Niekiedy ludzie kontaktują się po to, by zapytać o poradę prawną lub chcą uzyskać informacje o poradnictwie obywatelskim. Zdarza się również, i to coraz częściej, że ktoś dzwoni konkretnie wiedząc, co to mediacja i prosząc o umówienie spotkania z mediatorem.

Kontakt osobisty, e-mail lub telefon

By umówić się na mediacje lub uzyskać więcej informacji wystarczy zadzwonić pod numer: 538 208 660, napisać wiadomość na adres e-mail lub przyjść do siedziby Fundacji Dom Pokoju, przy ul. W. Łokietka 5/1. Gdy w 2015 roku rozpoczynaliśmy projekt Pogotowia Mediacyjnego tych świadomych rozmówców i interwencji było bardzo mało. Teraz z zadowoleniem zauważamy, że coraz więcej osób zgłasza się do nas z prośbą o umówienie mediacji. Czasem obie strony są już zgodne co do tego, że mediacja jest im potrzebna. Innym razem to jedna ze stron wychodzi z inicjatywą i podaje nam kontakt do osoby, z którą chce przystąpić do mediacji.

Najprościej – co to mediacja?

Mediacja jest aleternatywną metodą rozwiązywania konfliktów w obecności osoby trzeciej – mediatora, która pomaga we wzajemnej komunikacji stron i ułatwia dojście do porozumienia. Mediator nie osądza i nie wydaje wyroków,
ale wspiera w komunikacji strony sporu, bez ingerencji w efekt rozmów.

Bezpłatnie, dla wszystkich we Wrocławiupm_infografika_fb-01-01

Mediacje oferowane osobom mieszkającym, pracującym i studiującym we Wrocławiu są bezpłatne, a jedyne warunki, które muszą spełnić zgłaszający się do Pogotowia to chęć wzięcia udziału w mediacji przez obie strony konfliktu oraz porozumienia się, niezbędne do podjęcia mediacji. Takie rozwiązania są dużo szybsze, tańsze i łatwiejsze, dlaczego więc nie spróbować?

Mediacja jest odpowiednia dla każdego rodzaju konfliktów

Zarówno kłótni i sporów małżeńskich, waśni o opiekę nad dzieckiem, czy podział majątku, a także w kwestiach spornych interesów w pracy, zespole, z sąsiadami, czy w sprawach finansowych bądź gospodarczych. To tylko przykłady spraw mediacyjnych, każde nieporozumienie nadaje się do mediacji, jeśli tylko strony chcą się porozumieć.

Nie każdy telefon kończy się mediacją

Umówienie mediacji nie jest taką prostą sprawą. Nawet, gdy zgłasza się do nas osoba chętna i gotowa na udział w mediacjach, druga strona ma zawsze prawo odmówić i wówczas nie może dojść do mediacji. Dobrowolność, jest bowiem podstawową regułą mediacji (obok bezstronności i neutralności mediatora, poufności przebiegu mediacji, czy akceptowania osoby mediatora przez obie strony – więcej o zasadach mediacji przeczytać można stronie internetowej Fundacji Dom Pokoju).

PM_ikonkaZalety mediacji

Zachęcamy do skorzystania z mediacji, bo to najszybszy sposób rozwiązywania konfliktów, bez potrzeby angażowania aparatu sądowniczego, a co najważniejsze w mediacji obie strony wygrywają – ugoda mediacyjna jest wspólnie wypracowanym konsensusem i zadowala obie strony. Mediacja jest szybsza – może przynieść rozwiązanie konfliktu podczas jednej sesji, a proces sądowy może ciągnąć się latami. W mediacji obie strony wygrywają, a co ważniejsze – to strony, a nie sędzia decydują o sobie i rozwiązaniu problemu. Wypracowana i podpisana w obecności mediatora ugoda jest uwzględniana w sprawach sądowych.

Wiemy więcej o mediacjach

Ten wzrost świadomości bardzo nas cieszy, ale też wiemy, że jest jeszcze mnóstwo pracy, którą musimy wykonać, by przybliżyć wrocławianom zalety rozwiązywania sporów przy pomocy mediacji. To proces bardzo powolny – staramy się informować o działaniu Pogotowia Mediacyjnego w mediach, organizujemy spotkania, współpracujemy z rozmaitymi instytucjami, stowarzyszeniami i fundacjami. Staramy się docierać w różne miejsca – w grudniu prowadziliśmy akcję Pogódźmy się na święta w jednej z galerii handlowych we Wrocławiu, a obecnie przygotowujemy już podobną akcję w okolicach Dnia Dziecka. Pracujemy bowiem również z mediatorami rówieśniczymi, których szkolimy w ramach długofalowego programu Szkoły Pokoju, implementowanego w szkołach przez naszą Fundację.

Mediacje odbywają się w gabinecie, przy ul. Łokietka 5/1

Tutaj przygotowaliśmy specjalny gabinet mediacyjny – komfortowe, dyskretne i bardzo przyjemne miejsce do mediowania. Mediacje mogą się jednak odbyć w innym, neutralnym miejscu, jeśli zgodę na to wyrazi mediator oraz strony. Z Pogotowiem Mediacyjnym stale współpracuje dziesięciu mediatorów, a naszym celem jest dbanie o najwyższą jakość świadczonych usług, dlatego mediatorzy co roku uczestniczą w specjalnych warsztatach i szkoleniu. To osoby o odpowiednich umiejętnościach i doświadczeniu oraz kompetencjach pozwalających mediować w najróżniejszych sprawach, wpisani na listę mediatorów sądowych odpowiedniego sądu rejonowego.

Psotka, Czapek i Pan Trójkąt

Wraz z Wrocławskim Centrum minionym roku prowadziliśmy również kampanię promocyjną w autobusach i tramwajach MPK. W tym roku bohaterowie animowanego filmu promocyjnego – Psotka, Czapek i Pan Trójkąt – również pojawią się we wrocławskich pojazdach komunikacji miejskiej. Staramy się dotrzeć do wszystkich mieszkańców miasta, dlatego informacje o mediacjach promujemy w MPK, czy galeriach handlowych. Nasze ulotki są w komisariatach, poradniach, czy szkołach, a zainteresowanych często kierują do nas również pracownicy MOPS, z którymi współpracujemy. Regularnie wprowadzamy temat mediacji do stacji radiowych, a przeczytać można o nas chociażby w materiale Doroty Czubaj z Radia Wrocław.

Dzielnica Pokoju

Warto też dodać, że Pogotowie Mediacyjne jest elementem budowania Dzielnicy Pokoju, czyli międzyinstytucjonalnej współpracy, w ramach której pracujemy nad profilaktyką i rozwiązywaniem konfliktów bez przemocy, z wykorzystaniem alternatywnych form rozstrzygania sporów, a także dzielimy się doświadczeniami i wymieniamy informacjami. Do współtworzenia Dzielnicy Pokoju zaprosiliśmy przedstawicieli Policji, Straży Miejskiej, Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych, Zespołów Terenowej Pracy Socjalnej Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, Nadodrzańskiego Centrum Wsparcia, organizacji pozarządowych, a także pedagogów i psychologów ze szkół oraz wszystkich innych zainteresowanych budowaniem Dzielnicy Pokoju. Wspólnie udaje nam się podejmować działania i inicjatywy i realnie budować tę sieć współpracy.

Czy masz jeszcze jakieś pytania?

Chętnie na nie odpowiem i pomogę. Zapraszam do kontaktu!

538 208 660, pogotowie.mediacyjne@wcrs.wroclaw.pl

_DSC7371.jpg


Agata Janus

absolwentka Filologii Polskiej, zapalona rowerzystka i wspinaczka, od lat zaangażowana w projekty społeczne, kulturalne i edukacyjne; w Fundacji Dom Pokoju odpowiedzialna jest za Pogotowie Mediacyjne i współpracę w ramach Dzielnicy Pokoju;

Partycypacyjne tournée po Polsce

Maja Zabokrzycka

Tydzień temu Fundacja Dom Pokoju ruszyła z projektem „Wrocław Rozmawia”, którego celem jest wypracowanie Wrocławskiej Strategii Partycypacji. Otworzyły go warsztaty z udziałem aktywistów i urzędników. Jeszcze za wcześnie na wnioski, więc proponuję przegląd kilku inspiracji z kraju.

Stacja I: Krakowskie Forum Praktyków Partycypacji [19-20 marca 2016]

Słowo „partycypator” sprawia, że po plecach przebiega mi dreszcz. Nie wymyśliłam tego określenia sama, zetknęłam się z nim w zaproszeniu, właśnie na Krakowskie Forum, po to by później na jednym z warsztatów zastanawiać się „Jak mówić po ludzku o partycypacji?”. Język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale ją tworzy. P-A-R-T-Y-C-Y-P-A-C-J-A – to trudne słowo, a powinno zapraszać do dialogu i podejmowania działań. Zachęcając mieszkańców do rozmów, często posługujemy się niestety językiem „grantów” i nowomową, która sama w sobie stanowi poważną barierę w komunikacji.

Nawet mimo tego, że wybrałyśmy się na Forum w trzyosobowym składzie reprezentującym Fundację Dom Pokoju, nie udało nam się wziąć udziału we wszystkich warsztatach. Z mojej perspektywy, najciekawszy był ten, prowadzony przez Ewę Stokluską, ze Stoczni, zatytułowany „Od diagnozy do wspólnego projektowania – jak włączyć mieszkańców w zmienianie instytucji i usług publicznych?”. Proponowana przez nią metoda jest świetnie opisana na stronie: oddiagnozy.pl. Dla nas prawdziwym odkryciem był opisany przez Ewę sposób angażowania mieszkańców już na etapie opracowanie narzędzi badawczych. W projekcie „Senior Woli” najstarsi mieszkańcy dzielnicy Wola pomogli opracować ankiety i scenariusze do rozmów, a potem zebrać 200 ankiet. Seniorów potraktowano jako ekspertów w samym tworzeniu narzędzi badawczych, którzy później zaangażowani byli również w analizowanie wyników.

Stacja II: Warszawa, seminarium „Gotowi do dialogu obywatelskiego?” [12 kwietnia 2016]

Podsumowanie dwuletniego projektu, realizowanego przez Centrum Rozwiązywania Sporów i Konfliktów [https://www.facebook.com/CRSiK/]. Jego twórcy pracowali z urzędami 3 warszawskich dzielnic: Ursynowa, Wawra i Mokotowa, prowadząc w nich diagnozę, a następnie pilotażowe działania na „żywym organizmie”. Celem projektu było sprawdzenie tego, jak administracja może włączać myślenie o zarządzaniu konfliktem do swojej codziennej pracy oraz wypracowanie systemowego modelu rozwiązywania konfliktów w procesach dialog społecznego na poziomie lokalnym. Znajduje się on poniżej:

Po seminarium niestety niewiele da się powiedzieć o tym, jak działa ten model i jakie narzędzia zostały w nim wypracowane. Najważniejszą konkluzją była obserwacja, że gros warszawskich trudności w działaniach partycypacyjnych wynika z wewnętrznego konfliktu w urzędzie, między komórkami merytoryczny, a komórką od komunikacji społecznej. Konieczna jest zmiana paradygmatu: dialog nie jest blokadą w realizacji zadań publicznych, ale fazą lub elementem ich realizacji. Umożliwia jego realizację, a nawet pozwala na lepsze planowanie, przewidywanie sytuacji konfliktowych i lepsze dysponowanie środkami publicznymi.

 Poniżej zdjęcia plansz opisujących zrealizowane w dzielnicach pilotaże:

 

Przy okazji trafiłam na bardzo udaną publikację Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Napisana w bardzo prosty i czytelny sposób, adresowana do mieszkańców, którzy mają jakiś pomysł na zaangażowanie się w życie miasta.

Stacja III: Gdynia InfoBox – Obserwatorium Zmian

Ten wyjazd to zupełny przypadek i spontaniczna chęć „naładowania akumulatorów” nad Bałtykiem. Dzięki niemu trafiłyśmy z Dorotą do gdyńskiego centrum, które zachwyciło nas InfoBoxem. Obiekt zaprojektowany z kilku połączonych kontenerów, w których znalazły się kawiarnia i restauracja, tania księgarnia, punkt informacji kulturalnej, sala do konsultacji społecznych czy konferencji i gigantyczna, multimedialna makieta Gdyni. Sala wyposażona jest także w komputer z dotykowym ekranem, na którym odwiedzający mogą odbyć wirtualną wycieczkę po Gdyni, ale także zostać „kreatorami przestrzeni”. Aplikacja GdyniaCityBox ma charakter edukacyjny, ale zawiera także wizualizację planów miejscowych i koncepcje inwestycji i jest narzędziem do konsultacji i zbierania opinii. Zobacz również tu.

Może to pomysł dla wrocławskiego magistratu na zagospodarowanie BarBary po roku 2016 albo rozbudowanie Goethe-Institut Pop Up Pavillon, który stanął w ubiegłym tygodniu na Nowym Targu?

Stacja IV: „Koszmar Partycypacji” – wykład i debata w MWW Muzeum Współczesnym Wrocław

Wykład Doroty Leśniak-Rychlak był niezwykle interesujący, ale skupił się głównie na aspekcie projektowania architektury. Krytycznie odniosła się do stararchitektów, takich jak, dopiero co zmarła, Zaha Hadid. Jej zdaniem są oni na służbie systemu neoliberalnego, a ich projekty to kolejne białe słonie. Na kontrze do nich postawiła Alejandro Aravenę – chilijskiego architekta, który obecnie jest bohaterem wszystkich miejskich miesięczników i kwartalników. Zasłynął jako autor projektowanych partycypacyjnie osiedli „domów połówek”, które są odpowiedzią na problemy mieszkaniowe najuboższych grup społecznych. Polecam do obejrzenia filmik TED z jego udziałem.

Leśniak-Rychlak, ostrzegła jednak, że partycypacja często traktowana jest jako wyświechtana klisza lub fasada. Jej zdaniem partycypacja przechwytywana jest przez system i sprowadza się ją do pozorowania dialogu społecznego. Przywołując przykład działań placemakingowych, realizowanych przez firmę Skanska w Krakowie.

Jako przykład mądrze prowadzonych procesów partycypacyjnego planowania miasta, podawała działania katowickiego „Napraw sobie miasto” i warszawskie stowarzyszenie Od-Blokuj.

To również myśl Doroty Leśniak-Rychlak, która wybrzmiała w jej wykładzie: Tracimy wiarę w zmianę rzeczywistości, więc wykluczamy się z uczestnictwa. Nie traćmy jej, wymagajmy nadal dialogu, ale i tego aby obie strony: społeczne i miejska się w niej szanowały.

Cały proces budowania dialogu to Laboratorium Partycypacji, odtrąbić sukcesu jeszcze nie można, ale pracujmy nad tym wspólnie.


_DSC7034Majka Zabokrzycka

szefowa Infopunktu Nadodrze-Łokietka 5, wiceprezes Fundacji Dom Pokoju; absolwentka dziennikarstwa i public relations; koordynatorka
i współtwórczyni licznych projektów, m. in. konferencji Nadodrze Masakrytycznie, redaktor naczelna portalu kulturalnego Gpunkt; współpomysłodawczyni nagrody dla animatorów kultury z Wrocławia
i Dolnego Śląska: Szczyt Kultury, a także współzałożycielka i aktywna działaczka Obywatelskiej Rady Kultury;

 

Do czego może prowadzić przemoc rówieśnicza i na jakie zachowania dzieci powinni reagować rodzice i nauczyciele?

Katarzyna Nowicka

To się zaczęło w czwartej klasie szkoły podstawowej. Właściwie to może i nawet trochę wcześniej, ale wtedy jeszcze nie zwracałam na to takiej uwagi, to tak nie bolało… Koledzy z klasy mnie przezywali. Mówili, ze jestem obojnakiem, że wyglądam jak gówno. Zaczęłam czuć się jak gówno. Nie było dnia, żebym nie dostała jakąś starą kanapką, albo bananem. Wyśmiewali się ze mnie, popychali, szturchali albo ciągnęli za włosy. Wstawałam rano i zastanawiałam się czy dzisiaj też mnie będą przezywać, czy będą mnie popychać. Miałam nadzieję, że znajdą kogoś innego z kogo będą się śmiać i mnie zostawią w spokoju… Nie znajdywali… Najpierw im oddawałam, kłóciłam się. Mówiłam wychowawczyni, ale tylko kończyło się na uwagach, a oni dalej mnie przezywali. Rodzice zawsze w pracy, albo czymś zajęci. Mówili: Nie zwracaj na nich uwagi. Przestałam odpowiadać na ich zaczepki. Minął tydzień, dwa, miesiąc, a oni dalej się ze mnie śmiali. Zawsze było coś ze mną nie tak, mówili że jestem brzydka, głupia, gruba, a to że mam stary telefon, nie mam konta na Facebooku, przeklinali. Zawsze było ich kilku. Kiedyś po takiej przerwie, kiedy wepchnęli mnie do swojej toalety i wyzywali od obojnaków, zaczęła się matematyka, cała się jeszcze trzęsłam. Wzięłam cyrkiel i wbiłam go sobie w udo. Przestałam na chwile czuć. Później przeczytałam w Internecie, że mogę spróbować wyciągnąć żyletkę z temperówki, że mogę wziąć żyletkę od mamy z maszynki do golenia. Cięłam sobie ręce i uda. Czasem na przerwie w szkole, a czasem w domu. Taką karę sobie dawałam za to, że jestem brzydka i gruba. Koleżanki widziały, ale nic nie mówiły. Zresztą ja nie chciałam z nimi gadać. Nauczyciel na lekcji wf-u zauważył moje pocięte ręce, wezwał rodziców i kazał iść psychologa…

To jedna z częstych historii, jakie słyszy się w gabinecie psychologa czy pedagoga szkolnego. Problemy i zaburzenia doświadczane przez uczniów doznających przemocy to nie tylko samookaleczenia. Często pojawiają się zaburzenia lękowe, w tym fobia szkolna, depresje, próby samobójcze czy zaburzenia psychosomatyczne. Warto zwrócić uwagę, że dzieci które doświadczają przemocy ze strony kolegów i koleżanek zazwyczaj przechodzą etap w którym się buntują, następnie ulegają sprawcom i wchodzą w rolę kozła ofiarnego. Tutaj bardzo ważna jest uważność wychowawców i nauczycieli. Młodzi ludzie opowiadają o tym, jak zgłaszali problemy z przezywaniem, wyszydzaniem i agresywnymi zachowaniami, natomiast dorosłym często zdarza się bagatelizować ich problem. Nauczyciele lub rodzice mówią np.: nie zwracaj uwagi, sam oddaj albo po prostu się tym nie przejmuj, przecież to nie prawda, co o tobie mówią. W wielu przypadkach takie zachowanie dorosłych tylko pogłębia problemy. Dziecko, które doświadcza przemocy często zaczyna o sobie bardzo źle myśleć, w uzyskaniu pomocy przeszkadzają mu takie uczucia jak wstyd i poczucie winy. Ofiara często myśli, że to właśnie w niej jest przyczyna problemu. Długofalowym skutkiem psychologicznym dla dziecka doznającego przemocy jest obniżona samoocena, zaniżone poczucie własnej wartości, pojawiają się również problemy w społecznym funkcjonowaniu, trudności w nawiązywaniu kontaktów oraz skłonność do izolacji. Uważni rodzice i wychowawcy są w stanie zauważyć u dzieci zmianę w funkcjonowaniu społecznym oraz obniżony nastrój. A co można zrobić wcześniej? Na jakie zachowania dzieci należy zwracać uwagę w szkole i w domu?

Dan Olweus, norweski psycholog, zajmujący się od wielu lat problemem przemocy w szkole, podaje wskazówki, pozwalające zidentyfikować ofiarę przemocy szkolnej. Według badacza dziecko takie:

  • jest często wyśmiewane, ośmieszane, poniżane, zastraszane, popychane, zmuszane do wykonywania poleceń kolegów, często też ma nieprzyjemne przezwisko,
  • może szukać swoich rzeczy, które często są chowane, rozrzucane albo niszczone,
  • ma wyraźne ślady fizyczne – zadrapania, sińce, także podarte lub zniszczone ubrania,
  • często płacze lub wygląda na osobę smutną, nieszczęśliwą,
  • może przejawiać nieoczekiwane zmiany nastroju – od smutku do irytacji lub nagłych wybuchów złości,
  • jest izolowane, niezapraszane do wspólnych działań, w czasie podziału na grupy zostaje samo, jako ostatnie wybierane jest do grupy,
  • ma problemy z głośnym wypowiadaniem się na lekcji,
  • traci zainteresowanie nauką, pogarszają się jego stopnie,
  • spóźnia się do szkoły lub zaczyna chodzić i wracać z niej dziwną, okrężną trasą albo zaczyna unikać szkoły, wagaruje,
  • przerwy spędza samo lub stara się trzymać w pobliżu nauczyciela,
  • nie bierze udziału w imprezach i wyjazdach klasowych lub trzyma się podczas nich blisko dorosłych,
  • nie ma kolegów, nikt nie przychodzi do jego domu i ono samo też nikogo nie odwiedza,
  • skarży się na częste bóle głowy, brzucha, ma kłopoty ze snem, krzyczy lub płacze w nocy,

domaga się od rodziców dodatkowych pieniędzy[1].

Czasem wystarczy chwila uwagi nas dorosłych i spojrzenie na problemy oczami dziecka, by uchronić je przed ogromną krzywdą, która może nieść długofalowe, negatywne skutki w całym jego życiu.


[1] Olweus, 1998, cyt. za: Czemierowska-Koruba, Agresja i przemoc w szkole.


Więcej o problemie samookaleczeń piszę też na swojej stronie internetowej: Centrum Wsparcia Rodziny Consila. Zapraszam do lektury!

Katarzyna Nowicka

K.Nowicka_fot.A.J_obrKatarzyna Nowicka – psycholog; na co dzień, prowadzi terapię dzieci, młodzieży i dorosłych w Centrum Wsparcia Rodziny Consilia oraz pracuje jako psycholog w szkole podstawowej; we współpracy z Fundacją Dom Pokoju opracowuje i wprowadza w szkołach program Zarządzania Konfliktem i Mediacji Rówieśniczych. Prowadzi szkolenia dla nauczycieli, wykłady wspierające kompetencje wychowawcze dla rodziców oraz warsztaty psychoedukacyjne dla dzieci i młodzieży; telefon: 514890015, e-mail nowicka@consilia.com.pl, strona www.consilia.com.pl;

 

Samospełniające się proroctwo

Joanna Wajda

 

Traktuj człowieka według tego, jak wygląda, a uczynisz go gorszym.
Ale traktując go według tego, kim mógłby być, naprawdę takim go uczynisz.

Johann Wolfgang von Goethe

 

Niedawno czytałam synowi Mitologię grecką dla dzieci, w której znalazło się opowiadanie o Pigmalionie. Był on nie tylko królem Cypru, ale przede wszystkim nader utalentowanym rzeźbiarzem. Pewnego dnia Pigmalion stworzył posąg kobiety, tak pięknej, że zakochał się w niej bez opamiętania. Traktował ją jak żywą istotę – przynosił wykwitne jedzenie, piękne suknie, obdarowywał prezentami. Codziennie też wznosił do bigini Afrodyty modlitwy o ożywienie ukochanej, która podczas wiosennych obchodów swego święta spełniła największe marzenie Pigmaliona. Rzeźba ożyła i jako Galatea została szczęśliwą żoną króla.

  • Czy to prawda? – spytał się mój syn.
  • Trudno powiedzieć, działo się to bardzo dawno temu – odpowiedziałam – jednak jestem pewna, że w wielu sprawach nasze nastawienie jest w stanie wpłynąć na nasze życie.
  • Co to znaczy?
  • To znaczy, że jak wstajesz lewą nogą i myślisz sobie, że z pewnością to jest twój „zły dzień” to ta myśl i emocje, które wywołuje, są w stanie doprowadzić do tego, że w tym dniu rzeczywiście nie spotka cię nic miłego.
  • Ale jak?
  • … to „ma być” zły dzień, zatem będziesz się ociągał ze wstaniem z łóżka, a mycie i ubieranie okaże się dramatem w kilku aktach. Będziesz na mnie burczał i ja w końcu zacznę Ciebie tak traktować. Zapewnie niczym wyjdziemy do szkoły zdążymy się pokłócić. Ledwo zaczął się dzień i już nie jest miło. A w szkole to wiadomo – kłopoty murowane! Uczniowi bowiem nie wolno mieć gorszego dnia…
  • Ale to wszystko wina tego złego dnia!
  • Czy na pewno? A może to, że najpierw sam to sobie powiedziałeś spowodowało efekt domina? Wszystkie poźniejsze złe wydarzenia były konsekwencją tej myśli. I co więcej – wieczorem posłużyły za dowód, że był to wyjątkowy zły dzień.
  • Hm, czy to znaczy, że moja myśl sterowała i mną, i tobą, i Panią Hanią w szkole?
  • Myślę, że można tak powiedzieć.
  • Ale czad!!! A to działa też z innymi myślami? Bo teraz to myślę, że miałbym ochotę na lody czekoladowe…

Mitologia grecka wydaje się wywierać na nasze współczesne życie niebagatelny wpływ. Dość wspomnieć, że efekt Pigmaliona oraz efekt Galatei są zjawiskami zbadanymi i naukowo opisanymi. Na ich kanwie powstawały liczne sztuki (m.in. słynny musical My Fair Lady), a każdy z nas choć raz stał się ich „ofiarą”.

Wpływ efektu Pigmaliona zwanego też samospełniającą się przepowiednią po raz pierwszy dostrzegł już pod koniec lat czterdziestych ubiegłego stulecia socjolog Robert Merton. Według jego koncepcji, kiedy ktoś przewiduje, że coś nastąpi, to oczekiwanie na spełnienie zmienia jego sposób postępowania. Konsekwencją zmodyfikowanego zachowania jest z kolei wzrost szansy na urzeczywistnienie oczekiwanej sytuacji. Tworzy się zatem pętla sprzężenia, która z jednej strony jest poza naszą świadomością, a z drugiej realnie wpływa na nasz los. I choć Merton swą tezę odnosił głównie do ekonomii to potencjał efektu szybko został przeniesiony w sferę relacji międzyludzkich, zwłaszcza na linię nauczyciel-uczeń. Początkiem był eksperyment Roberta Rosenthala oraz Leonore Jacobson, przeprowadzonego w latach sześćdziesiątych w jednej z amerykańskich podstawówek.

            Zaczynających proces edukacji uczniów poddano testom na inteligencję, a ich wyniki posłużyły do  wskazania nauczycielom grupy dzieci, która osiągnęła najwyższe wyniki. Pozwoliło to na domniemanie, że to właśnie ci uczniowe osiągnęli szczególnie dobre postępy w nauce. Powtórzone po roku nauki testy potwierdziły stawianą tezę. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że badacze wprowadzili nauczycieli w błąd – dobór do grupy uzdolnionych był losowy, a rzeczywistymi badanymi były nie dzieci, a nauczyciele. Rosenthal zakładał bowiem zaindukowanie nauczycielom nastawienia, że mają do czynienia z wyjątkowo zdolnymi uczniami i to rzeczywiście sprawiło, że ci zaczęli poświęcać im więcej uwagi oraz bardziej motywować, a w konsekwencji – przełożyło się to na rzeczywisty wzrost ich wiedzy oraz  umiejętności.

Doświadczenia autorów eksperymentu zostały opisane w książce pod znamiennym tytułem  Pygmalion In The Classroom: Teacher Expectation and Pupils Intellectual Developmen  (Pigmalion w klasie: Oczekowania nauczyciela i rozwój intelektualny ucznia). Punktem wyjścia było ustalenie czynników wspomagających pojawienia się określonego oczekiwania u dorosłego. Korelację zauważono zarówno w odniesieniu do cech nauczycieli (tym wyższą im bardziej autorytarną i dystansującą się postawę przyjmują) oraz czynnikami dotyczącymi ucznia, w tym z postrzeganiem jego atrakcyjności, pozycją społeczną rodziców, posiadaniem wcześniejszych informacji o uczniu lub jego rodzeństwie.

Na kanwie powyższego warto wspomnieć o tendencji naszej psychiki do automatycznych skrótów, czego przykładami są efekt Galatei oraz efekt Golema. Ich działanie jest proste – przypisanie komuś jednej ważnej pozytywnej (efekt Galatei) lub negatywnej (efekt Golema[1]) właściwości wpływa na skłonność do przypisywania innych, niezaobserwowanych właściwości, które są zgodne ze znakiem emocjonalnym pierwszego przypisanego atrybutu. Zatem tworzą się ciągi typu grzeczny/posłuszny = dobry, mądry, inteligentny, przyjazny, uczciwy… i odwrotnie, które kształtują postawę względem obiektu.

Dla powstania efektu Pigmaliona równie ważna jest interakcja czterech obszarów. Pierwszy dotyczy jakości sprzeżenia zwrotnego, do jakiego dochodzi na linii uczeń-nauczyciel, w tym jego ilości i częstości. Jak wykazano, wysokie oczekiwania względem ucznia przekłada się na poświęcaniu mu większej uwagi i czasu, zwiększonej woli doprecyzowywania kwestii dla dziecka niejasnych, częstszego stwarzania możliwości wykazania się etc. W przypadku „złego” ucznia u nauczycieli przeważały z kolei przejawy zachowania pasywnego, nacechowanego irytacją, zniecierpliwieniem oraz większą skłonnością do podkreślania błędów i zaniedbań.

Drugi obszar to emocje. Między innymi badania zespołu w składzie: Cheikin, Siegler i Derlega (1972) wykazały, że etykieta różnicująca uczniów wpływa na werbalne i pozawerbalne sygnały, które nauczyciel wysyła swoim uczniom. W stosunku do tych mniej zdolnych jest on „chłodniejszy”, rzadziej się uśmiecha i rzadziej nawiązuje inne interakcje, niż wymaga tego proces dydaktyczny, np. rozmowa podczas przerwy.

Kolejny obszar to ilość informacji dostarczana uczniom.  Dla „słabszych” z reguły obowiązuje zasada minimum – mniej wiedzy, wysiłku, czasu i cierpliwości.

Ostatnim obszarem jest wydajność informacji, która w przypadku „zdolnych” uczniów przekłada się nie tylko na większe wymagania i przydzielaniu ambitniejszych zadań, ale również na stwarzaniu dodatkowych szans w razie omyłki. Interpretacja popełnianych błędów też jest zresztą odmienna. Porażka „zdolniejszych” jest traktowana jako coś, co się zdarza (czynnik losowy), bądź jest racjonalizowana (chyba się nie starałeś, chyba miałeś gorszy dzień, tego dnia było głośno miałeś więc prawo itp.). Również z pozoru niewinne pytanie, np.: Kasiu, co się stało?, wskazuje, że nauczyciel poszukuje zewnętrznych motywów niepowodzeń uczennicy. Wszakże jej osobiste kompetencje, zdolności, umiejętności, czyli po prostu talent są predyktorem wyłącznie sukcesu. Odwrotnie jest w przypadku „słabszych” – tu porażka jest zawsze powiązana z cechami osobistymi dziecka, a sukces to kombinacja szczęścia i przypadku (Kowalski, tym razem ci się udało!).

Zróżnicowane traktowanie uczniów, co do których nauczyciel prezentuje odmienne oczekiwania, nie jest regułą obowiązującą zawsze, wszędzie i wszystkich. Jej wystąpienie oraz natężenie zależy od kompilacji wielu czynników, wśród których za priorytet należy uznać samoświadomość, zdolność do refleksyjności, czy empatyczności. Etykietowanie i schematyczne myślenie są bowiem immannentnymi elementami naszej psychiki. Trudno zatem je całkowicie wyeliminować. Jednakże świadomośc tych procesów pomaga je kontrolować i przejąć nad nimi władzę. Jest to o tyle ważne, że konsekwencje etykietowania i różnicowania wpływają nie tylko na wyniki w nauce. Przede wszystkim mają niebagatelny wpływ na powstanie u uczniów syndromu wyuczonej bezradności, zaniżania samooceny dziecka i jego poczucia własnej skuteczności.

Warto zatem powtórzyć: choć wiara w siebie niekoniecznie zapewni sukces, to jej brak z pewnością sprawadzi porażkę (Bandura, 1997).

 

[1]    Golem to legendarna postać utworzona z gliny na kształt człowieka, ale pozbawiona duszy; istota była niema i bezmyślna, gdyż nie została stworzona przez Boga; mogła tylko wykonywać polecenia, sama nie mając własnej, wolnej woli.

Joanna Wajda

_DSC7432

trenerka Edukacji Pokoju i doradczyni obywatelska, w latach 2001-2015 prezes oraz doradca prawny w Dolnośląskim Stowarzyszeniu Pomocy Ofiarom Przestępstw Karta 99; autorka broszur i poradników prawnych; członek Rady ds. Partycypacji działającej przy Prezydencie Wrocławia czy Dolnośląskiej Rady Młodzieży; współtwórczyni wrocławskiego programu poradnictwa prawnego, który w 2015 roku otrzymał nagrodę główną Kongresu Poradnictwa Prawnego i Obywatelskiego, realizowanego przez Instytut Prawa i Społeczeństwa oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w kategorii: Najlepszy model współpracy samorządu i organizacji poradniczych; w 2014 roku, za wkład w rozwój polityki młodzieżowej, otrzymała srebrny medal Zasłużonej dla Dolnego Śląska;